Stałam i nie potrafiłam się ruszyć, bo nawet nie chciałam. Informacja, którą przed chwilą usłyszałam, mogła mnie zwalić z nóg. Dyrektor był moim ojcem, a ja jego córką. Nie jestem Niną, tylko Katheriną. To nie może być prawda. "Skoro, anioły są na ziemi, to dlaczego, nie możesz być jego córką?" Przemknęło mi przez myśl. usłyszałam czyjeś krok i poczułam dłoń na policzku.
-Nie płacz-powiedział dyrektor, czy jak kto woli mój ojciec.-Nareszcie będziemy razem. Zaznasz w końcu szczęście z Adrianem.
-Nie-usłyszałam krzyk Agnes. Mężczyzna odwrócił się i uderzył w brzuch nadlatującą anielicę. Dziewczyna uderzyła o ścianę i straciła przytomność. Jej skrzydła zniknęły, tak szybko jak się pojawiły.
-Może chcesz coś powiedzieć?-zapytał dyrektor lub mój ojciec.
-Gdzie jest Daniel?
-Martwisz się o swojego wroga, ale to się za chwilę zmieni-szepnął mi do ucha. Przeszedł mnie dreszcz. Co ja mam zrobić?
-Przywołaj go!-usłyszałam głos w mojej głowie. To jest dobry pomysł, ale nie mogę tego zrobić. Daniel mi zabronił, ale jeśli go nie przywołam, to stanę się Anielicą i będę z Adrianem. Nie mogę do tego dopuścić. Jak ja mam to zrobić? Przypomniała mi się chwila, gdy byłam zamknięta w składziku. Zamknęłam oczy i skupiłam się na jasnym świetle, które, próbowało się przebić przez ciemność. Z każdą chwilą, światełko się przybliżało. Skupiłam się najbardziej jak mogłam. Ciemność zamieniła się w jasność. Zobaczyłam znów blondyna, odwrócił się do mnie. Zobaczyłam, że ma zielone oczy, tak jak Daniel, ale on nie był nim.
-Kim jesteś-zapytałam.
-Nie rób tego-odezwał się nieznajomy.-Będziesz tego później żałować. Daniel jest już w drodze. Nie przywołuj go.
-Nieee!-usłyszałam czyjś gardłowy krzyk. Cała sceneria znikła i znów pojawiła się szkoła. Mój "ojciec" krzyczał, a inni aniołowie byli w gotowości do walki. Nie wiedziałam o co im chodzi, ale można się domyśleć, że nadlatuje Daniel. Miałam rację, a na dodatek nie był sam. Za nim leciała świta Stróżów.
-Puść ją-krzyknął mój Stróż i wylądował w pobliżu, a inni stali za nimi również w gotowości do walki.
-myślisz, że oddam ci moją córkę? Ona należy do mnie i nikomu jej nie oddam- usłyszałam ciche chrząknięcia. Odwróciłam wzrok i zobaczyłam Adriana.-No chyba, że oto temu panu, a teraz uciekajcie.
-Nie odejdę bez niej, a nie chce pobudzać jeszcze bardziej naszego konfliktu.
-I tak już pokój wisi na bardzo cienkim włosku, więc nam to nie robi różnicy czy wojna rozpocznie się teraz czy później. Jesteśmy przygotowani na każdą chwile.
-Jak widzisz myt też-powiedział Daniel wskazując na swoje towarzystwo. Chciałam coś zrobić, a nie stać bezczynnie. zaczęłam się szarpać.
-Stój spokojnie albo się to źle skończy.
-Nie groź jej.
-Kto powiedział, ze jej grożę, równie dobrze to mogło być skierowane do ciebie-powiedział z szyderczym uśmiechem. W oczach Daniela, przez krótką chwilę zobaczyłam strach, który od razu zniknął. Powiedział cos czego nie zrozumiałam. Wypowiedziane słowa bardzo mnie zdziwiły, bo aniołowie odlecieli.
-To jest walka pomiędzy tobą, a mną, więc nie wtrącaj w to innych- powiedział mój stróż i wskazał na naszych przeciwników.
-Dobrze, ale jednego zostawię.
-Dobrze, ale ja także kogoś wybiorę.
-Adrian!
-Agnes!
-Przecież ona jest nieprzytomna-zaśmiał się dyrektor, wzmacniając swój uścisk na moim ramieniu. Syknęłam cicho z bólu, na co Daniel od razu zareagował. Na jego twarzy pojawił się ból.
-Nie bądź nigdy taki pewny- powiedział kobiecy głos. Agnes. Wyglądała jakby nic się wcześniej nie stało. Podeszła do Daniela i stanęła obok niego.-A teraz ładnie cię prosimy byś oddał nam Ninę.
-To nie jest Nina!-krzyknął mój ojciec.-To wy ją tak nazwaliście. On była, jest i będzie Kathriną!
-Jestem Nina-szepnęłam cicho. Krzyknęłam z bólu. Poczułam, że coś mi się wbija w ramię. Pazury? Spojrzałam na dyrektora. Pojawiły mu się skrzydła. Uniósł się w powietrze, razem ze mną.
-Jesteś Kathriną. moją córką. To ja cię spłodziłem. To ty zostaniesz następczynią tronu, to ty powiedziesz nas do zwycięstwa- krzyczałam z bólu, płakałam.
-Puść mnie. Proszę, to boli.
-Oczywiście, że boli, bo jesteś tylko marnym człowiekiem, którego można zabić. Wasze życie jest jak świeczka, wystarczy nawet najmniejszy podmuch by zgasić płomień, w waszym przypadku życie.
-Słyszałeś co mówiła. Puść ją!-krzyknął Daniel i uniósł się również w powietrze
-jak sobie życzysz- czułam jak spadam. Nie umiałam nic powiedzieć. Głos mi zamarł. Już miałam uderzyć w ziemię, gdy poczułam, że jestem w czyiś ramionach.
-Cześć malutka-powiedział Adrian.
-Puść mnie, nie będę nigdy taka jak ty, a tym bardziej nie będę z tobą.
-Zobaczymy jeszcze-powiedział i położył mnie na ziemi. Zniknął, a razem z nim mój ojciec. nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. tego było za dużo.
-Nina?-podeszła do mnie Agnes.
-kim ja właściwie jestem?-zapytałam ją łamiącym się głosem.
-To nie ze mną powinnaś rozmawiać na ten temat.-Daniel ci to wszystko wytłumaczy.
-Dlaczego nie zrobił tego wcześniej?-zapytałam, podkulając nogi do brzucha.
-Chciał wiedzieć, ze będziesz gotowa, ale niestety sytuacja go do tego zmusza, by powiedzieć ci to teraz-Agnes dotknęłam mojego ramienia, gdzie pozostały rany, po mocnym uścisku mojego ojca. Poczułam kojące ciepło, a chwilę później nie bolało mnie już nic. Dosłownie.
-Co zrobiłaś?
-Uleczyłam cię ze wszystkiego, wliczając w to kark i nogi, więc tego nie będziesz już potrzebować-ściągnęła mi kołnierz i jakimś cudem zniknął mi gips.
-jak?
-Nasza tajemnica. Jeszcze jedna rzecz-powiedziała, uśmiechając się. Nachyliła się i założyła mi złoty naszyjnik.-Pilnuj go następnym razem.
-Nina!-usłyszałam czyjś krzyk i kroki.
-Daniel!-wstałam i pobiegłam do niego. Chwycił mnie i przytulił. Schował swoją głowę w moje włosy.
-Przepraszam cię, nie powinienem cię zostawiać, ale dałem się złapać, a potem...
-Cii... spokojnie. Już wszystko dobrze-przerwałam mu.- Ale będziemy musieli naprawdę długo porozmawiać.
--------------------------------
I jak wrażenia? Trochę nieudany ten rozdział, tak z dupy wyciągnięty, ale co zrobić. Deszcz mi najwidoczniej nie służy. Czekam na wasze opinie w komentarzach :)
Dodatkowa informacja ----------> Zaczęłam pracować na zwiatunowni http://zwiastuny-doublenik.blogspot.com/. Jak ktoś by chciał zamówić u mnie zwiastun, to zapraszam ~Paulina :)
środa, 6 maja 2015
czwartek, 23 kwietnia 2015
poniedziałek, 30 marca 2015
Rozdział 24
Autor:
Palela
-Mamo, to jest ostatnia szansa, by się wycofać. Możemy to jeszcze zrobić. Uda nam się.
-Nina, skończ już-powiedziała mama prowadząc samochód. Kierunek? Szkoła. Przez ostatni czas próbowałam ją przekonać, by pozostać jeszcze w domu, ale nie dała się przekonać.
-A co jeśli będą się ze mnie śmiać?
-To zaznają mojego gniewu-zaśmiała się.
-Mówisz na serio?- mama pokręciła tylko głową i westchnęła zrezygnowana.
-Jak wejdziesz do szkoły, to twoim pierwszym kierunkiem jest gabinet dyrektora-teraz to ja westchnęłam. Nie znałam go za bardzo, a widziałam go tylko na rozpoczęciu. Tak właściwie, to byłam tylko dwa dni w szkole, a wracam po dwóch miesiącach. Podniosłam wzrok do góry, bo głową nie za bardzo umiałam ruszać. Biały kołnierz mi bardzo przeszkadzał.
-Mamo?
-Co słonko?
-A co jeśli mnie wyrzucą, bo nie nadążam z materiałem?-zapadła głucha cisza, nawet w jakiś tajemniczy sposób radio zamilkło.
-Nie zrobią tego-powiedziała stanowczo mama, wpatrując się w drogę.
-Skąd jesteś tego taka pewna?
-Po prostu jestem-powiedziała i zatrzymała się z piskiem opon na parkingu szkolnym. Pasy bezpieczeństwa lekko wbiły się w moje i tak jeszcze obolałe ciało. Jęknęłam cicho.-Przepraszam.
-Nic się nie stało-powiedziałam, otwierając drzwi. pierw wyciągnęłam kule, a potem siebie samą. Trzasnęłam drzwiami.
-Wszystko będzie dobrze-powiedziała mama, przez okno.
-Jasne, jasne-mruknęłam pod nosem i ruszyłam w stronę szkoły. już na początku przywitały mnie schody, a przy okazji szepty uczniów. By się nie wyróżniać, założyłam specjalnie szarą bluzkę i jakiś czarny dres, bo przez gips nie mogłam chodzić w jeansach. Plecak, który miałam na ramionach, dawał się we znaki. Za sobą miałam już 5 schodków, zostały jeszcze dwa, kiedy nagle usłyszałam za sobą głos.
-Może ci pomóc?
-Nie trzeba-powiedziałam ostro. Wiem dokładnie do kogo należał ten głos i naprawdę nie chciałam mieć z tą osobą nic do czynienia. Skoczyłam na kolejny schodek i kolejny. Byłam przed drzwiami, ale pierw się odwróciłam. Dziewczyna stała jeszcze przed schodami.-Nie zbliżaj się do mnie.
-Nina...?
-Nie! Już wszystko wiem!-powiedziałam szeptem, ale wiedziałam, że dziewczyna to usłyszy.-Zostaw mnie w spokoju, albo pożałujesz, Tori.
-A co, napadnie na mnie Twój jakże wspaniały Stróż? A w ogóle widzisz go gdzies tu?- rozejarzałam się. Faktycznie, nie widziałam go nigdzie. Go ani jego samochodu.-Nikt cię nie obroni.
-Zdziwiłabyś się-powiedziałam ostro. Tori zaśmiała mi się tylko w twarz i wyciągnęła rękę, by mnie dotknąć.
-Nie dotykaj jej-usłyszałyśmy głos trzeci.
-Hej Adrian-powiedziałam z uśmiechem.-Jednak nie jesteście już tacy silni.
-My może nie, ale ludzie tak-szepnął mi do ucha, przechodząc obok mnie razem z Tori. Westchnęłam.
-Nina?
-Michael?-zobaczyłam chłopaka, z którym na początku siedziałam na biologii.
-Nie wierzę, że już wróciłaś.
-Ja też nie-uśmiechnęłam się.
-Jak się czujesz?
-Lepiej niż miesiąc temu-właśnie w tej chwili zadzwonił dzwonek. Przeklnęłam pod nosem.-Muszę już iść. Do zobaczenia.
-Może ci pomóc?-zapytał jeszcze Michael.
-Nie dzięki, poradzę sobie-powiedziałam i weszłam do szkoły. Westchnęłam, widząc uczniów biegnących do sal, by tylko być przed nauczycielem. Poszłam szukać gabinetu dyrektora. Nadal nie wiem, gdzie co jest. Postanowiłam, pójść do sekretariatu. Może tam udzielą mi informacji. Zapukałam, a drzwi się same otworzyły. Stanęłam oko w oko z dyrektorem.-Dzień dobry.
-Dzień dobry-odpowiedział i zlustrował mnie wzrokiem, zatrzymał się na kulach i kołnierzu.-Nina, jak mniemam.
-Właśnie, moja mama kazała mi się zgłosić do pana.
-Dokładnie, to chodźmy do mnie-powiedział i ruszył przede mną. Nie zważał uwagi na moje tempo, które było gorsze od ślimaka. Doszliśmy do schodów.-Dasz radę?
-Jakoś będę musiała-westchnęłam. Wzięłam kule do jednej ręki i zaczęłam skakać. Schodek po schodku.
-Daj mi plecak, będzie ci lżej.
-Jakoś sobie poradzę, ale dziękuję.
-Ale ja mówię na poważnie, daj mi plecak-powiedział z nutą niecierpliwości w głosie. Ściągnęłam plecak i podałam go dyrektorowi. Od razu poczułam ulgę, że nie mam zbędnego ciężaru na plecach.
-Dziękuje panu bardzo-powiedziałam, a dyrektor się tylko uśmiechnął i ruszył dalej. Strome schody nie ułatwiały mi wejścia na górę. Podniosłam za mocną głowę i poczułam mocny ból w karku. Musiałam przystanąć. W oczach pojawiły mi się łzy. Starłam się je odgonić, ale nie za bardzo mi to wyszło.
-Nina?-powiedział dyrektor, podchodząc do mnie. Kucnął przy mnie.-Wszystko w porządku?
-Nic nie jest w porządku- powiedziałam, trzęsącym się głosem.
-Wszystko będzie dobrze-stwierdził dyrektor i wyciągnął rękę by mnie pocieszyć. Gdy tylko dotknął mojej skóry odsunął się gwałtownie i syknął z bólu. Szybko wstałam i zaczęłam się wycofywać. To nic, że trwało to dłużej niż wchodzenie po schodach. Poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę, ale od razu puszcza z głośnym sykiem i setką przekleństw. Byłam już na dole. Na powierzchni płaskiej radziłam sobie lepiej niż na schodach.-Nina stój!
-Zostaw mnie! Zostawcie mnie wszyscy. Nigdy nie będę taka jak-powiedziałam i byłam już przy wejściu, kiedy coś mnie zatrzymało. To było dziwne COŚ. Chciałam się ruszyć, ale nie potrafiłam. nie czułam swoich części ciała, choćby były one sparaliżowane. Zobaczyłam dyrektora i jakąś kobietę. Mężczyzna szepnął jej coś do ucha, a ona ruszyła prosto na mnie.
-Nie bój się mnie, nic ci nie zrobię-powiedziała kojącym głosem. Zobaczyłam, że kilka osób doszło do naszego towarzystwa. Byli to między innymi Adam, Adrian, Tori i ludzie, których wcześniej nie wdziałam.-Będziesz teraz robić to co ci każe, rozumiesz?
-Tak-powiedziałam, nie zastanawiając się nad odpowiedzią. Wszyscy się uśmiechnęli.
-Ściągnij pierw swój kołnierz-powiedziała blondynka, patrząc prosto w moje oczy. Zrobiłam co mi kazała.-A teraz ściągnij łańcuszek, który dostałaś od Daniela.
-Nie!-usłyszałam czyjś krzyk. To była Agnes.
-Zróbcie coś z nią-powiedział dyrektor do Adama i Tori. oby dwóm pojawiły się skrzydła i ruszyli prosto na Agnes. u niej również zobaczyłam ogromne skrzydła, tylko w przeciwieństwie do Adama miale je śnieżnobiałe. Dyrektor spojrzał na blondynkę.-Kontynuuj.
-Ściągnij naszyjnik-moje ręce powędrowały do zapięcia wisiorka. Odpięłam go. Złoto upadła na ziemię, a ja poczułam się goła.
-Przywitajmy z powrotem w szeregach moją córkę. Następczynię tronu. Katherine Darkful-powiedział dyrektor, a ja oniemiałam.
-------------------------------------
No i jak? Udało mi się was zaskoczyć? Tak w ogóle to czyta ktoś tego bloga, bo nie jestem pewna ;/ Nie pozostawiacie po sobie żadnych śladów ;/
-Nina, skończ już-powiedziała mama prowadząc samochód. Kierunek? Szkoła. Przez ostatni czas próbowałam ją przekonać, by pozostać jeszcze w domu, ale nie dała się przekonać.
-A co jeśli będą się ze mnie śmiać?
-To zaznają mojego gniewu-zaśmiała się.
-Mówisz na serio?- mama pokręciła tylko głową i westchnęła zrezygnowana.
-Jak wejdziesz do szkoły, to twoim pierwszym kierunkiem jest gabinet dyrektora-teraz to ja westchnęłam. Nie znałam go za bardzo, a widziałam go tylko na rozpoczęciu. Tak właściwie, to byłam tylko dwa dni w szkole, a wracam po dwóch miesiącach. Podniosłam wzrok do góry, bo głową nie za bardzo umiałam ruszać. Biały kołnierz mi bardzo przeszkadzał.
-Mamo?
-Co słonko?
-A co jeśli mnie wyrzucą, bo nie nadążam z materiałem?-zapadła głucha cisza, nawet w jakiś tajemniczy sposób radio zamilkło.
-Nie zrobią tego-powiedziała stanowczo mama, wpatrując się w drogę.
-Skąd jesteś tego taka pewna?
-Po prostu jestem-powiedziała i zatrzymała się z piskiem opon na parkingu szkolnym. Pasy bezpieczeństwa lekko wbiły się w moje i tak jeszcze obolałe ciało. Jęknęłam cicho.-Przepraszam.
-Nic się nie stało-powiedziałam, otwierając drzwi. pierw wyciągnęłam kule, a potem siebie samą. Trzasnęłam drzwiami.
-Wszystko będzie dobrze-powiedziała mama, przez okno.
-Jasne, jasne-mruknęłam pod nosem i ruszyłam w stronę szkoły. już na początku przywitały mnie schody, a przy okazji szepty uczniów. By się nie wyróżniać, założyłam specjalnie szarą bluzkę i jakiś czarny dres, bo przez gips nie mogłam chodzić w jeansach. Plecak, który miałam na ramionach, dawał się we znaki. Za sobą miałam już 5 schodków, zostały jeszcze dwa, kiedy nagle usłyszałam za sobą głos.
-Może ci pomóc?
-Nie trzeba-powiedziałam ostro. Wiem dokładnie do kogo należał ten głos i naprawdę nie chciałam mieć z tą osobą nic do czynienia. Skoczyłam na kolejny schodek i kolejny. Byłam przed drzwiami, ale pierw się odwróciłam. Dziewczyna stała jeszcze przed schodami.-Nie zbliżaj się do mnie.
-Nina...?
-Nie! Już wszystko wiem!-powiedziałam szeptem, ale wiedziałam, że dziewczyna to usłyszy.-Zostaw mnie w spokoju, albo pożałujesz, Tori.
-A co, napadnie na mnie Twój jakże wspaniały Stróż? A w ogóle widzisz go gdzies tu?- rozejarzałam się. Faktycznie, nie widziałam go nigdzie. Go ani jego samochodu.-Nikt cię nie obroni.
-Zdziwiłabyś się-powiedziałam ostro. Tori zaśmiała mi się tylko w twarz i wyciągnęła rękę, by mnie dotknąć.
-Nie dotykaj jej-usłyszałyśmy głos trzeci.
-Hej Adrian-powiedziałam z uśmiechem.-Jednak nie jesteście już tacy silni.
-My może nie, ale ludzie tak-szepnął mi do ucha, przechodząc obok mnie razem z Tori. Westchnęłam.
-Nina?
-Michael?-zobaczyłam chłopaka, z którym na początku siedziałam na biologii.
-Nie wierzę, że już wróciłaś.
-Ja też nie-uśmiechnęłam się.
-Jak się czujesz?
-Lepiej niż miesiąc temu-właśnie w tej chwili zadzwonił dzwonek. Przeklnęłam pod nosem.-Muszę już iść. Do zobaczenia.
-Może ci pomóc?-zapytał jeszcze Michael.
-Nie dzięki, poradzę sobie-powiedziałam i weszłam do szkoły. Westchnęłam, widząc uczniów biegnących do sal, by tylko być przed nauczycielem. Poszłam szukać gabinetu dyrektora. Nadal nie wiem, gdzie co jest. Postanowiłam, pójść do sekretariatu. Może tam udzielą mi informacji. Zapukałam, a drzwi się same otworzyły. Stanęłam oko w oko z dyrektorem.-Dzień dobry.
-Dzień dobry-odpowiedział i zlustrował mnie wzrokiem, zatrzymał się na kulach i kołnierzu.-Nina, jak mniemam.
-Właśnie, moja mama kazała mi się zgłosić do pana.
-Dokładnie, to chodźmy do mnie-powiedział i ruszył przede mną. Nie zważał uwagi na moje tempo, które było gorsze od ślimaka. Doszliśmy do schodów.-Dasz radę?
-Jakoś będę musiała-westchnęłam. Wzięłam kule do jednej ręki i zaczęłam skakać. Schodek po schodku.
-Daj mi plecak, będzie ci lżej.
-Jakoś sobie poradzę, ale dziękuję.
-Ale ja mówię na poważnie, daj mi plecak-powiedział z nutą niecierpliwości w głosie. Ściągnęłam plecak i podałam go dyrektorowi. Od razu poczułam ulgę, że nie mam zbędnego ciężaru na plecach.
-Dziękuje panu bardzo-powiedziałam, a dyrektor się tylko uśmiechnął i ruszył dalej. Strome schody nie ułatwiały mi wejścia na górę. Podniosłam za mocną głowę i poczułam mocny ból w karku. Musiałam przystanąć. W oczach pojawiły mi się łzy. Starłam się je odgonić, ale nie za bardzo mi to wyszło.
-Nina?-powiedział dyrektor, podchodząc do mnie. Kucnął przy mnie.-Wszystko w porządku?
-Nic nie jest w porządku- powiedziałam, trzęsącym się głosem.
-Wszystko będzie dobrze-stwierdził dyrektor i wyciągnął rękę by mnie pocieszyć. Gdy tylko dotknął mojej skóry odsunął się gwałtownie i syknął z bólu. Szybko wstałam i zaczęłam się wycofywać. To nic, że trwało to dłużej niż wchodzenie po schodach. Poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę, ale od razu puszcza z głośnym sykiem i setką przekleństw. Byłam już na dole. Na powierzchni płaskiej radziłam sobie lepiej niż na schodach.-Nina stój!
-Zostaw mnie! Zostawcie mnie wszyscy. Nigdy nie będę taka jak-powiedziałam i byłam już przy wejściu, kiedy coś mnie zatrzymało. To było dziwne COŚ. Chciałam się ruszyć, ale nie potrafiłam. nie czułam swoich części ciała, choćby były one sparaliżowane. Zobaczyłam dyrektora i jakąś kobietę. Mężczyzna szepnął jej coś do ucha, a ona ruszyła prosto na mnie.
-Nie bój się mnie, nic ci nie zrobię-powiedziała kojącym głosem. Zobaczyłam, że kilka osób doszło do naszego towarzystwa. Byli to między innymi Adam, Adrian, Tori i ludzie, których wcześniej nie wdziałam.-Będziesz teraz robić to co ci każe, rozumiesz?
-Tak-powiedziałam, nie zastanawiając się nad odpowiedzią. Wszyscy się uśmiechnęli.
-Ściągnij pierw swój kołnierz-powiedziała blondynka, patrząc prosto w moje oczy. Zrobiłam co mi kazała.-A teraz ściągnij łańcuszek, który dostałaś od Daniela.
-Nie!-usłyszałam czyjś krzyk. To była Agnes.
-Zróbcie coś z nią-powiedział dyrektor do Adama i Tori. oby dwóm pojawiły się skrzydła i ruszyli prosto na Agnes. u niej również zobaczyłam ogromne skrzydła, tylko w przeciwieństwie do Adama miale je śnieżnobiałe. Dyrektor spojrzał na blondynkę.-Kontynuuj.
-Ściągnij naszyjnik-moje ręce powędrowały do zapięcia wisiorka. Odpięłam go. Złoto upadła na ziemię, a ja poczułam się goła.
-Przywitajmy z powrotem w szeregach moją córkę. Następczynię tronu. Katherine Darkful-powiedział dyrektor, a ja oniemiałam.
-------------------------------------
No i jak? Udało mi się was zaskoczyć? Tak w ogóle to czyta ktoś tego bloga, bo nie jestem pewna ;/ Nie pozostawiacie po sobie żadnych śladów ;/
sobota, 7 marca 2015
Rozdział 23
Autor:
Palela
Z dnia na dzień czułam się już coraz lepiej, ale nie na tyle by pójść do szkoły. W końcu pewnego dnia, mama się oburzyła i oznajmiła mi prosto w twarz. "Od następnego tygodnia wracasz do szkoły". Byłam zdziwiona, że chce mnie już wysłać, ale ona tłumaczyła się tym, że mam już i tak za duże zaległości w szkole. Przekazała mi również, że dzwoniła do nauczycielki by porozmawiała z innymi na temat jakiś korepetycji, bo wie, że nie dam dobie rady.
-Mamo, miej trochę wiary we mnie-westchnęłam, popijając sok pomarańczowy. Siedziałam przed telewizorem i oglądałam jeden z moich ulubionych seriali.-Daj mi jeszcze trochę czasu. Nie jestem do końca w stanie zrobić wszystkiego.
-Na przykład czego?-popatrzyła na mnie unosząc jedną brew. Jej brązowe oczy wpatrywały się prosto we mnie.
-No tego i tamtego... Oh weź daj mi na razie daj mi spokój-powiedziałam i opadłam na poduszki. Skrzywiłam się lekko, bo uderzyłam karkiem.
-Nina, wszystko w porządku?-zapytała i usiadła obok mnie.
-Tak, to taki przejściowy stan, ale co tam, skoro chcesz mnie do szkoły wysłać.
-Nina zrozum...
-Nie tłumacz się-przerwałam jej.-Idę do siebie, bo i tak nie wiem o co chodzi w tym odcinku.
Wzięłam szklankę soku i zaczęłam wdrapywać się po schodach. Takie wspinaczki były jeszcze dla mnie męczące, bo nie mogłam ciągle mieć podniesionej głowy, bo ból stawał się coraz bardziej natarczywy. Kiedy byłam już u góry i weszłam do pokoju, zobaczyłam, że okno jest otwarte. "Powtórka z rozrywki?" Przemknęło mi przez myśl, przypominając sobie wydarzenia sprzed wypadku. podeszłam do okna i je zamknęłam. Na zewnątrz było pochmurnie. Ciemne chmury zbierały się nad miastem, w każdej chwili mogło zacząć padać. Drzewa pozbyły się już swoich liści, a teraz trzęsły się z zimna. Pierwsze krople deszcze uderzyły o szybę okna. Odwróciłam się i zatkało mnie, to co zobaczyłam.
-Adrian-wycedziłam przez zęby. Chłopak leżał na moim łóżku i przeglądał książkę, którą aktualnie teraz czytam.-wynoś się z mojego domu, bo zaczną krzyczeć.
-Wiesz bardzo interesująca jest ta książka. Pożyczysz mi ją?-powiedział trzymając w ręcę egzemplarz Holmesa.
-Adrian, wynoś się stad-powiedziałam już nieco głośniej. Chłopak spojrzał na mnie i rzucił gdzieś książką. Pisnęłam cicho, ale opanowałam się. Byłam przeciwna takiemu traktowaniu książek.
-Nina, nie denerwuj się. Nie możesz się denerwować. Nie w tym stanie.
-A co ja w ciąży jestem?-zaśmiałam się.
-A nie?
-Weź mnie nie wkurzaj i się wynoś.
-Nie jesteś ciekawa, co ja tu robię?
-Jak tak mówisz... to nie, a teraz wypier...
-Oj nie ładnie tak przeklinać, widzisz była byś idealną anielicą ciemności-uśmiechnął się i podszedł do mnie. Zaczęłam się cofać, aż natrafiłam na ścianę. Adrian uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wyciągnął rękę, chcąc dotknąć mojego policzka. Nagle odsunął ją i syknął cicho. Zaklnął pod nosem. Spojrzał na moją szyję. Byłam zdziwiona, tym co się przed chwila stało.- Skąd to masz?
-Kołnierz dostałam w szpitalu.
-Nie denerwuj mnie jeszcze bardziej! Skąd masz naszyjnik-krzyknął. Bałam się, że w każdej chwili może wejść mama i zobaczy mnie przyciśniętą do ściany, kiedy obok mnie stoi jakiś chłopak.
-Jaki naszyjnik?-postanowiłam udawać głupią i udawać, że nie wiem o co chodzi.
-Ten naszyjnik-powiedział, naciągając mi bluzkę, tak że mój biust był na wierzchu, a naszyjnik połyskiwał na moim ciele. Adrian jednak szybko wziął rekę z cichym sykiem.
-Zostaw ją zboczeńcu!- usłyszałam głoś trzeci.
-Daniel-westchnęłam cicho z ulgą. Byłam bezpieczna. Adrian nic mi nie zrobi, nie przy Danielu.
-Widzę, że Anioł Stróż w końcu zatroszczył się o swoją podopieczną. Może podzielisz się ze mną skąd go masz?
-Kupiłem od skrzata pod grzybem w lesie-powiedział drwiąco i przybliżył się do nas. Chciałam podbiec do Daniela, ale Adrian zasłonił mnie swoim ciałem, ale starał się mnie nie dotknąć.-A tak na poważnie, to odsuń się od Niny.
- I tak nic tu po mnie-westchnął teatralnie i ruszył w stronę okna. Z łatwością je otworzył i wyskoczył. krzyknęłam i zobaczyłam, że unosi się w powietrzu . Zapomniałam, że ma skrzydła. Skrzydła koloru czarnego. Skrzydła Upadłego Anioła.
-Wyjaśnisz mi o co tu chodzi?-zapytałam, podchodząc do Daniela.
-Nie ma tu nic skomplikowanego. naszyjnik, sprawia, że żaden Anioł Ciemności nie może cię dotknąć.
-To już nie mam czego się bać-uśmiechnęłam się do niego.
-Ale są dwa ale.
-Aż dwa?-pokiwał smutno głową.
-Pierwsze ALE, jeśli sama pozwolisz aby anioł Ciemności Cię dotknął, to naszyjnik traci moc na zawsze. obojętnie czy udzielisz pozwolenia Adrianowi czy komu innemu, to naszyjnik przestaje działać.
-A drugie ALE?
-Nie działa na ludzi.
-Możesz rozwinąć swoją myśl?
-Anioły mogą wykorzystać jakiegoś człowieka by się do ciebie zbliżył.
-To poważne.
-Bardzo, więc nie polegaj za bardzo na tym naszyjniku.
-Ale będziesz obok mnie?-zapytałam i przytuliłam się do Mojego Stróża.
-Będą, będę-powiedział i pocałował mnie w czoło.
---------------------------------------------------------------------
Chciałam was przeprosić za tak długą nieobecność, ale nie miałam czasu by cokolwiek napisać. Planowałam rozdział dodać tydzień temu, ale chwyciła mnie taka choroba, że nie umiałam się ruszać, więc dodaję rozdział dzisiaj. liczę, że wam się podoba i pozostawicie jakieś ślady po sobie. :)
-Mamo, miej trochę wiary we mnie-westchnęłam, popijając sok pomarańczowy. Siedziałam przed telewizorem i oglądałam jeden z moich ulubionych seriali.-Daj mi jeszcze trochę czasu. Nie jestem do końca w stanie zrobić wszystkiego.
-Na przykład czego?-popatrzyła na mnie unosząc jedną brew. Jej brązowe oczy wpatrywały się prosto we mnie.
-No tego i tamtego... Oh weź daj mi na razie daj mi spokój-powiedziałam i opadłam na poduszki. Skrzywiłam się lekko, bo uderzyłam karkiem.
-Nina, wszystko w porządku?-zapytała i usiadła obok mnie.
-Tak, to taki przejściowy stan, ale co tam, skoro chcesz mnie do szkoły wysłać.
-Nina zrozum...
-Nie tłumacz się-przerwałam jej.-Idę do siebie, bo i tak nie wiem o co chodzi w tym odcinku.
Wzięłam szklankę soku i zaczęłam wdrapywać się po schodach. Takie wspinaczki były jeszcze dla mnie męczące, bo nie mogłam ciągle mieć podniesionej głowy, bo ból stawał się coraz bardziej natarczywy. Kiedy byłam już u góry i weszłam do pokoju, zobaczyłam, że okno jest otwarte. "Powtórka z rozrywki?" Przemknęło mi przez myśl, przypominając sobie wydarzenia sprzed wypadku. podeszłam do okna i je zamknęłam. Na zewnątrz było pochmurnie. Ciemne chmury zbierały się nad miastem, w każdej chwili mogło zacząć padać. Drzewa pozbyły się już swoich liści, a teraz trzęsły się z zimna. Pierwsze krople deszcze uderzyły o szybę okna. Odwróciłam się i zatkało mnie, to co zobaczyłam.
-Adrian-wycedziłam przez zęby. Chłopak leżał na moim łóżku i przeglądał książkę, którą aktualnie teraz czytam.-wynoś się z mojego domu, bo zaczną krzyczeć.
-Wiesz bardzo interesująca jest ta książka. Pożyczysz mi ją?-powiedział trzymając w ręcę egzemplarz Holmesa.
-Adrian, wynoś się stad-powiedziałam już nieco głośniej. Chłopak spojrzał na mnie i rzucił gdzieś książką. Pisnęłam cicho, ale opanowałam się. Byłam przeciwna takiemu traktowaniu książek.
-Nina, nie denerwuj się. Nie możesz się denerwować. Nie w tym stanie.
-A co ja w ciąży jestem?-zaśmiałam się.
-A nie?
-Weź mnie nie wkurzaj i się wynoś.
-Nie jesteś ciekawa, co ja tu robię?
-Jak tak mówisz... to nie, a teraz wypier...
-Oj nie ładnie tak przeklinać, widzisz była byś idealną anielicą ciemności-uśmiechnął się i podszedł do mnie. Zaczęłam się cofać, aż natrafiłam na ścianę. Adrian uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wyciągnął rękę, chcąc dotknąć mojego policzka. Nagle odsunął ją i syknął cicho. Zaklnął pod nosem. Spojrzał na moją szyję. Byłam zdziwiona, tym co się przed chwila stało.- Skąd to masz?
-Kołnierz dostałam w szpitalu.
-Nie denerwuj mnie jeszcze bardziej! Skąd masz naszyjnik-krzyknął. Bałam się, że w każdej chwili może wejść mama i zobaczy mnie przyciśniętą do ściany, kiedy obok mnie stoi jakiś chłopak.
-Jaki naszyjnik?-postanowiłam udawać głupią i udawać, że nie wiem o co chodzi.
-Ten naszyjnik-powiedział, naciągając mi bluzkę, tak że mój biust był na wierzchu, a naszyjnik połyskiwał na moim ciele. Adrian jednak szybko wziął rekę z cichym sykiem.
-Zostaw ją zboczeńcu!- usłyszałam głoś trzeci.
-Daniel-westchnęłam cicho z ulgą. Byłam bezpieczna. Adrian nic mi nie zrobi, nie przy Danielu.
-Widzę, że Anioł Stróż w końcu zatroszczył się o swoją podopieczną. Może podzielisz się ze mną skąd go masz?
-Kupiłem od skrzata pod grzybem w lesie-powiedział drwiąco i przybliżył się do nas. Chciałam podbiec do Daniela, ale Adrian zasłonił mnie swoim ciałem, ale starał się mnie nie dotknąć.-A tak na poważnie, to odsuń się od Niny.
- I tak nic tu po mnie-westchnął teatralnie i ruszył w stronę okna. Z łatwością je otworzył i wyskoczył. krzyknęłam i zobaczyłam, że unosi się w powietrzu . Zapomniałam, że ma skrzydła. Skrzydła koloru czarnego. Skrzydła Upadłego Anioła.
-Wyjaśnisz mi o co tu chodzi?-zapytałam, podchodząc do Daniela.
-Nie ma tu nic skomplikowanego. naszyjnik, sprawia, że żaden Anioł Ciemności nie może cię dotknąć.
-To już nie mam czego się bać-uśmiechnęłam się do niego.
-Ale są dwa ale.
-Aż dwa?-pokiwał smutno głową.
-Pierwsze ALE, jeśli sama pozwolisz aby anioł Ciemności Cię dotknął, to naszyjnik traci moc na zawsze. obojętnie czy udzielisz pozwolenia Adrianowi czy komu innemu, to naszyjnik przestaje działać.
-A drugie ALE?
-Nie działa na ludzi.
-Możesz rozwinąć swoją myśl?
-Anioły mogą wykorzystać jakiegoś człowieka by się do ciebie zbliżył.
-To poważne.
-Bardzo, więc nie polegaj za bardzo na tym naszyjniku.
-Ale będziesz obok mnie?-zapytałam i przytuliłam się do Mojego Stróża.
-Będą, będę-powiedział i pocałował mnie w czoło.
---------------------------------------------------------------------
Chciałam was przeprosić za tak długą nieobecność, ale nie miałam czasu by cokolwiek napisać. Planowałam rozdział dodać tydzień temu, ale chwyciła mnie taka choroba, że nie umiałam się ruszać, więc dodaję rozdział dzisiaj. liczę, że wam się podoba i pozostawicie jakieś ślady po sobie. :)
poniedziałek, 9 lutego 2015
Rozdział 22
Autor:
Palela
Dni znów mijały powoli. Ta sama rutyna. Wstać, przeżyć, iść spać. Odwiedzała mnie tylko mama, Daniel już całkiem do mnie nie przychodził. Ja rozumiem, że jest pod kontrolą, ale mógłby dać jakiś znak, że przynajmniej żyje. Od momentu, kiedy Agnes przyszła, nie było przeprowadzonych żadnych ataków na mnie, więc mogłam spać spokojnie. W końcu nadszedł ten dzień, który według Agnes miał przynieść koniec obserwacji Daniela, a również w ten dzień mogłam wreszcie wrócić do domu. Prawda miałam jeszcze nogę w gipsie, a kark w kołnierzu, ale czułam się w miarę by móc wyjść ze szpitala bez poczucia winy. Wypis planowany był na godzinę 15.00, więc moja mama była o godzinie 14.00, by pomóc mi ze spakowaniem się. Gdy wybiła godzina 14.45, wyszłam z sali. Rzuciłam jeszcze okiem na salę, gdzie spędziłam tylko tydzień, ale było to o siedem dni za dużo. Nagle zobaczyłam coś błyszczącego, czego wcześniej nie zauważyłam. Podeszłam do tego i wzięłam do ręki. Była to spinka z czarnymi diamencikami. Na pewno jest ona Agnes. przemknęło mi przez myśl i schowałam ją do kieszeni. Wyszłam na korytarz, gdzie mama trzymała już wszystkie torby.
-Gotowa?-zapytała. Chciałam pokiwać głową, ale kołnierz mi nie pozwalał.
-Tak, wynośmy się stąd-powiedziałam, a mama się tylko zaśmiała. Podeszłyśmy na recepcje, gdzie miał czekać na nas lekarz, który mnie operował. Chyba miał mnie już dość, po tym miesiącu spędzenia ze sobą czasu, przeprowadzając zawsze ta samą rozmowę. To właśnie tego lekarza namówiłam, by mnie w końcu wypuścił, pod groźbą, że zacznę zabijać ludzi, bo nie zniosę kolejnej białej ściany, czy herbaty, która nie jest herbatą.
-A więc nas opuszczasz?-zapytał doktor.
-Tak, najwyższy czas. Mam dość tych wszystkich białych ścian, białej pościeli, białych ubrań.
-Chodźmy jeszcze do mnie do gabinetu, na ostatnie badania i porady-powiedział doktor i ruszył. Moja mama poszła od razu za nim, kiedy to ja gramoliłam się z kulami. Dobrze, że gabinet doktora znajdował się na parterze. Kiedy się doczłapałam, drzwi były już otwarte, a mama prowadziła jakąś zaciętą dyskusję z lekarzem. Wyłapałam tylko dwa słowa "Tabletki nasenne". Odchrząknęłam, a wtedy oby dwoje spojrzeli na mnie. Lekarz siedział za biurkiem, jak można się domyśleć-białym, wskazał mi miejsce na białym krześle.-Słyszałem, że masz problemy ze spaniem.
-Tak, to prawda. Często budzę się w nocy z krzykiem.
-To dziwne, bo podczas pobytu, nie miałaś takich napadów.
-To może przez tabletki-powiedziałam i spojrzałam na mamię, której wzrok najwyraźniej mówił "A nie mówiłam".
-Dobrze, jak tak uważasz, to przepiszę ci te tabletki, ale pamiętaj, jedna na noc, nie więcej, bo może się to źle skończyć- powiedział lekarz, wyciągając tabletki ze swojej szuflady i postawił je na biurku.-A teraz standardowe pytanie: Jak się czujesz?
-Już myślałam, że pan doktor nie zapyta-uśmiechnęłam się.- Dobrze, dobrze. Mogę już iść.
-Masz tu termin kontroli, na którą musisz być obowiązkowo, by zobaczyć, czy płuca do końca mają swój kształt. i na wymianę gipsu. Dobrze, to tyle.
-Bogu niech będą dzięki-powiedziałam i wstałam, kierując się w stronę drzwi, słyszałam jak mama idzie za mną. Odwróciłam się i rzuciłam ostatnie spojrzenie lekarzowi.- Dziękuję bardzo. Do widzenia.
-Do zobaczenia-odpowiedział, a my z mamą wyszłyśmy.. Szybko ruszyłyśmy do samochodu. Kiedy zapinałam pas, spojrzałam na szpital, gdzie leżałam przez ponad miesiąc. Miesiąc, w którym mogłam poznać nowych znajomych, być szczęśliwa. Pozostawiłam za sobą smutny obraz szpitala, chorób, pacjentów i cholernej bieli. Dopiero teraz to do mnie dotarło. Biel jest symbolem Aniołów Stróży. Aniołowie Mroku nienawidzili bieli. Teraz jest to potwierdzeniem moich hipotezy. Była i staję się powoli Anielicą Ciemności..
-Nad czym się tak zastanawiasz?- wyrwała mnie mama z zamyślenia.
-Nic, tak jakoś... mamo, a co ze szkołą?-zapytałam. Matka tylko westchnęła.
-Będziesz musiała to nadrobić-powiedziała i się zatrzymała pod naszym domem. Uśmiechnęłam się na jego widok. Nareszcie będę mogła się wyspać w moim łóżku. Na samą tą myśl się rozpromieniłam. Otworzyłam drzwi iw wyszłam ze samochodu. Mama rzuciła mi klucze. Złapałam je i od razu ruszyłam w stronę drzwi. Gdy tylko je otworzyłam, usłyszałam krzyk.
-Niespodzianka- zobaczyłam tam Daniela.
-Co ty tu robisz?-zapytałam ze zdziwieniem.
-Świętuje twoje przybycie do domu-jęknęłam tylko.
-Nie mam na nic ochoty, tylko na leżenie godzinami w moim łóżku.
-Jak tam chcesz, ale pierw przyjmij ode mnie prezent, który ci pomoże wrócić szybko do zdrowia-powiedział i wyciągnął z kieszeni małe pudełeczku. Podał mi je już otworzone. W pudełeczku leżał srebrny naszyjnik. W samym centrum znajdowała się zawieszka, w kształcie skrzydeł Anioła.
-Jest cudowny-powiedziałam. Daniel wyciągnął naszyjnik.
-Pozwolisz?
-Oczywiście- odwróciłam się plecami do Anioła. Poczułam zimny metal na szyi.-Jak to zrobiłeś?
-Ale co?
-Przecież mam kołnierz.
-Anielskie sztuczki.
-Jeszcze raz dziękuję.
-Czy ktoś mi pomoże z walizkami?-usłyszeliśmy głos mamy, dobiegający z samochodu. Chyba wiedziała co się święci i specjalnie zaczekała w aucie. Daniel poszedł w jej stronę i jej pomógł, a ja za ten czas leżałam na naszej kanapie, która nie była biała.
-Gotowa?-zapytała. Chciałam pokiwać głową, ale kołnierz mi nie pozwalał.
-Tak, wynośmy się stąd-powiedziałam, a mama się tylko zaśmiała. Podeszłyśmy na recepcje, gdzie miał czekać na nas lekarz, który mnie operował. Chyba miał mnie już dość, po tym miesiącu spędzenia ze sobą czasu, przeprowadzając zawsze ta samą rozmowę. To właśnie tego lekarza namówiłam, by mnie w końcu wypuścił, pod groźbą, że zacznę zabijać ludzi, bo nie zniosę kolejnej białej ściany, czy herbaty, która nie jest herbatą.
-A więc nas opuszczasz?-zapytał doktor.
-Tak, najwyższy czas. Mam dość tych wszystkich białych ścian, białej pościeli, białych ubrań.
-Chodźmy jeszcze do mnie do gabinetu, na ostatnie badania i porady-powiedział doktor i ruszył. Moja mama poszła od razu za nim, kiedy to ja gramoliłam się z kulami. Dobrze, że gabinet doktora znajdował się na parterze. Kiedy się doczłapałam, drzwi były już otwarte, a mama prowadziła jakąś zaciętą dyskusję z lekarzem. Wyłapałam tylko dwa słowa "Tabletki nasenne". Odchrząknęłam, a wtedy oby dwoje spojrzeli na mnie. Lekarz siedział za biurkiem, jak można się domyśleć-białym, wskazał mi miejsce na białym krześle.-Słyszałem, że masz problemy ze spaniem.
-Tak, to prawda. Często budzę się w nocy z krzykiem.
-To dziwne, bo podczas pobytu, nie miałaś takich napadów.
-To może przez tabletki-powiedziałam i spojrzałam na mamię, której wzrok najwyraźniej mówił "A nie mówiłam".
-Dobrze, jak tak uważasz, to przepiszę ci te tabletki, ale pamiętaj, jedna na noc, nie więcej, bo może się to źle skończyć- powiedział lekarz, wyciągając tabletki ze swojej szuflady i postawił je na biurku.-A teraz standardowe pytanie: Jak się czujesz?
-Już myślałam, że pan doktor nie zapyta-uśmiechnęłam się.- Dobrze, dobrze. Mogę już iść.
-Masz tu termin kontroli, na którą musisz być obowiązkowo, by zobaczyć, czy płuca do końca mają swój kształt. i na wymianę gipsu. Dobrze, to tyle.
-Bogu niech będą dzięki-powiedziałam i wstałam, kierując się w stronę drzwi, słyszałam jak mama idzie za mną. Odwróciłam się i rzuciłam ostatnie spojrzenie lekarzowi.- Dziękuję bardzo. Do widzenia.
-Do zobaczenia-odpowiedział, a my z mamą wyszłyśmy.. Szybko ruszyłyśmy do samochodu. Kiedy zapinałam pas, spojrzałam na szpital, gdzie leżałam przez ponad miesiąc. Miesiąc, w którym mogłam poznać nowych znajomych, być szczęśliwa. Pozostawiłam za sobą smutny obraz szpitala, chorób, pacjentów i cholernej bieli. Dopiero teraz to do mnie dotarło. Biel jest symbolem Aniołów Stróży. Aniołowie Mroku nienawidzili bieli. Teraz jest to potwierdzeniem moich hipotezy. Była i staję się powoli Anielicą Ciemności..
-Nad czym się tak zastanawiasz?- wyrwała mnie mama z zamyślenia.
-Nic, tak jakoś... mamo, a co ze szkołą?-zapytałam. Matka tylko westchnęła.
-Będziesz musiała to nadrobić-powiedziała i się zatrzymała pod naszym domem. Uśmiechnęłam się na jego widok. Nareszcie będę mogła się wyspać w moim łóżku. Na samą tą myśl się rozpromieniłam. Otworzyłam drzwi iw wyszłam ze samochodu. Mama rzuciła mi klucze. Złapałam je i od razu ruszyłam w stronę drzwi. Gdy tylko je otworzyłam, usłyszałam krzyk.
-Niespodzianka- zobaczyłam tam Daniela.
-Co ty tu robisz?-zapytałam ze zdziwieniem.
-Świętuje twoje przybycie do domu-jęknęłam tylko.
-Nie mam na nic ochoty, tylko na leżenie godzinami w moim łóżku.
-Jak tam chcesz, ale pierw przyjmij ode mnie prezent, który ci pomoże wrócić szybko do zdrowia-powiedział i wyciągnął z kieszeni małe pudełeczku. Podał mi je już otworzone. W pudełeczku leżał srebrny naszyjnik. W samym centrum znajdowała się zawieszka, w kształcie skrzydeł Anioła.
-Jest cudowny-powiedziałam. Daniel wyciągnął naszyjnik.
-Pozwolisz?
-Oczywiście- odwróciłam się plecami do Anioła. Poczułam zimny metal na szyi.-Jak to zrobiłeś?
-Ale co?
-Przecież mam kołnierz.
-Anielskie sztuczki.
-Jeszcze raz dziękuję.
-Czy ktoś mi pomoże z walizkami?-usłyszeliśmy głos mamy, dobiegający z samochodu. Chyba wiedziała co się święci i specjalnie zaczekała w aucie. Daniel poszedł w jej stronę i jej pomógł, a ja za ten czas leżałam na naszej kanapie, która nie była biała.
piątek, 23 stycznia 2015
Rozdział 21
Autor:
Palela
Dni mijały po woli, a każdy z nich wyglądał tak samo. Zostawałam obudzona o godzinie 7.30 przez pielęgniarkę, która podawała mi leki i zmieniała kroplówkę. Miała zawsze biały strój, tą samą fryzurę i taki samy wyraz twarzy. Nastepnie poranna toaleta, a później leżenie bez końca, dopóki nie przyszła druga pielęgniarka około 13 i nie zmieniła mi kroplówki i podała kolejnej dawki leków. Gdy zaczynał się czas odwiedzin, to przychodziła moja mama. Siedziała przy mnie przeważnie od godziny 15 do 19, kiedy kończył się czas odwiedzin. Tylko mama przychodziła mnie odwiedzić. Nie miałam znajomych, jedynie Daniela i Tori, ale Tori brała udział w wypadku wraz ze mną, a nikt nie chciał mi udzielić odpowiedzi, co z nią jest, a Daniel... mój Anioł Stróż, był zawsze przy mnie. Chociaż go nie widziałam, to go wyczuwałam, że jest gdzieś w pobliżu. Czasami się pojawił, kiedy moja mama przyszła później lub wcześniej wyszła. Przychodził i zapytał się jak się czuję. Chwilę posiedział przy mnie i wychodził ze słowami " Nie jesteś sama" i znikał. Mniej więcej tak minął tydzień, kiedy leżałam na oiomie. Właśnie dziś przenieśli mnie na normalną salę. Lepiej nie mogło mi się trafić. Na sali byłam tylko ja i trzy puste łóżka. Odetchnęłam z ulgą, że będę mogła poprzebywać z myślami sam na sam i próbować zrozumieć, kim jestem i co się właściwie niedawno stało. Mój mózg nie był w stanie tego ogarnąć. położyłam się na niewygodnym łóżku i zaczęłam się wpatrywać w sufit. Byłam anielicą ciemności. Mogłam zniszczyć świat. Stałam się człowiekiem. Mam Anioła Stróża. Mogę stać się z powrotem Upadłą Anielicą i zniszczyć świat, ale jak to można zmienić? Nadal nie dostałam wyjaśnienia od Daniela. Nie był u mnie od trzech dni, a w snach także mnie nie odwiedzał. Próbowałam sobie przypomnieć sen z jego udziałem, tuż po wypadku. Mówił coś o moich oczach, o plamkach i o przywołaniu. nagle poczułam, że ktoś dotyka mojej ręki. Otworzyłam oczy i zobaczyłam go. Daniel.
-Co ty tu robisz?
-Myślałaś o mnie-uśmiechnał się, pokazując swoje idealnie białe i proste zęby.
-Skąd Ty o tym wiesz?
-Potrafię wyczuć kiedy ktoś o mnie myśli, a szczególnie kiedy jest to moja podopieczna.
-Czy ja cię przywołałam?-zapytałam ze słyszalnym strachem. Daniel spoważniał.
-Nie.
-To jak się przywołuje.
-To rozmowa na inną okazję.
-Ale Daniel, ja nic praktycznie nie wiem. Jak mam się bronić? Kim jestem? Co się dzieje?
-Nina...
-Nie Ninuj mi tu! Daniel jeśli ciebie nie będzie w pobliżu, to co ja mam zrobić, bo przecież nie mogę cię przywołać, nawet nie wiem czemu..
-Nina...
-Daniel, proszę-powiedziałam łamiącym się głosem. Spojrzałam prosto w jego zielone oczy. pokiwał tylko głową i wyszedł.-Daniel!
Krzyknęłam za nim, ale on po prostu wyszedł. Opadłam znów na łóżko. Łzy zaczęły mi lecieć po policzkach. Nawet się nie odwrócił tylko wyszedł, tak po prostu i on się nazywa moim Aniołem Stróżem. usłyszałam otwierające się drzwi. Odwróciłam głowę i zobaczyłam dziewczynę.
-Cześć Nina.
-Cześć Agnes.
-Mogę wejść?- zapytała grzecznie?
-Raczej humoru nie da się jeszcze bardziej zepsuć, więc tak- Agnes weszła i usiadła na łóżku obok mnie.
-Płakałaś?
-Może-nie chciałam dac po sobie poznać, że to przez Daniela.
-Nina, wiem, że to przez Daniela-powiedziała.
-Skąd...?
-On mnie tu przysłał bym z toba porozmawiała.
-W takim razie ja nie chcę rozmawiać- trochę mnie zabolało, że Agnes przyszła na prośbę Daniela, a nie by zobaczyć jak się czuję.
-Nina, on nie może ci tego powiedzieć. Nie teraz, nie tu-popatrzyłam na nią zdezorientowana.-Daniel jest ciągle pod obserwacją i nie może ci tak wszystkiego powiedzieć od tak.
-Jaką obserwacją, czemu?-Agnes tylko westchnęła.
-Wytłumaczy ci to kiedyś. Jak myślisz dlaczego nie przychodził do ciebie w snach?-pokręciłam tylko głową na znak, że nie wiem.-Jest ciągle pod obserwacją. koniec kończy się za tydzień, więc dopiero wtedy coś ci powie, ale nie martw się nic mu nie powinno się stać tak jak i tobie.
-Nie powinno?-Spojrzałam na Agnes. Ona tylko się uśmiechnęła.
-Do zobaczenia.
-Już idziesz?
-Muszę iść do szkoły, bo zbyt długo mnie nie było.
-Agnes?
-Tak?
-Przepraszam-powiedziałam, spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-Za co?
-Za to, że myślałam, że to ty mnie wrzuciłaś do składzika.
-Rozumiem i nie masz za co przepraszać, a teraz zdrowiej i nie martw się o Daniela-powiedziała i wyszła. Trochę odetchnęłam z ulgą, że Daniel chciał mi coś powiedzieć, ale nie mógł. Zaniepokoiłam się tą obserwacją. Czym ona była? Dlaczego ją zorganizowali? Czy wszyscy coś przede mną ukrywają?
_____________________________________________________________
Wiem, wiem. Długo mnie nie było, ale postaram się wam to wynagrodzić. W przyszłym tygodniu zaczynają mi się ferię i wtedy będę na pewno więcej wrzucać rozdziałów. A takie pytanie... Podoba wam się rozdział? Może byście coś zmienili lub coś dodali? Pamiętajcie! KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ=SZYBCIEJ ROZDZIAŁ :D
-Co ty tu robisz?
-Myślałaś o mnie-uśmiechnał się, pokazując swoje idealnie białe i proste zęby.
-Skąd Ty o tym wiesz?
-Potrafię wyczuć kiedy ktoś o mnie myśli, a szczególnie kiedy jest to moja podopieczna.
-Czy ja cię przywołałam?-zapytałam ze słyszalnym strachem. Daniel spoważniał.
-Nie.
-To jak się przywołuje.
-To rozmowa na inną okazję.
-Ale Daniel, ja nic praktycznie nie wiem. Jak mam się bronić? Kim jestem? Co się dzieje?
-Nina...
-Nie Ninuj mi tu! Daniel jeśli ciebie nie będzie w pobliżu, to co ja mam zrobić, bo przecież nie mogę cię przywołać, nawet nie wiem czemu..
-Nina...
-Daniel, proszę-powiedziałam łamiącym się głosem. Spojrzałam prosto w jego zielone oczy. pokiwał tylko głową i wyszedł.-Daniel!
Krzyknęłam za nim, ale on po prostu wyszedł. Opadłam znów na łóżko. Łzy zaczęły mi lecieć po policzkach. Nawet się nie odwrócił tylko wyszedł, tak po prostu i on się nazywa moim Aniołem Stróżem. usłyszałam otwierające się drzwi. Odwróciłam głowę i zobaczyłam dziewczynę.
-Cześć Nina.
-Cześć Agnes.
-Mogę wejść?- zapytała grzecznie?
-Raczej humoru nie da się jeszcze bardziej zepsuć, więc tak- Agnes weszła i usiadła na łóżku obok mnie.
-Płakałaś?
-Może-nie chciałam dac po sobie poznać, że to przez Daniela.
-Nina, wiem, że to przez Daniela-powiedziała.
-Skąd...?
-On mnie tu przysłał bym z toba porozmawiała.
-W takim razie ja nie chcę rozmawiać- trochę mnie zabolało, że Agnes przyszła na prośbę Daniela, a nie by zobaczyć jak się czuję.
-Nina, on nie może ci tego powiedzieć. Nie teraz, nie tu-popatrzyłam na nią zdezorientowana.-Daniel jest ciągle pod obserwacją i nie może ci tak wszystkiego powiedzieć od tak.
-Jaką obserwacją, czemu?-Agnes tylko westchnęła.
-Wytłumaczy ci to kiedyś. Jak myślisz dlaczego nie przychodził do ciebie w snach?-pokręciłam tylko głową na znak, że nie wiem.-Jest ciągle pod obserwacją. koniec kończy się za tydzień, więc dopiero wtedy coś ci powie, ale nie martw się nic mu nie powinno się stać tak jak i tobie.
-Nie powinno?-Spojrzałam na Agnes. Ona tylko się uśmiechnęła.
-Do zobaczenia.
-Już idziesz?
-Muszę iść do szkoły, bo zbyt długo mnie nie było.
-Agnes?
-Tak?
-Przepraszam-powiedziałam, spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-Za co?
-Za to, że myślałam, że to ty mnie wrzuciłaś do składzika.
-Rozumiem i nie masz za co przepraszać, a teraz zdrowiej i nie martw się o Daniela-powiedziała i wyszła. Trochę odetchnęłam z ulgą, że Daniel chciał mi coś powiedzieć, ale nie mógł. Zaniepokoiłam się tą obserwacją. Czym ona była? Dlaczego ją zorganizowali? Czy wszyscy coś przede mną ukrywają?
_____________________________________________________________
Wiem, wiem. Długo mnie nie było, ale postaram się wam to wynagrodzić. W przyszłym tygodniu zaczynają mi się ferię i wtedy będę na pewno więcej wrzucać rozdziałów. A takie pytanie... Podoba wam się rozdział? Może byście coś zmienili lub coś dodali? Pamiętajcie! KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ=SZYBCIEJ ROZDZIAŁ :D
wtorek, 23 grudnia 2014
Rozdział 20
Autor:
Palela
Leżałam na czymś kłującym. Poruszałam ręką i wzięłam to coś do ręki. Piasek? Zdziwiłam się. Otworzyłam oczy. Ujrzałam granatowe, bezchmurne niebo. Księżyc świecił oślepiająco, a gwiazdy mu także towarzyszyły. Dopiero teraz usłyszałam szum fal. Usiadłam bez zawrotów głowy. Naprzeciwko mnie było morze. Fale uderzały leniwie o brzeg. "Co ja tu robię?" zastanowiłam się. Nagle wspomnienia uderzyły we mnie, aż musiałam się położyć. Szpital, duszenie, Daniel, Upadła Anielica, Daniel, Las, Adam, pożar, Daniel, sen. Nie udało mi się obudzić. Jestem znów w śnie. Nagle usłyszałam kroki. Ktoś się skradał powoli. Usiadłam i się rozejrzałam. Nikogo nie zobaczyłam. Usłyszałam cichy śmiech. Wstałam i zaczęłam się rozglądać, ale i tak nikogo nie widziałam.
-Szukaj dalej-powiedział ktoś. Odwróciłam się. Za mną nikogo nie było.-Spójrz do góry.
Krzyknęłam. Nade mną wisiał, a raczej latał anioł. Miał czarne skrzydła, czarne włosy i czarne oczy.
-Adrian-szepnęłam.
-Brawo rozpoznałaś mnie, mimo że wygląd zmieniłem. Widzisz, to jest mój prawdziwy wygląd-anioł wylądował na ziemi i wskazał na swoje ciało.
-Czego ode mnie chcesz?
-Chcę cię z powrotem po naszej stronie-zatkało mnie.
-Co?
-Tak dobrze słyszałaś. Kiedyś byłaś po naszej stronie, póki Anioły Jasności cię nie porwały. Wiesz, kiedyś byliśmy też razem.
-Nie kłam mi w oczy. To nie jest prawda.
-Nie wierzysz mi?-pokręciłam głową.-To zobacz.
Zapadła ciemność. Nic nie widziałam. Nagle zobaczyłam błysk, który się powiększał, aż w końcu przybrał kształt ekranu kinowego. Znów błysnęło, tylko tym razem już mogłam rozróżnić kontury. Zobaczyłam Adriana w takiej postaci jakiej jest teraz. Chłopak o0bejmował dziewczynę. Czarne włosy, czarne oczy, jasna cera, czarne ubrania i czarne skrzydła. Zachłysnęłam się powietrzem. Tą dziewczyną byłam ja.
-Byłam anielicą?-zapytałam Adriana. On tylko pokiwał głową.
-Nie byłaś zwykła Anielica ciemności. Byłaś księżniczką. Anielicą, która miała przynieść zagładę światu.
-Nie to nie prawda-szepnęłam, ale jak na zaprzeczenie tych słów przewinął się kolejny slajd, na którym siedziałem na tronie razem z Adrianem.- To nie może być prawda.
-Uwierz w to. Aniołowie Stróże "wykradli" cię-powiedział Adrian, a na ekranie mogłam zobaczyć, jak zostaje porwana przez... Agnes.
-Agnes jest Aniołem Stróżem?
-Tak.
-To dlaczego wepchnęła mnie do składzika?
-To nie ona, tylko ja-westchnął Adrian i popatrzył mi prosto w oczy.-Chciałem byś trzymała się z daleka od Stróży, ponieważ im mniej dobra tym łatwiej przezwyciężyć złem.
-Jak to się stało, ze nie jestem już Anielicą?-tu został pokazany kolejny slajd. bitwa pomiędzy ciemną, a jasną stroną mocy, a ja stałam na uboczu.
-Widzisz, kiedy doszło do bitwy o ciebie, zostałaś postrzelona promieniem. Był on połączonym dobrem i złem. Kiedy Anioł dostanie takim promieniem, staje się człowiekiem, a każdy człowiek dostaje Anioła Stróża-byłam zdziwiona.
-Czy jest jakaś szansa bym znowu stała się Anielicą?- Adrian tylko się uśmiechnął. Był to przerażający uśmiech.
-Tak jest duża szansa-podszedł do mnie i złapał mnie w pasie. czułam, że się unosimy. Zaczęłam się wyrywać.
-Puść mnie-krzyknęłam.-Nie chce być taka jak wy.
-To poproś Daniela by się tu zjawił-zaśmiał się Adrian, machając ciągle skrzydłami.
-Nie.
-Oj czemu nie?-zapytał i się zatrzymał w powietrzu.
-Prosił mnie o go bym go nie wzywała.
-A wiedziesz gdzieś go tu?-rozejrzałam się. Nigdzie go nie było. gdzie on jest. Poczułam szarpnięcie. lecieliśmy w dół. Zobaczyłam wielką dziurę.- Przygotuj się n a zmianę osobowości, bo jak wpadniesz do tej dziury staniesz się z powrotem sobą.
[-To niemożliwe-szepnęłam.
-Zaraz się przekonamy-poczułam, że uścisk zelżał. Mimowolnie krzyknęłam.
-Daniel!- chłopak ukazał się od razu obok.
-Puść ją!-warknął.
-jak sobie życzysz-zaśmiał się Adrian i mnie puścił, a jednocześnie skoczył na Daniela. Chłopak był szybszy i już leciał w moją stronę.
-Pomóż mi się obudzić, proszę-załkałam, gdy poczułam, że znajduje się w jego ramionach.
-Pomyśl o mamie, która przy tobie cały czas czeka. Pomyśl, że chcesz ją zobaczyć. Chcesz dotknąć jej dłoni. Chcesz powiedzieć, że wszystko jest dobrze- zamknęłam oczy i właśnie o tym myślałam. Daniel pocałował mnie w czoło, a wszystko co było naokoło zniknęło.
***
Usłyszałam znajome pikanie. Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w szpitalu. Odwróciłam głowę i zobaczyłam , że mama drzemie na pobliskim krześle, a za nią stoi Daniel. Był uśmiechnięty, ale to był uśmiech wymuszony. Podszedł do mnie.
-Jak się czujesz?-pokiwałam tylko głową, że dobrze. Po policzku poleciała mi pojedyncza łza.Daniel usiadł na moim łóżku, otarł łzę i chwycił mnie za rękę.-Wszystko będzie dobrze, nie pozwolę byś stała się Anielicą Ciemności.
Zamknęłam na chwilę oczy, a gdy je otworzyłam Daniela już nie było, za to mama się obudziła.
-Mama-szepnęłam bardzo cicho, bo tylko na tyle mogłam sobie pozwolić.
-Nina-mama podeszła do mnie i przytuliła mnie.-Wyjdziesz z tego, obiecuję.
-Szukaj dalej-powiedział ktoś. Odwróciłam się. Za mną nikogo nie było.-Spójrz do góry.
Krzyknęłam. Nade mną wisiał, a raczej latał anioł. Miał czarne skrzydła, czarne włosy i czarne oczy.
-Adrian-szepnęłam.
-Brawo rozpoznałaś mnie, mimo że wygląd zmieniłem. Widzisz, to jest mój prawdziwy wygląd-anioł wylądował na ziemi i wskazał na swoje ciało.
-Czego ode mnie chcesz?
-Chcę cię z powrotem po naszej stronie-zatkało mnie.
-Co?
-Tak dobrze słyszałaś. Kiedyś byłaś po naszej stronie, póki Anioły Jasności cię nie porwały. Wiesz, kiedyś byliśmy też razem.
-Nie kłam mi w oczy. To nie jest prawda.
-Nie wierzysz mi?-pokręciłam głową.-To zobacz.
Zapadła ciemność. Nic nie widziałam. Nagle zobaczyłam błysk, który się powiększał, aż w końcu przybrał kształt ekranu kinowego. Znów błysnęło, tylko tym razem już mogłam rozróżnić kontury. Zobaczyłam Adriana w takiej postaci jakiej jest teraz. Chłopak o0bejmował dziewczynę. Czarne włosy, czarne oczy, jasna cera, czarne ubrania i czarne skrzydła. Zachłysnęłam się powietrzem. Tą dziewczyną byłam ja.
-Byłam anielicą?-zapytałam Adriana. On tylko pokiwał głową.
-Nie byłaś zwykła Anielica ciemności. Byłaś księżniczką. Anielicą, która miała przynieść zagładę światu.
-Nie to nie prawda-szepnęłam, ale jak na zaprzeczenie tych słów przewinął się kolejny slajd, na którym siedziałem na tronie razem z Adrianem.- To nie może być prawda.
-Uwierz w to. Aniołowie Stróże "wykradli" cię-powiedział Adrian, a na ekranie mogłam zobaczyć, jak zostaje porwana przez... Agnes.
-Agnes jest Aniołem Stróżem?
-Tak.
-To dlaczego wepchnęła mnie do składzika?
-To nie ona, tylko ja-westchnął Adrian i popatrzył mi prosto w oczy.-Chciałem byś trzymała się z daleka od Stróży, ponieważ im mniej dobra tym łatwiej przezwyciężyć złem.
-Jak to się stało, ze nie jestem już Anielicą?-tu został pokazany kolejny slajd. bitwa pomiędzy ciemną, a jasną stroną mocy, a ja stałam na uboczu.
-Widzisz, kiedy doszło do bitwy o ciebie, zostałaś postrzelona promieniem. Był on połączonym dobrem i złem. Kiedy Anioł dostanie takim promieniem, staje się człowiekiem, a każdy człowiek dostaje Anioła Stróża-byłam zdziwiona.
-Czy jest jakaś szansa bym znowu stała się Anielicą?- Adrian tylko się uśmiechnął. Był to przerażający uśmiech.
-Tak jest duża szansa-podszedł do mnie i złapał mnie w pasie. czułam, że się unosimy. Zaczęłam się wyrywać.
-Puść mnie-krzyknęłam.-Nie chce być taka jak wy.
-To poproś Daniela by się tu zjawił-zaśmiał się Adrian, machając ciągle skrzydłami.
-Nie.
-Oj czemu nie?-zapytał i się zatrzymał w powietrzu.
-Prosił mnie o go bym go nie wzywała.
-A wiedziesz gdzieś go tu?-rozejrzałam się. Nigdzie go nie było. gdzie on jest. Poczułam szarpnięcie. lecieliśmy w dół. Zobaczyłam wielką dziurę.- Przygotuj się n a zmianę osobowości, bo jak wpadniesz do tej dziury staniesz się z powrotem sobą.
[-To niemożliwe-szepnęłam.
-Zaraz się przekonamy-poczułam, że uścisk zelżał. Mimowolnie krzyknęłam.
-Daniel!- chłopak ukazał się od razu obok.
-Puść ją!-warknął.
-jak sobie życzysz-zaśmiał się Adrian i mnie puścił, a jednocześnie skoczył na Daniela. Chłopak był szybszy i już leciał w moją stronę.
-Pomóż mi się obudzić, proszę-załkałam, gdy poczułam, że znajduje się w jego ramionach.
-Pomyśl o mamie, która przy tobie cały czas czeka. Pomyśl, że chcesz ją zobaczyć. Chcesz dotknąć jej dłoni. Chcesz powiedzieć, że wszystko jest dobrze- zamknęłam oczy i właśnie o tym myślałam. Daniel pocałował mnie w czoło, a wszystko co było naokoło zniknęło.
***
Usłyszałam znajome pikanie. Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w szpitalu. Odwróciłam głowę i zobaczyłam , że mama drzemie na pobliskim krześle, a za nią stoi Daniel. Był uśmiechnięty, ale to był uśmiech wymuszony. Podszedł do mnie.
-Jak się czujesz?-pokiwałam tylko głową, że dobrze. Po policzku poleciała mi pojedyncza łza.Daniel usiadł na moim łóżku, otarł łzę i chwycił mnie za rękę.-Wszystko będzie dobrze, nie pozwolę byś stała się Anielicą Ciemności.
Zamknęłam na chwilę oczy, a gdy je otworzyłam Daniela już nie było, za to mama się obudziła.
-Mama-szepnęłam bardzo cicho, bo tylko na tyle mogłam sobie pozwolić.
-Nina-mama podeszła do mnie i przytuliła mnie.-Wyjdziesz z tego, obiecuję.
Subskrybuj:
Posty (Atom)