czwartek, 16 lipca 2015

Rozdział 27

Szliśmy białym korytarzem. Wszystko było białe, oprócz zasłon w oknach, które były ecru. Naprawdę wielka różnica. Na ścianach nic nie wisiało. Ogólnie to w tym korytarzu nie było nic oprócz okien i zasłonek. Szłam za Danielem, który ciągle miał rozłożone skrzydła. Miałam ochotę je dotknąć. Daniel cicho się zaśmiał.
-Z czego się śmiejesz?-zapytałam.
-Z ciebie i twoich chęci-powiedział i odwrócił się do mnie spoglądając mi w oczy.-Masz coraz mniej plamek na oczach.
-Zawsze tak mam, raz mi przybywa, a raz ubywa- stwierdziłam i wzruszyłam ramionami. Chciałam iść dalej, ale Daniel mnie zatrzymał. Westchnął i spojrzał mi znów w głęboko oczy.
-Twoje oczy, to nie jest kwestia przypadku, nie masz ich od urodzenia-spojrzałam na niego zdziwiona.- masz je od momentu stania się człowiekiem.
-Co?-kiedy to usłyszałam to nie wiedziałam co powiedzieć. od zawsze myślałam, że po prostu jestem wyjątkowa i po prostu nie mam zwykłych oczu, ale z drugiej strony nie wiedziałam nic o aniołach, więc to może być prawda.-Wytłumacz mi o co chodzi.
-Upadłe Anioły, mają całe czarne oczy, a normalne anioły, czyli my mamy kolorowe tęczówki. Kiedy trafiły Cię dwa promienie, połączyły się te dwa kolory, przez co masz czarne tęczówki z różnokolorowymi plamkami-powiedział i zaczęliśmy znów iść.-Ale to ma także drugie dno i to o wiele gorsze, przynajmniej dla nas.
-To o co chodzi z tym drugim dnem?-zapytałam zdenerwowana. Nie miałam żadnego pomysłu, o co mogło chodzić. Daniel znów westchnął, ale tym razem się nie zatrzymał.
-Za każdym razem, kiedy mnie wezwiesz, jedna plamka ci znika, co przyczynia się do twojego upadku- ostatnie słowa wyszeptał.-Dlatego to jest takie ważne byś mnie nigdy nie przywoływała.
-To co mam zrobić, kiedy cię nie będzie w pobliżu?-zapytałam załamującym się głosem. Daniel przystanął i znów się mnie  spojrzał. Przytulił mnie. Starałam się zapanować nad łzami, ale było mi strasznie ciężko.
-Nina posłuchaj mnie, jestem zawsze przy tobie, tylko ty czasami mnie nie widzisz. Przy mnie zawsze będziesz bezpieczna- wyszeptał i pocałował mnie w czubek głowy.-Jestem przy tobie, po to byś czuła się bezpiecznie, by nic ci się nie stało.
-Dziękuję-wychlipałam i zaczęłam ocierać policzki.
-Nie masz za co, to moja praca, a może nawet i hobby-powiedział i otarł mi spływającą łzę.-Nie wiem co by się stało, gdybym pozwolił ci cierpieć, nie wiem co by się stało gdybyś upadła. Prawdopodobnie poszedłbym za tobą.
Właśnie w tym momencie rozległ się grzmot. Trochę się przestraszyłam, na co Daniel stał niewzruszony. Wzruszył ramionami i pociągnął mnie za sobą. Szliśmy jeszcze przez ten długi korytarz, aż dotarliśmy do końca. Spotkaliśmy się z samą pustą ścianą.
-Po co tu szliśmy skoro tu nic nie ma?-zapytałam.
-Przyjrzyj się uważnie-uśmiechnął się chłopak. Spojrzałam na ścianę, na której nic nie było. Po kilku minutach patrzenia na nią, zaczęły mnie boleć oczy. Gdy zmrużyłam oczy, zobaczyłam coś szarego. Spojrzałam na Daniela, który uśmiechnął się jeszcze szerzej. Po chwili, widziałam już zarys dwóch prostokątów. Jeden z nich był wielkości nas, a nawet i większy, a drugi był malutki, bardzo malutki.
-Jak?
-Takla anielska sztuczka-powiedział i wyciągnął rękę. Nacisnął przycisk na małym prostokącie, który się pojawił. Usłyszeliśmy cichy dzwonek. A większy prostokąt się "otworzył".-Zapraszam do środka.
-Winda?
-Tak. Anioły są bardzo wygodne- powiedział i wszedł os razu za mną. Drzwi się za nami same zamknęły. W windzie zaczęła lecieć muzyczka. Spokojna melodia, roznosiła się po windzie, kiedy my jechaliśmy w gorę lub w dół. Nagle znów się rozległ dzwonek i drzwi się otworzyły. tym razem to Daniel wyszedł pierwszy. wyciągnął rękę na znak bym go złapała. Pociągnął mnie za sobą. Zdziwiłam się bardzo. ściany tu były czarne, a nie białe, po bokach stały biurka, a za nimi były inne anioły. To one rozjaśniały pomieszczenie. Nie było tu żadnych okien. Daniel szedł i szedł, a ja szłam za nim. W końcu doszliśmy do ostatniego biurka, gdzie nikogo nie było
-kogo tu przyniosło-usłyszeliśmy zimny głos za nami. Stał tam niski brunet. Oczywiście miał rozłożone śnieżnobiałe skrzydła.
-Theo, przypadek 669-powiedział Daniel z powaga. Theo zmrużył oczy i spojrzał na mnie. Schowałam się za Danielem. Brunet pokiwał głową.
-Chodźcie za mną, ale trzymajcie się blisko mnie. Schodzimy do piwnic.

--------------------------------
Tak, tak wiem, że obiecałam więcej rozdziałów, ale zdarzyła się pewna sytuacja, przez którą nie mogłam pisać. tak, tak wiem, że rozdział jest do dupy. Obiecuję Wam, ze lepszy się pojawi za dwa tygodnie, kiedy wrócę do domu :)
Ale i tak oczekuje od Was komentarzy na temat tego rozdziału :))

piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 26

Daniel objął mnie w talii i poprowadził w stronę jego samochodu. Czarne BMW czekało na parkingu przed szkołą. Chłopak kulturalnie otworzył mi drzwi i pomógł mi wsiąść, a następnie szybko znalazł się na miejscu kierowcy. Włożył kluczyk do stacyjki i ruszył z miejsca, piszcząc oponami. Od razu wbiło mnie w fotel. Zamknęłam oczy, a dłonie zacisnęłam w pięści, przytrzymując się fotela.
-Nie masz się czego bać. Przy mnie nic Ci się nie stanie-powiedział i położył mi rękę na udzie. Spięłam się wtedy jeszcze bardziej. Chłopak to wyczuł i zabrał dłoń z mojego uda.-możesz otworzyć oczy.
-Jedziesz za szybko! Czuję to!
-Posłuchaj mnie, gdybym cię nie był w stanie obronić, to bym nie jechał tak szybko, więc teraz łaskawie proszę otwórz ozy i się rozluźnij- powiedział to wszystko na jednym tchu. Słyszałam jego poirytowanie w głosie.
-Otworzę oczy, pod jednym warunkiem.
-Słucham?
-Zacznij mi coś mówić! Kim ja do jasnej cholery jestem? Co się stało? Ja nic teraz o sobie nic nie wiem. To dla mnie za dużo-wykrzyczałam te ostanie słowa. Nawet nie wiedziałam kiedy otworzyłam oczy i patrzyłam prosto na Daniela, na którego twarzy malował się ból.-Przepraszam.
Odwróciłam głowę, by nie móc patrzeć na smutny wzrok Daniela. Spojrzałam przez okno, patrząc na drzewa, które pozostawały za nami. patrzyłam na ludzi, którzy nie byli niczego świadomi. Patrzyłam na zwierzęta, które nie miały żadnych problemów. Patrzyłam na anioły, które...
-Padnij!-usłyszałam krzyk Daniela. Poczułam, że pomaga mi się schylić, a w tym samym czasie szyba z mojej strony rozpada się na drobne kawałeczki. Daniel kieruje jedną ręka, a drugą mnie trzyma. nagle samochód wpada w poślizg. Usłyszałam jak Daniel klnie pod nosem i próbuje opanować sytuację. Zobaczyłam jak puszcze kierownicę i chwyta mnie także druga ręką.-Zaufaj mi.
Zamknij oczy i pomyśl o szczęściu. Pomyśl o tym co byś chciała zobaczyć i najważniejsze ufaj mi.
Pokiwałam lekko głową. Zamknęłam znów oczy i wyobraziłam sobie nic. Nie umiałam się skupić, bo samochód co chwilę się obracał. Dobrze, że byliśmy na jakieś wiejskiej drodze. nagle w nasze auto coś uderzyło. Krzyknęłam. Zaczęłam mieć trudności z oddychaniem. Miałam atak paniki. Policzki miałam już mokre. Nie umiałam złapać powietrza. Dusiłam się. Bałam się.
-Nina! Uspokój się! Wsłuchaj się w mój głos. Jesteś bezpieczna. Wszystko będzie dobrze, nic ci się nie stanie. Pomóż sobie i pomóż wszystkim osobom, które ucierpiały przez upadłe Anioły. Dasz radę, bo jesteś silną dziewczyną- nic to nie pomagało. Ciągle panikowałam. Ciągle miałam problem z oddychaniem.- Nina kocham Cię! Zrób to dla nas!
Tego się nie spodziewałam tego było za wiele. Pomyślałam o białym pokoju, w którym bym chciała teraz być. Czemu biały? Przecież nienawidziłam białego. Nagle wszystko się zatrzymało. Czułam, że ktoś mnie ciągle obejmuje. Otworzyłam oczy. Widok mnie zaskoczył. Cały biały pokój. Bez żadnych mebli, bez żadnych obrazów. Nic tu nie było. Tylko ja i ktoś kto mnie ciągle obejmował. Domyślałam się , że jest to Daniel. Obróciła się i zobaczyłam, że chłopak jest ubrany cały na biało, a na dodatek ma rozłożone ogromne skrzydła.
-Nina udało Ci się!
-Biel?-zapytałam Daniela.
-Siła mojej sugestii-uśmiechnął się i pomógł mi wstać. Dopiero teraz zauważyłam, że również mam na sobie białą, luźną sukienkę, która sięgała do kostek.-Nie masz za co dziękować.
-Ale jak?
-Twoja i moja moc połączone razem, dają cos takiego.
-Możemy porozmawiać?
-Nie możemy, tylko musimy-westchnął Daniel.
-Dlaczego tak w ogóle jestem w sukience?
-Od zawsze chciałem cię tak zobaczyć.
-Czy to jest prawda, co powiedziałeś mi w samochodzie?-zapadła cisza. Nie było słychać nic. Głucha cisza.
-Pamiętasz coś z przed przemiany w człowieka?
-Czemu nie odpowiesz mi na pytanie?
-Pamiętasz coś z przed przemiany w człowieka?-zapytał ponownie.
-Nie, ale czemu do jasnej cho...-nie umiała dokończyć. Głos zamarł mi w gardle.
-Nie w tym miejscu- powiedział Daniel i spojrzał na mnie surowo. Muszę cię gdzieś zabrać, ale przyrzeknij, że będziesz grzeczna i będziesz się mnie słuchać.
-Gdzie mnie zabierasz?
-Nie mogę ci teraz tego powiedzieć.
-To jak mam obiecać ci, że będę grzeczna.
-Jeśli odpowiesz mi na moje pytanie.
-Dowiesz się jak tam pójdziemy.
-A czy to nie będzie pokój jaki ma Christian Grey?
-Nie mów, że czytałaś to badziewie.
-Dobra, dobra. Obiecuję Ci, że będę grzeczna.
-przynajmniej tego nie pożałujesz.


----------------------------------
Rozdział dopiero po miesiącu, bo teraz poprawianie ocen i inne badziewa ;/ W wakacje rozdziały na pewno będą się pojawiać częściej :))

środa, 6 maja 2015

Rozdział 25

Stałam i nie potrafiłam się ruszyć, bo nawet nie chciałam. Informacja, którą przed chwilą usłyszałam, mogła mnie zwalić z nóg. Dyrektor był moim ojcem, a ja jego córką.  Nie jestem Niną, tylko Katheriną. To nie może być prawda. "Skoro, anioły są na ziemi, to dlaczego, nie możesz być jego córką?" Przemknęło mi przez myśl. usłyszałam czyjeś krok i poczułam dłoń na policzku.
-Nie płacz-powiedział dyrektor, czy jak kto woli mój ojciec.-Nareszcie będziemy razem. Zaznasz w końcu szczęście z Adrianem.
-Nie-usłyszałam krzyk Agnes. Mężczyzna odwrócił się i uderzył w brzuch nadlatującą anielicę. Dziewczyna uderzyła o ścianę i straciła przytomność. Jej skrzydła zniknęły, tak szybko jak się pojawiły.
-Może chcesz coś powiedzieć?-zapytał dyrektor lub mój ojciec.
-Gdzie jest Daniel?
-Martwisz się o swojego wroga, ale to się za chwilę zmieni-szepnął mi do ucha. Przeszedł mnie dreszcz. Co ja mam zrobić?
-Przywołaj go!-usłyszałam głos w mojej głowie. To jest dobry pomysł, ale nie mogę tego zrobić. Daniel mi zabronił, ale jeśli go nie przywołam, to stanę się Anielicą i będę z Adrianem. Nie mogę do tego dopuścić. Jak ja mam to zrobić? Przypomniała mi się chwila, gdy byłam zamknięta w składziku. Zamknęłam oczy i skupiłam się na jasnym świetle, które, próbowało się przebić przez ciemność. Z każdą chwilą, światełko się przybliżało. Skupiłam się najbardziej jak mogłam. Ciemność zamieniła się w jasność. Zobaczyłam znów blondyna, odwrócił się do mnie. Zobaczyłam, że ma zielone oczy, tak jak Daniel, ale on nie był nim.
-Kim jesteś-zapytałam.
-Nie rób tego-odezwał się nieznajomy.-Będziesz tego później żałować. Daniel jest już w drodze. Nie przywołuj go.
-Nieee!-usłyszałam czyjś gardłowy krzyk. Cała sceneria znikła i znów pojawiła się szkoła. Mój "ojciec" krzyczał, a inni aniołowie byli w gotowości do walki. Nie wiedziałam o co  im chodzi, ale można się domyśleć, że nadlatuje Daniel. Miałam rację, a na dodatek nie był sam. Za nim leciała świta Stróżów.
-Puść ją-krzyknął mój Stróż i wylądował w pobliżu, a inni stali za nimi również w gotowości do walki.
-myślisz, że oddam ci moją córkę? Ona należy do mnie i nikomu jej nie oddam- usłyszałam ciche chrząknięcia. Odwróciłam wzrok i zobaczyłam Adriana.-No chyba, że oto temu panu, a teraz uciekajcie.
-Nie odejdę bez niej, a nie chce pobudzać jeszcze bardziej naszego konfliktu.
-I tak już pokój wisi na bardzo cienkim włosku, więc nam to nie robi różnicy  czy wojna rozpocznie się teraz czy później. Jesteśmy przygotowani na każdą chwile.
-Jak widzisz myt też-powiedział Daniel wskazując na swoje towarzystwo. Chciałam coś zrobić, a nie stać bezczynnie. zaczęłam się szarpać.
-Stój spokojnie albo się to źle skończy.
-Nie groź jej.
-Kto powiedział, ze jej grożę, równie dobrze to mogło być skierowane do ciebie-powiedział z szyderczym uśmiechem. W oczach Daniela, przez krótką chwilę zobaczyłam strach, który od razu zniknął. Powiedział cos czego nie zrozumiałam. Wypowiedziane słowa bardzo mnie zdziwiły, bo aniołowie odlecieli.
-To jest walka pomiędzy tobą, a mną, więc nie wtrącaj w to innych- powiedział mój stróż i wskazał na naszych przeciwników.
-Dobrze, ale jednego zostawię.
-Dobrze, ale ja także kogoś wybiorę.
-Adrian!
-Agnes!
-Przecież ona jest nieprzytomna-zaśmiał się dyrektor, wzmacniając swój uścisk na moim ramieniu. Syknęłam cicho z bólu, na co Daniel od razu zareagował. Na jego twarzy pojawił się ból.
-Nie bądź nigdy taki pewny- powiedział kobiecy głos. Agnes. Wyglądała jakby nic się wcześniej nie stało. Podeszła do Daniela i stanęła obok niego.-A teraz ładnie cię prosimy byś oddał nam Ninę.
-To nie jest Nina!-krzyknął mój ojciec.-To wy ją tak nazwaliście. On była, jest i będzie Kathriną!
-Jestem Nina-szepnęłam cicho. Krzyknęłam z bólu. Poczułam, że coś mi się wbija w ramię. Pazury? Spojrzałam na dyrektora. Pojawiły mu się skrzydła. Uniósł się w powietrze, razem ze mną.
-Jesteś Kathriną. moją córką. To ja cię spłodziłem. To ty zostaniesz następczynią tronu, to ty powiedziesz nas do zwycięstwa- krzyczałam z bólu, płakałam.
-Puść mnie. Proszę, to boli.
-Oczywiście, że boli, bo jesteś tylko marnym człowiekiem, którego można zabić. Wasze życie jest jak świeczka, wystarczy nawet najmniejszy podmuch by zgasić płomień, w waszym przypadku życie.
-Słyszałeś co mówiła. Puść ją!-krzyknął Daniel i uniósł się również w powietrze
-jak sobie życzysz- czułam jak spadam. Nie umiałam nic powiedzieć. Głos mi zamarł. Już miałam uderzyć w ziemię, gdy poczułam, że jestem w czyiś ramionach.
-Cześć malutka-powiedział Adrian.
-Puść mnie, nie będę nigdy taka jak ty, a tym bardziej nie będę z tobą.
-Zobaczymy jeszcze-powiedział i położył mnie na ziemi. Zniknął, a razem z nim mój ojciec. nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. tego było za dużo.
-Nina?-podeszła do mnie Agnes.
-kim ja właściwie jestem?-zapytałam ją łamiącym się głosem.
-To nie ze mną powinnaś rozmawiać na ten temat.-Daniel ci to wszystko wytłumaczy.
-Dlaczego nie zrobił tego wcześniej?-zapytałam, podkulając nogi do brzucha.
-Chciał wiedzieć, ze będziesz gotowa, ale niestety sytuacja go do tego zmusza, by powiedzieć ci to teraz-Agnes dotknęłam mojego ramienia, gdzie pozostały rany, po mocnym uścisku mojego ojca. Poczułam kojące ciepło, a chwilę później nie bolało mnie już nic. Dosłownie.
-Co zrobiłaś?
-Uleczyłam cię ze wszystkiego, wliczając w to kark i nogi, więc tego nie będziesz już potrzebować-ściągnęła mi kołnierz i jakimś cudem zniknął mi gips.
-jak?
-Nasza tajemnica. Jeszcze jedna rzecz-powiedziała, uśmiechając się. Nachyliła się i założyła mi złoty naszyjnik.-Pilnuj go następnym razem.
-Nina!-usłyszałam czyjś krzyk i kroki.
-Daniel!-wstałam i pobiegłam do niego. Chwycił mnie i przytulił. Schował swoją głowę w moje włosy.
-Przepraszam cię, nie powinienem cię zostawiać, ale dałem się złapać, a potem...
-Cii... spokojnie. Już wszystko dobrze-przerwałam mu.- Ale będziemy musieli naprawdę długo porozmawiać.

--------------------------------
I jak wrażenia? Trochę nieudany ten rozdział, tak z dupy wyciągnięty, ale co zrobić. Deszcz mi najwidoczniej nie służy. Czekam na wasze opinie w komentarzach :)
Dodatkowa informacja ----------> Zaczęłam pracować na zwiatunowni http://zwiastuny-doublenik.blogspot.com/. Jak ktoś by chciał zamówić u mnie zwiastun, to zapraszam ~Paulina :)

czwartek, 23 kwietnia 2015

Zwiastun

 
 
 
 
Przedstawiam Wam zwiastun tego oto bloga :)
Proszę o wyrozumiałość, bo jest to mój pierwszy, który kiedykolwiek zrobiłam...
Proszę o Wasze opinie :)
 
Rozdział pojawi się w najbliższym czasie :D

poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział 24

-Mamo, to jest ostatnia szansa, by się wycofać. Możemy to jeszcze zrobić. Uda nam się.
-Nina, skończ już-powiedziała mama prowadząc samochód. Kierunek? Szkoła. Przez ostatni czas próbowałam ją przekonać, by pozostać jeszcze w domu, ale nie dała się przekonać.
-A co jeśli będą się ze mnie śmiać?
-To zaznają mojego gniewu-zaśmiała się.
-Mówisz na serio?- mama pokręciła tylko głową i westchnęła zrezygnowana.
-Jak wejdziesz do szkoły, to twoim pierwszym kierunkiem jest gabinet dyrektora-teraz to ja westchnęłam. Nie znałam go za bardzo, a widziałam go tylko na rozpoczęciu. Tak właściwie, to byłam tylko dwa dni w szkole, a wracam po dwóch miesiącach. Podniosłam wzrok do góry, bo głową nie za bardzo umiałam ruszać. Biały kołnierz mi bardzo przeszkadzał.
-Mamo?
-Co słonko?
-A co jeśli mnie wyrzucą, bo nie nadążam z materiałem?-zapadła głucha cisza, nawet w jakiś tajemniczy sposób radio zamilkło.
-Nie zrobią tego-powiedziała stanowczo mama, wpatrując się w drogę.
-Skąd jesteś tego taka pewna?
-Po prostu jestem-powiedziała i zatrzymała się z piskiem opon na parkingu szkolnym. Pasy bezpieczeństwa lekko wbiły się w moje i tak jeszcze obolałe ciało. Jęknęłam cicho.-Przepraszam.
-Nic się nie stało-powiedziałam, otwierając drzwi. pierw wyciągnęłam kule, a potem siebie samą. Trzasnęłam drzwiami.
-Wszystko będzie dobrze-powiedziała mama, przez okno.
-Jasne, jasne-mruknęłam pod nosem i ruszyłam w stronę szkoły. już na początku przywitały mnie schody, a przy okazji szepty uczniów. By się nie wyróżniać, założyłam specjalnie szarą bluzkę i jakiś czarny dres, bo przez gips nie mogłam chodzić w jeansach. Plecak, który miałam na ramionach, dawał się we znaki. Za sobą miałam już 5 schodków, zostały jeszcze dwa, kiedy nagle usłyszałam za sobą głos.
-Może ci pomóc?
-Nie trzeba-powiedziałam ostro. Wiem dokładnie do kogo należał ten głos i naprawdę nie chciałam mieć z tą osobą nic do czynienia. Skoczyłam na kolejny schodek i kolejny. Byłam przed drzwiami, ale pierw się odwróciłam. Dziewczyna stała jeszcze przed schodami.-Nie zbliżaj się do mnie.
-Nina...?
-Nie! Już wszystko wiem!-powiedziałam szeptem, ale wiedziałam, że dziewczyna to usłyszy.-Zostaw mnie w spokoju, albo pożałujesz, Tori.
-A co, napadnie na mnie Twój jakże wspaniały Stróż? A w ogóle widzisz go gdzies tu?- rozejarzałam się. Faktycznie, nie widziałam go nigdzie. Go ani jego samochodu.-Nikt cię nie obroni.
-Zdziwiłabyś się-powiedziałam ostro. Tori zaśmiała mi się tylko w twarz i wyciągnęła rękę, by mnie dotknąć.
-Nie dotykaj jej-usłyszałyśmy głos trzeci.
-Hej Adrian-powiedziałam z uśmiechem.-Jednak nie jesteście już tacy silni.
-My może nie, ale ludzie tak-szepnął mi do ucha, przechodząc obok mnie razem z Tori. Westchnęłam.
-Nina?
-Michael?-zobaczyłam chłopaka, z którym na początku siedziałam na biologii.
-Nie wierzę, że już wróciłaś.
-Ja też nie-uśmiechnęłam się.
-Jak się czujesz?
-Lepiej niż miesiąc temu-właśnie w tej chwili zadzwonił dzwonek. Przeklnęłam pod nosem.-Muszę już iść. Do zobaczenia.
-Może ci pomóc?-zapytał jeszcze Michael.
-Nie dzięki, poradzę sobie-powiedziałam i weszłam do szkoły. Westchnęłam, widząc uczniów biegnących do sal, by tylko być przed nauczycielem. Poszłam szukać gabinetu dyrektora. Nadal nie wiem, gdzie co jest. Postanowiłam, pójść do sekretariatu. Może tam udzielą mi informacji. Zapukałam, a drzwi się same otworzyły. Stanęłam oko w oko z dyrektorem.-Dzień dobry.
-Dzień dobry-odpowiedział i zlustrował mnie wzrokiem, zatrzymał się na kulach i kołnierzu.-Nina, jak mniemam.
-Właśnie, moja mama kazała mi się zgłosić do pana.
-Dokładnie, to chodźmy do mnie-powiedział i ruszył przede mną. Nie zważał uwagi na moje tempo, które było gorsze od ślimaka. Doszliśmy do schodów.-Dasz radę?
-Jakoś będę musiała-westchnęłam. Wzięłam kule do jednej ręki i zaczęłam skakać. Schodek po schodku.
-Daj mi plecak, będzie ci lżej.
-Jakoś sobie poradzę, ale dziękuję.
-Ale ja mówię na poważnie, daj mi plecak-powiedział z nutą niecierpliwości w głosie. Ściągnęłam plecak i podałam go dyrektorowi. Od razu poczułam ulgę, że nie mam zbędnego ciężaru na plecach.
-Dziękuje panu bardzo-powiedziałam, a dyrektor się tylko uśmiechnął i ruszył dalej. Strome schody nie ułatwiały mi wejścia na górę. Podniosłam za mocną głowę i poczułam mocny ból w karku. Musiałam przystanąć. W oczach pojawiły mi się łzy. Starłam się je odgonić, ale nie za bardzo mi to wyszło.
-Nina?-powiedział dyrektor, podchodząc do mnie. Kucnął przy mnie.-Wszystko w porządku?
-Nic nie jest w porządku- powiedziałam, trzęsącym się głosem.
-Wszystko będzie dobrze-stwierdził dyrektor i wyciągnął rękę by mnie pocieszyć. Gdy tylko dotknął mojej skóry odsunął się gwałtownie i syknął z bólu. Szybko wstałam i zaczęłam się wycofywać. To nic, że trwało to dłużej niż wchodzenie po schodach. Poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę, ale od razu puszcza z głośnym sykiem i setką przekleństw. Byłam już na dole. Na powierzchni płaskiej radziłam sobie lepiej niż na schodach.-Nina stój!
-Zostaw mnie! Zostawcie mnie wszyscy. Nigdy nie będę taka jak-powiedziałam i byłam już przy wejściu, kiedy coś mnie zatrzymało. To było dziwne COŚ. Chciałam się ruszyć, ale nie potrafiłam. nie czułam swoich części ciała, choćby były one sparaliżowane. Zobaczyłam dyrektora i jakąś kobietę. Mężczyzna szepnął jej coś do ucha, a ona ruszyła prosto na mnie.
-Nie bój się mnie, nic ci nie zrobię-powiedziała kojącym głosem. Zobaczyłam, że kilka osób doszło do naszego towarzystwa. Byli to między innymi Adam, Adrian, Tori i ludzie, których wcześniej nie wdziałam.-Będziesz teraz robić to co ci każe, rozumiesz?
-Tak-powiedziałam, nie zastanawiając się nad odpowiedzią. Wszyscy się uśmiechnęli.
-Ściągnij pierw swój kołnierz-powiedziała blondynka, patrząc prosto w moje oczy. Zrobiłam co mi kazała.-A teraz ściągnij łańcuszek, który dostałaś od Daniela.
-Nie!-usłyszałam czyjś krzyk. To była Agnes.
-Zróbcie coś z nią-powiedział dyrektor do Adama i Tori. oby dwóm pojawiły się skrzydła i ruszyli prosto na Agnes. u niej również zobaczyłam ogromne skrzydła, tylko w przeciwieństwie do Adama miale je śnieżnobiałe. Dyrektor spojrzał na blondynkę.-Kontynuuj.
-Ściągnij naszyjnik-moje ręce powędrowały do zapięcia wisiorka. Odpięłam go. Złoto upadła na ziemię, a ja poczułam się goła.
-Przywitajmy z powrotem w szeregach moją córkę. Następczynię tronu. Katherine Darkful-powiedział dyrektor, a ja oniemiałam.

-------------------------------------

No i jak? Udało mi się was zaskoczyć? Tak w ogóle to czyta ktoś tego bloga, bo nie jestem pewna ;/ Nie pozostawiacie po sobie żadnych śladów ;/

sobota, 7 marca 2015

Rozdział 23

Z dnia na dzień czułam się już coraz lepiej, ale nie na tyle by pójść do szkoły. W końcu pewnego dnia, mama się oburzyła i oznajmiła mi prosto w twarz. "Od następnego tygodnia wracasz do szkoły". Byłam zdziwiona, że chce mnie już wysłać, ale ona tłumaczyła się tym, że mam już i tak za duże zaległości w szkole. Przekazała mi również, że dzwoniła do nauczycielki by porozmawiała z innymi na temat jakiś korepetycji, bo wie, że nie dam dobie rady.
-Mamo, miej trochę wiary we mnie-westchnęłam, popijając sok pomarańczowy. Siedziałam przed telewizorem i oglądałam jeden z moich ulubionych seriali.-Daj mi jeszcze trochę czasu. Nie jestem do końca w stanie zrobić wszystkiego.
-Na przykład czego?-popatrzyła na mnie unosząc jedną brew. Jej brązowe oczy wpatrywały się prosto we mnie.
-No tego i tamtego... Oh weź daj mi na razie daj mi spokój-powiedziałam i opadłam na poduszki. Skrzywiłam się lekko, bo uderzyłam karkiem.
-Nina, wszystko w porządku?-zapytała i usiadła obok mnie.
-Tak, to taki przejściowy stan, ale co tam, skoro chcesz mnie do szkoły wysłać.
-Nina zrozum...
-Nie tłumacz się-przerwałam jej.-Idę do siebie, bo i tak nie wiem o co chodzi w tym odcinku.
Wzięłam szklankę soku i zaczęłam wdrapywać się po schodach. Takie wspinaczki były jeszcze dla mnie męczące, bo nie mogłam ciągle mieć podniesionej głowy, bo ból stawał się coraz bardziej natarczywy. Kiedy byłam już u góry i weszłam do pokoju, zobaczyłam, że okno jest otwarte. "Powtórka z rozrywki?" Przemknęło mi przez myśl, przypominając sobie wydarzenia sprzed wypadku. podeszłam do okna i je zamknęłam. Na zewnątrz było pochmurnie. Ciemne chmury zbierały się nad miastem, w każdej chwili mogło zacząć padać. Drzewa pozbyły się już swoich liści, a teraz trzęsły się z zimna. Pierwsze krople deszcze uderzyły o szybę okna. Odwróciłam się i zatkało mnie, to co zobaczyłam.
-Adrian-wycedziłam przez zęby. Chłopak leżał na moim łóżku i przeglądał książkę, którą aktualnie teraz czytam.-wynoś się z mojego domu, bo zaczną krzyczeć.
-Wiesz bardzo interesująca jest ta książka. Pożyczysz mi ją?-powiedział trzymając w ręcę egzemplarz Holmesa.
-Adrian, wynoś się stad-powiedziałam już nieco głośniej. Chłopak spojrzał na mnie i rzucił gdzieś książką. Pisnęłam cicho, ale opanowałam się. Byłam przeciwna takiemu traktowaniu książek.
-Nina, nie denerwuj się. Nie możesz się denerwować. Nie w tym stanie.
-A co ja w ciąży jestem?-zaśmiałam się.
-A nie?
-Weź mnie nie wkurzaj i się wynoś.
-Nie jesteś ciekawa, co ja tu robię?
-Jak tak mówisz... to nie, a teraz wypier...
-Oj nie ładnie tak przeklinać, widzisz była byś idealną anielicą ciemności-uśmiechnął się i podszedł do mnie. Zaczęłam się cofać, aż natrafiłam na ścianę. Adrian uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wyciągnął rękę, chcąc dotknąć mojego policzka. Nagle odsunął ją i syknął cicho. Zaklnął pod nosem. Spojrzał na moją szyję. Byłam zdziwiona, tym co się przed chwila stało.- Skąd to masz?
-Kołnierz dostałam w szpitalu.
-Nie denerwuj mnie jeszcze bardziej! Skąd masz naszyjnik-krzyknął. Bałam się, że w każdej chwili może wejść mama i zobaczy mnie przyciśniętą do ściany, kiedy obok mnie stoi jakiś chłopak.
-Jaki naszyjnik?-postanowiłam udawać głupią i udawać, że nie wiem o co chodzi.
-Ten naszyjnik-powiedział, naciągając mi bluzkę, tak że mój biust był na wierzchu, a naszyjnik połyskiwał na moim ciele. Adrian jednak szybko wziął rekę z cichym sykiem.
-Zostaw ją zboczeńcu!- usłyszałam głoś trzeci.
-Daniel-westchnęłam cicho z ulgą. Byłam bezpieczna. Adrian nic mi nie zrobi, nie przy Danielu.
-Widzę, że Anioł Stróż w końcu zatroszczył się o swoją podopieczną. Może podzielisz się ze mną skąd go masz?
-Kupiłem od skrzata pod grzybem w lesie-powiedział drwiąco i przybliżył się do nas. Chciałam podbiec do Daniela, ale Adrian zasłonił mnie swoim ciałem, ale starał się mnie nie dotknąć.-A tak na poważnie, to odsuń się od Niny.
- I tak nic tu po mnie-westchnął teatralnie i ruszył w stronę okna. Z łatwością je otworzył i wyskoczył. krzyknęłam i zobaczyłam, że unosi się w powietrzu . Zapomniałam, że ma skrzydła. Skrzydła koloru czarnego. Skrzydła Upadłego Anioła.
-Wyjaśnisz mi o co tu chodzi?-zapytałam, podchodząc do Daniela.
-Nie ma tu nic skomplikowanego. naszyjnik, sprawia, że żaden Anioł Ciemności nie może cię dotknąć.
-To już nie mam czego się bać-uśmiechnęłam się do niego.
-Ale są dwa ale.
-Aż dwa?-pokiwał smutno głową.
-Pierwsze ALE, jeśli sama pozwolisz aby anioł Ciemności Cię dotknął, to naszyjnik traci moc na zawsze. obojętnie czy udzielisz pozwolenia Adrianowi czy komu innemu, to naszyjnik przestaje działać.
-A drugie ALE?
-Nie działa na ludzi.
-Możesz rozwinąć swoją myśl?
-Anioły mogą wykorzystać jakiegoś człowieka by się do ciebie zbliżył.
-To poważne.
-Bardzo, więc nie polegaj za bardzo na tym naszyjniku.
-Ale będziesz obok mnie?-zapytałam i przytuliłam się do Mojego Stróża.
-Będą, będę-powiedział i pocałował mnie w czoło.

---------------------------------------------------------------------
Chciałam was przeprosić za tak długą nieobecność, ale nie miałam czasu by cokolwiek napisać. Planowałam rozdział dodać tydzień temu, ale chwyciła mnie taka choroba, że nie umiałam się ruszać, więc dodaję rozdział dzisiaj. liczę, że wam się podoba i pozostawicie jakieś ślady po sobie. :)

poniedziałek, 9 lutego 2015

Rozdział 22

Dni znów mijały powoli. Ta sama rutyna. Wstać, przeżyć, iść spać. Odwiedzała mnie tylko mama, Daniel już całkiem do mnie nie przychodził. Ja rozumiem, że jest pod kontrolą, ale mógłby dać jakiś znak, że przynajmniej żyje. Od momentu, kiedy Agnes przyszła, nie było przeprowadzonych żadnych ataków na mnie, więc mogłam spać spokojnie. W końcu nadszedł ten dzień, który według Agnes miał przynieść koniec obserwacji Daniela, a również w ten dzień mogłam wreszcie wrócić do domu. Prawda miałam jeszcze nogę w gipsie, a kark w kołnierzu, ale czułam się w miarę by móc wyjść ze szpitala bez poczucia winy. Wypis planowany był na godzinę 15.00, więc moja mama była o godzinie 14.00, by pomóc mi ze spakowaniem się. Gdy wybiła godzina 14.45, wyszłam z sali. Rzuciłam jeszcze okiem na salę, gdzie spędziłam tylko tydzień, ale było to o siedem dni za dużo. Nagle zobaczyłam coś błyszczącego, czego wcześniej nie zauważyłam. Podeszłam do tego i wzięłam do ręki. Była to spinka z czarnymi diamencikami. Na pewno jest ona Agnes. przemknęło mi przez myśl i  schowałam ją do kieszeni. Wyszłam na korytarz, gdzie mama trzymała już wszystkie torby.
-Gotowa?-zapytała. Chciałam pokiwać głową, ale kołnierz mi nie pozwalał.
-Tak, wynośmy się stąd-powiedziałam, a mama się tylko zaśmiała. Podeszłyśmy na recepcje, gdzie miał czekać na nas lekarz, który mnie operował. Chyba miał mnie już dość, po tym miesiącu spędzenia ze sobą czasu, przeprowadzając zawsze ta samą rozmowę. To właśnie tego lekarza namówiłam, by mnie w końcu wypuścił, pod groźbą, że zacznę zabijać ludzi, bo nie zniosę kolejnej białej ściany, czy herbaty, która nie jest herbatą.
-A więc nas opuszczasz?-zapytał doktor.
-Tak, najwyższy czas. Mam dość tych wszystkich białych ścian, białej pościeli, białych ubrań.
-Chodźmy jeszcze do mnie do gabinetu, na ostatnie badania i porady-powiedział doktor i ruszył. Moja mama poszła od razu za nim, kiedy to ja gramoliłam się z kulami. Dobrze, że gabinet doktora znajdował się na parterze. Kiedy się doczłapałam, drzwi były już otwarte, a mama prowadziła jakąś zaciętą dyskusję z lekarzem. Wyłapałam tylko dwa słowa "Tabletki  nasenne". Odchrząknęłam,  a wtedy oby dwoje spojrzeli na mnie. Lekarz siedział za biurkiem, jak można się domyśleć-białym, wskazał mi miejsce na  białym krześle.-Słyszałem, że masz problemy ze spaniem.
-Tak, to prawda. Często budzę się w  nocy z krzykiem.
-To dziwne, bo podczas pobytu, nie miałaś takich napadów.
-To może przez tabletki-powiedziałam i spojrzałam na mamię, której wzrok najwyraźniej mówił "A nie mówiłam".
-Dobrze, jak tak uważasz, to przepiszę ci te tabletki, ale pamiętaj, jedna na noc, nie więcej, bo może się to źle skończyć- powiedział lekarz, wyciągając tabletki ze swojej szuflady i postawił je na biurku.-A teraz standardowe pytanie: Jak się czujesz?
-Już myślałam, że pan doktor nie zapyta-uśmiechnęłam się.- Dobrze, dobrze. Mogę już iść.
-Masz tu termin kontroli, na którą musisz być obowiązkowo, by zobaczyć, czy płuca do końca mają swój kształt. i na wymianę gipsu. Dobrze, to tyle.
-Bogu niech będą dzięki-powiedziałam i wstałam, kierując się w stronę drzwi, słyszałam jak mama idzie za mną. Odwróciłam się i rzuciłam ostatnie spojrzenie lekarzowi.- Dziękuję bardzo. Do widzenia.
-Do zobaczenia-odpowiedział, a my z mamą wyszłyśmy.. Szybko ruszyłyśmy do samochodu. Kiedy zapinałam pas, spojrzałam na szpital, gdzie leżałam przez ponad miesiąc. Miesiąc, w którym mogłam poznać nowych znajomych, być szczęśliwa. Pozostawiłam za sobą smutny obraz szpitala, chorób, pacjentów i cholernej bieli. Dopiero teraz to do mnie dotarło. Biel jest symbolem Aniołów Stróży. Aniołowie Mroku nienawidzili bieli. Teraz jest to potwierdzeniem moich hipotezy. Była i staję się powoli Anielicą Ciemności..
-Nad czym się tak zastanawiasz?- wyrwała mnie mama z zamyślenia.
-Nic, tak jakoś... mamo, a co ze szkołą?-zapytałam. Matka tylko westchnęła.
-Będziesz musiała to nadrobić-powiedziała i się zatrzymała pod naszym domem. Uśmiechnęłam się na jego widok. Nareszcie będę mogła się wyspać w moim łóżku. Na samą tą myśl się rozpromieniłam. Otworzyłam drzwi iw wyszłam ze samochodu. Mama rzuciła mi klucze. Złapałam je i od razu ruszyłam w stronę drzwi. Gdy tylko je otworzyłam, usłyszałam krzyk.
-Niespodzianka- zobaczyłam tam Daniela.
-Co ty tu robisz?-zapytałam ze zdziwieniem.
-Świętuje twoje przybycie do domu-jęknęłam tylko.
-Nie mam na nic ochoty, tylko na leżenie godzinami w moim łóżku.
-Jak tam chcesz, ale pierw przyjmij ode mnie prezent, który ci pomoże wrócić szybko do zdrowia-powiedział i wyciągnął z kieszeni małe pudełeczku. Podał mi je już otworzone. W pudełeczku leżał srebrny naszyjnik. W samym centrum znajdowała się zawieszka, w kształcie skrzydeł Anioła.
-Jest cudowny-powiedziałam. Daniel wyciągnął naszyjnik.
-Pozwolisz?
-Oczywiście- odwróciłam się plecami do Anioła. Poczułam zimny metal na szyi.-Jak to zrobiłeś?
-Ale co?
-Przecież mam kołnierz.
-Anielskie sztuczki.
-Jeszcze raz dziękuję.
-Czy ktoś mi pomoże z walizkami?-usłyszeliśmy głos mamy, dobiegający z samochodu. Chyba wiedziała co się święci i specjalnie zaczekała  w aucie. Daniel poszedł w jej stronę i jej pomógł, a ja za ten czas leżałam na naszej kanapie, która nie była biała.