czwartek, 27 listopada 2014

Rozdział 19

-Nina, słonko, obudź się- powiedział kobiecy głos. Otworzyłam oczy. Znajdowałam się nadal na oiomie. Zdziwiłam się, że nie miałam żadnego snu, przynajmniej, którego pamiętam. Odwróciłam głowę i ujrzałam pielęgniarkę o długich blond włosach, spiętych w długi warkocz. Kobieta stała z tacą z lekarstwami w rękach. Odłożyła ją na pobliskiej szafce nocnej.-Jak się czujesz?
-W miarę dobrze-powiedziałam. Byłam zdziwiona, że usłyszałam swój głos.
-To dobrze-uśmiechnęła się i podeszła do mnie jeszcze bliżej. Wyciągnęła mi rurki, które doprowadzały tlen. Momentalnie poczułam się gorzej.- Skoro się lepiej czujesz, to one nie będą ci już potrzebne.
-Ale...
-Cii, to taki chwilowy stan, a teraz podam ci lekarstwo-podeszła do szafki i wzięła jedną z tabletek. Zaczęłam kaszleć, a raczej dusić. brakowało mi powietrza-tlenu.-To taki chwilowy stan. A teraz otwórz buzie.
Powiedziała pielęgniarka jak do małego dziecka. mimo prób i wysiłków nie przestawałam się dusić. Widziałam już coraz mniej wyraźniej. Palmki latały mi to i z powrotem. Jedynie co widziałam to zbliżającą się łyżkę z lekarstwami. Nagle drzwi się otworzyły. Ostatkami sił zobaczyłam w nich Daniela. Pielęgniarka zobaczyła go, wsadziła mi łyżeczkę do ust i popchnęła mnie tak, że lekarstwa wpadły prosto do mojego gardła. Zaczęłam się dodatkowo krztusić. Daniel był już przy mnie. Zobaczyłam kątem oka jak podejrzana pielęgniarka wyskakuje przez okno. uniosła się w powietrze. Zobaczyłam u niej czarne skrzydła. Upadły anioł, przemknęło mi przez myśl. Ciągle się dusiłam, a Daniel nie wiedział co zrobić. Pokazałam mu nos. Od razu się domyślił o co mi chodzi. Jedną reką podtrzymując moje plecy, a drugą złapał rurki do tlenu. Założył mi je, a ja od razu poczułam dopływ tlenu. Pozostawały jeszcze tabletki w moim przełyku. W tej sytuacji Daniel nie mógł nic za bardzo zrobić, a jednak się myliłam. Położył mnie na plecach i "przelaciał" swoją dłonią nad moim gardłem. Okruchy zniknęły. Nie krztusiłam się już. Ulżyło mi. Chciałam usiąść, ale nie miałam siły. Daniel mi pomógł siadając obok mnie i mnie podtrzymując. oparłam się na jego klatce piersiowej, która spokojnie się unosiła.
-czy to była upadła anielica?
-Niestety tak. Wyczuwałem jej obecność, ale myślałem, że to kto inny.
-Kto-zapytałam z ciekawością.
-Nie dzisiaj.
-Ale muszę wiedzieć, by się do niego nie zbliżać-podałam argument, bo słowa Daniela wzbudziły moją ciekawość. Chłopak tylko się uśmiechnął, przynajmniej tak mi się wydawało, bo nie widziałam jego twarzy.
-Powiem ci wszystko jak poczujesz się lepiej, ale pierw musiałabyś się obudzić?
-To jest tylko sen?-zapytałam i odetchnęłam z ulgą.
-Tylko lub nawet aż. Kiedyś tylko anioły stróże mogli wchodzić do snów swoich podopiecznych. Wiedziałem, że anioły ciemności wzrosły w sile, ale żeby aż tak. To nie wróży nic dobrego.
-Czy coś się stało w rzeczywistości?-zapytałam bojąc się najgorszego.
-Nie pozwoliłbym im na to-uśmiechnął się.- Ale gdy się obudzisz, możesz czuć się obolała.
-Musze się już budzić?
-Nie musisz. Możesz spędzić tu tyle czasu ile tylko chcesz.
-A będziesz ze mną?-zapytałam z nadzieją
-Zawsze będę przy tobie na dobre i na złe, a raczej na to złe- odwróciłam głowę i zobaczyłam jak się uśmiecha.
-Czy możemy pogadać?
-Jasne, o czym?
-O tym wszystkim co się ostatnio działo- Daniel od razu spoważniał, a jego mięsnie się napięły.
-Dobrze, ale na niektóre pytania nie poznasz odpowiedzi ani teraz, ani jutro czy za dwa lata. Po prostu nigdy. Są takie rzeczy, o których tylko anioły wiedzą.
-Okay, mogę zacząć?-zapytałam.
-Jeśli masz już jakieś pomysły.
-Czy...
-Poczekaj chwilkę-przerwał mi.-Może zmień scenerię, bo tu tak trochę ponuro.
-Jak mam to zrobić?
-Skup się mocno. Wyobraź sobie miejsce, gdzie chciałabyś się znajdować. Pomyśl o najdrobniejszych szczegółach, by to miejsce było bardziej wyjątkowe- skupiłam się. Pomyślałam o łące gdzie chodziłam z tatą jak byłam mała. Łąka z zieloną trawą, strumyk z przejrzystą wodą, a na około otaczał las.; Otworzyłam oczy, nadal byliśmy w szpitalu.
-Jestem za słaba-jęknęłam. Daniel złapał mnie za rekę i skrzyżował nasze palce ze sobą. Poczułam przyjemne mrowienie.
-Spróbuj teraz-zachęcił mnie chłopak. Znów przed oczami stanął mi znany z dzieciństwa krajobraz. Nagle usłyszałam  śpiew ptaków. Tym razem gdy otworzyłam oczy, nie czekał mnie szpital, tylko łąka. Była ona identyczna, tak jak miałam cztery lata. Zielona trawa kłuła bose stopy. Promienie słońca dobijały się od wody w strumyku, a las tętnił życiem. Trzymałam nadal rękę Daniela. Szybko ją puściłam, co było błędem. Od razu poczułam się słabiej. Czułam, że tracę grunt pod nogami. W ostatniej chwili Daniel mnie złapał i poczułam kolejny przypływ energii. Stając normalnie na nogi. Daniel rozglądał się uważnie po łące. Gdzie tylko usłyszał choćby najmniejszy szelest tam się od razu odwracał. Po prostu chłopak był czujny.
-Co się stało?-zapytałam.
-Jesteś słaba i to strasznie.
-Przecież to normalne.
-No właśnie nie. W śnie człowiek jest w pełni swoich sił. pierw nie umiałaś zmienić scenerii, a teraz mdlejesz, kiedy tylko mnie puścisz. To nie jest normalne.
-Ale czemu?- nagle słońce szybko zaszło i pojawiły się ciemne chmury. Były jeszcze ciemniejsze niż te kiedy trwa burza. Zerwał się zimny wiatr, pod którym drzewa się zaczęły uginać. Nagle zobaczyłam płomień. Powoli zaczął zabierać całą łąkę. Pierwsze drzewa zajął już ogień. Paliły się jak pochodnie. Powoli ogień szedł w naszą stronę.-Daniel co się dzieje?
-Naszą dziewczynkę strach obleciał?-usłyszałam znajomy głos. Uniosłam głowę do góry i zobaczyłam chłopaka. Był to Adam. Miał czarne skrzydła. był Upadłym aniołem. Daniel zasłonił mnie swoim ciałem. Nadal trzymał mnie za rękę.
-Adam, wynoś się i to już-powiedział Daniel głosem niższym niż zazwyczaj. Ścisnął moją dłoń jeszcze mocniej. Za dużo energii we mnie uderzyło. Musiałam się skulić i zamknąć oczy, by ból minął. Kiedy się już wyprostowałam, zobaczyłam, że Daniel ma skrzydła, to nie było za dużo energii, tylko czułam przemianę Daniela.
-Czyżby ofiarowałeś jej swoją energię?-uśmiechnął się Adam.-Widzę, że Selena się dobrze spisała.
-To ty wysłałeś na nią anielicę?
-A niby kto inny?-ogień przybliżył się do nas, pożerając za sobą kolejne kępki trawy. nagle się zatrzymał. Spojrzałam na Daniela miał w płomień wlepiony wzrok. Nagle usłyszałam głos "Puść go" i nastąpiła ogromna chęc by puścić rękę Daniela.
-Nina-wyrwał mnie głos z zadumienia.- Nie słuchaj tego głosu. Popatrz na mnie. Proszę.
Spojrzałam w zielone oczy Daniela. Od razu przeszła mi chęć by puścic go. Nadal trzymałam mocno.
-O jak słodko, ale przepraszam was. czas tyka. Nie chcieliście po przyjacielsku więc...
-Nina, szybko obudź się.
-Jak?
-Skup się, szybko masz mało czasu. na trzy cię puszczę, a ty wtedy się prawdopodobnie obudzisz..
-Koniec czasu-przerwał mu Adam. Zobaczyłam jak Daniel kiwa głową. Raz, dwa.
-Trzy-krzyknął i mnie puścił. Nina budź się, już, teraz. Usłyszałam przeraźliwy krzyk i poczułam lekki ból w lewym nadgarstku. Wszystko znikło tak nagle jak się pojawiło.

niedziela, 23 listopada 2014

REKLAMA

Jakby ktoś nie wiedział, to go informuje, że pojawił się nowy blog mojego autorstwa :) Link poniżej :) Rozdział na tym blogu pojawi się w najbliższym czasie, będę go pisać kiedy tylko będę mogła :)

http://this-is-miracle.blogspot.com/
Serdecznie zapraszam...

środa, 12 listopada 2014

Rozdział 18

-Jak się czujesz?-zapytał Daniel.
-Dobrze, chyba-powiedziałam.-Poczekaj chwile, co ty tu robisz?
-Stoję i gadam z tobą- odpowiedział. Nagle pojawiły się czarne fotele. Daniel usiadł na jednym z nich i zaprosił mnie bym usiadła obok niego. Pokręciłam przecząco głową, przypominając sobie, że jestem z nim skłócona. To on mnie okłamał. Odwróciłam się i chciałam pójść do przodu, ale nie potrafiłam zrobić ani jednego kroku. Coś ciągnęło mnie do tyłu. Starałam się temu oprzeć, ale nic to nie dawało, jedynie co to traciłam siły.
-Wiem, ze coś kombinujesz.
-To jest sen kochana.
-Jaki sen i nie mów do mnie kochana.
-Twój sen-powiedział Daniel.
-Skoro to mój sen, to dlaczego nie mogę go kontrolować?
-Jesteś słabsza ode mnie, przynajmniej na razie.
-Jak to na razie?
-W swoim czasie się dowiesz o co chodzi, a teraz ci wszystko wyjaśnie, tylko usiądź obok mnie. Proszę, Nina- powiedział Dominik z miną skruszonego szczeniaka. Przewróciłam oczami i usiadłam obok na fotelu.
-No to słucham, co masz mi do powiedzenia- rzekłam siadając na fotelu. Założyłam nogę na nogę i skrzyżowałam ręce na piersiach.
-To co ci teraz powiem, jest bardzo ważne. Prawdopodobnie mi nie uwierzysz, a jeśli nawet tak, to jest prawdopodobieństwo 86%, że nie będziesz pamiętała tego snu.
-Możesz przejść, do sedna? Śpieszy mi się obudzić, bo zapewne moja mama na mnie czeka, tam w szpitalu. Gdzie leżę. Bo był wypadek, w którym uczestniczyłam.
-Jak myślisz, dlaczego żyjesz? Jak się znalazłaś poza autobusem?-przerwał mi Daniel, patrząc na mnie podejrzliwie. Zastanowiłam się.
-Przypadek?
-Nie sądzę. Nie musisz dziękować.
-Co?
-Twoje oczy nie są kwestią przypadku. Kiedy mnie wzywasz, to tracisz jedną plamkę.
-Co?-zapytałam jeszcze raz. Daniel westchnął.
-Tak Nina, to ja jestem twoim Aniołem Stróżem. Zawsze jestem przy tobie. Jeśli myślisz, że nie ma mnie przy tobie, to się mylisz. Jestem zawsze przy tobie. Na dobre i na złe. Więc nawet nie wiem jak byś mnie odpychała, to ja bym za tobą kroczył cały czas.
-Ale dlaczego pod składzikiem się tego wypierałeś?
-Ludzie nie mogą wiedzieć, że mają Aniołów Stróży, ale po prostu, ja musiałem ci o tym powiedzieć, sprawy zaszły za daleko.
-Jakie sprawy?
-Dowiesz się w swoim czasie. Zobaczymy jak się obudzisz, jak zareagujesz. Jeśli będziesz pamiętała ten sen, to dokończę to co ci powiedziałem, a jeśli nie to będę ci mówił to, ale nie wprost, tylko będziesz musiała się domyśleć.
-Daniel, proszę powiedz mi co się dzieje-poprosiłam go, starajac zrobić minę "bezdomnego szczeniaka". Chłopak się tylko uśmiechnął i pokręcił głową.
-Powiem ci jedną rzecz do zapamiętania. Nigdy i to przenigdy, nie słuchaj głosy, który ci mówi różne rzeczy typu "Zawołaj go" czy tak jak miałaś we składziku, by mnie przywołać.
-Skąd ty wiesz, że słysze głosy?
-każda osoba taka jak ty je słyszy. Nina posłuchaj grozi ci niebezpieczeństwo, a ja muszę cię ochronić w każdej chwili, więc proszę nie pakuj się w kłopoty, dobrze?-pokiwałam głową. Zapomniałam już nawet o tym, że mnie okłamał, Wybaczyłam mu.
-Przepraszam-szepnęłam, nie patrząc w zielone oczy Daniela. Schowałam się za moimi włosami. Poczułam, że chłopak je odgarnia. Spojrzałam w jego oczy.
-Nie masz za co przepraszać, to wszystko wina Simona- "Simon" usłyszałam w swojej głowie.
-A kim jest twój brat?-chłopak zacisnął usta w jedną kreskę.
-To rozmowa na inną dzień.
-Ale...
-Nie ma żadnego ale, za chwilę będą cię budzić.
-Skąd...
-Jak się obudzisz i nie będziesz pamiętała tego snu, to zajrzyj pod poduszkę, gdzie położyłaś mój liścik, tam powinno się znaleźć co może ci odświeży pamięć-powiedział i wstał. Spojrzałam na jego twarz. Skrzywił się i upadł na kolana.
-Daniel, co się stało?-on tylko podniósł rękę by potwierdzić, że nic mu nie jest. Nagle zobaczyłam, że na jego plecach coś się znajduje. zakryłam usta reka by nie krzyknąć. To coś się powiększało. W końcu przybrało kształt śnieżnobiałych skrzydeł. Daniel już się wyprostował i pokazał bym podeszła do niego. Chwycił mnie za rękę. W czasie kiedy mnie dotknął kolana się pode mną załamały. Zaczęło mi się kręcic w głowie. Usłyszałam przekleństwo. Przekleństwo wypowiedziane przez anioła.
-Co się...-nie dokończyłam, bo zamknęłam oczy, czując, że nie stoję już na ziemi. jestem w objęciach, mojego Anioła Stróża, który unosi się nad ziemią.

                                                                     ***

Ciche pikanie mnie obudziło. Nie chciałam otwierać oczu. Chciałam wrócić do mojego snu. Właśnie sen. Co mi się śniło? Próbowałam sobie przypomnieć, co to był za sen. Czułam w środku, że to było coś ważnego. mimo, ze miałam oczy zamknięte, wiedziałam, że weszła pielęgniarka. Podeszła do mnie i przyłożyła mi rękę do czoła. W tym samym momencie, otworzyłam oczy.
-jak dobrze, że się już obudziłaś- odetchnęła z ulgą nie pielęgniarka, tylko moja mama.
-Mama-udało mi się wyszeptać. Oczy mojej rodzicielki się zaszkliły. Chwyciła mnie za rękę. Syknęłam z bólu, bo trochę to zabolało. mama obluźniła trochę uścisk.
-Jestem tu Nina. Jestem przy Tobie. Zawsze-powiedziała. Gdy usłyszałam ostatnie słowo, przypomniał mi się cały sen. Daniel, mój Anioł Stróż. Jak na zawołanie otworzyły się drzwi i stanął w nich Simon. Mama spojrzała na chłopaka.
-O witaj Daniel.
-Dzień dobry-przywitał się Simon. Zastanawiałam się skąd od razu mogłam wiedzieć, że to był Simon.-Chciałbym powiedzieć, że nie jestem Daniel tylko Simon. Brat bliźniak Daniela.
Spojrzałam na mamę, była zdziwiona i nie wiedziała za bardzo o co chodzi. Nagle drzwi się znowu otworzyły i tym razem stał w nich Daniel. Spojrzałam na niego. Nasze spojrzenia się spotkały. Patrzył na mnie z troską. Serce zaczęło mi szybciej bić, co od razu można było usłyszeć. Trochę się zarumieniłam. Daniel się uśmiechnął, ale od razu uśmiech mu zszedł gdy spojrzał na Simona. Zobaczyłam, że Simon też nie jest zadowolony z tego tu spotkania. Ciekawe o co  im chodziło. W końcu Daniel miał mi powiedzieć reszte po przebudzeniu.
-Dzień dobry, jak się czuję Nina?-zapytał moją mamę.
-Obudziła się przed chwilą, podobno teraz jest to dopiero długi raz.
-Dobrze, że w ogóle się obudziła-powiedział Simon z przekąsem.
-Simon jak ja dawno cię nie widziałem-powiedział Dominik, nie uśmiechając się.
-Z wzajemnością-powiedział brat bliźniak. Oby dwoje piorunowali się wzrokiem. Drzwi się znowu otworzyły i weszła pielęgniarka. Stanęła jak wyryta widząc trzy osoby przy moim łóżku.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale przy pacjencie, może być tylko jedna osoba-powiadomiła nas lekarka.
-I tak już wychodziłem-powiedział Simon.
-Ja także. Do widzenia. Zdrowiej Nina-uśmiechnął się do mnie tajemniczo. Simon wyszedł bez słowa. Pielęgniarka podeszła teraz do mnie i poprawiła coś przy moich rurkach, które były do mnie przyczepione.
-Za chwilę podamy jej lekarstwa i prawdopodobnie po nich znów zapadnie w sen-mama pokiwała głową. Podeszła do mnie i pocałowała mnie w czoło.
-Przyjdę jutro-powiedziała i wyszła. Zobaczyłam, że po jej twarzy spływają łzy. Gdy tylko je zobaczyłam, to od razu  za chciało mi się płakać. Do sali weszła druga pielęgniarka, niosąc tacę z lekarstwami. Jedna z nich dosypała mi proszek do jednej z rurek. od razu poczułam jego działanie. Oczy zaczynały mi ciążyć. Aż w końcu się poddałam i znów odpłynęłam, mając nadziję, że znów w śnie zobaczę Daniela.

-------------------------------------
Co wy na to :)
Proszę bardzo byście komentowali, bym mogła wiedzieć czy pisać dla was dalej czy też zawiesić bloga...

piątek, 31 października 2014

Rozdział 17

Słyszę głosy zamieszania. Krzyki, rozkazy, dźwięki, których nie rozpoznaje, karetki i inne. Nic nie pamiętam, co się stało? Próbuje otworzyć oczy. Na początku wszystko było rozmazane. Po chwili oczy przyzwyczaiły się do światła. Patrzyłam prosto na szare chmury, z których na razie deszcz nie padał. nagle usłyszałam czyjś cichy jęk. Odwróciłam lekko głowę, ale choćby najmniejszy ruch sprawiał mi okropny ból. Kątem oka dostrzegłam Tori, która też leżała nieprzytomna. Trzymała mnie za rękę. Odwróciłam wzrok na drugą stronę. Nagle wspomnienia wróciły do mnie. Pod budynkiem leżał wrak autobusu. Był cały spalony.
-Tori-szepnęłam. Nie odpowiedziała. Ścisnęłam jej lekko rękę. Syknęłam z bólu, a Tori się nie odzywała. Spojrzałam na jej klatkę piersiową. Lekko się unosiła, więc żyła. Usłyszałam kroki. Usłyszałam głosy nieznanych mi ludzi.
-Szybko przyślijcie tu ludzi-zawołał nieznajomy. Prawdopodobnie był to lekarz. Przyklęknął pierw przy Tori, bo widział, że jest nieprzytomna. Usłyszałam bieg reszty sanitariuszy. Założyli Tori maskę tlenową i dali ją na nosze. Teraz przyszła kolej na mnie.-Słyszysz mnie?
Zapytał mnie mężczyzna. Otworzyłam usta by coś powiedzieć, ale głos nie wydobył mi się z gardła. Spróbowałam pokiwać głową, na znak, że go słyszę. Ktoś podał mu czerwoną torbę. Wyciągnął z niej strzykawkę i wbił mi ją do ręki. Wstrzyknął mi jakiś przezroczysty płyn. Od razu oczy zaczęły mi ciążyć. Poczułam, że zakładają mi maskę i dają na nosze. Powoli poddaje się. Zamykam oczy, ale udaje mi się jeszcze zobaczyć blond chłopaka, powoli odchodzącego z miejsca wypadku

                                                                           ***

Odzyskałam świadomość, ale mam oczy nadal zamknięte. Wsłuchuje się w głośne pikanie, cichy szmer rozmów i szuranie butów. Leże spokojnie, nie ruszając się. Pamiętając wydarzenie po wypadku nie chcę nawet się ruszać. Nie chcę znów czuć przeklętego bólu we wszystkich kościach, mięśniach. Przypominam sobie  jak doszło do wypadku. Autobus wpadł w poślizg i uderzył o coś. Widząc wrak pojazdu, prawdopodobnie musiał się zapalić, ale jak ja znalazłam się poza autobusem razem z Tori, przecież my byłyśmy w środku. pamiętam, jak uderzyłam głowa o szybę, która się rozpryskała. Pamiętam jak Tori chwyciła mnie za rękę w ostatniej chwili, kiedy miałam otwarte oczy. Później była już ciemność. Moje rozmyślenia przerwał głośny pisk. Ktoś szybko wszedł do pomieszczenia, w którym się znajdowałam, zmierzał w stronę okropnego dźwięku. Otworzyłam powoli oczy. Oślepiła mnie biel. Wszystko było białe. Ściany, łóżka, zasłony, ubrania. Wszystko. Nagle ktoś wyłączył pisk i w pomieszczeniu nastała cisza. Usłyszałam teraz szuranie. Odwróciłam głowę w tamtą stronę, przynajmniej na tyle ile mogłam, bo znów poczułam ten straszny ból. Ten obraz mnie przeraził. Zobaczyłam szereg białych łóżek z ludźmi ubranymi na biało. Pisk dochodził z drugiego końca sali. Pielęgniarka stała nad pacjentem i nic nie robiła. Szybko wyszła. Chwilę później do sali wpadło pełno lekarzy, którzy podbiegli do pacjenta. Jeden z nich przyłożyć mu defibrylator. Wstrząsnęło ciałem. Nie umiałam na to patrzeć więc zamknęłam oczy. Słyszałam tylko dźwięki wydawane przez to urządzenie.
-Tracimy go-krzyknął ktoś. Serce zaczęło mi szybciej bić, co od razu można było usłyszeć. Dźwięki urządzenia, które zostało do mnie przyczepione, przyspieszyły. Ktoś do mnie podszedł i zakrył mi uszy, chyba domyślił się, że już jestem przytomna. Mimo, że ktoś zakrył mi uszy usłyszałam długie piknięcie. "Już go nie obudzą" Pomyślałam. Ktoś odszedł ode mnie i pomógł wywieść łóżko z martwą osobą. Nie wiem kto to był. Kobieta czy mężczyzna? Z wypadku autobusu czy czegoś innego? Osoba, którą znam, a może nie? Otworzyłam oczy kiedy usłyszałam trzask zamykanych drzwi. Odwróciłam głowę w stronę gdzie przed chwilą stało łóżko. Teraz było tam pusto. Sama biel. Tylko biel. Wzięłam głęboki wdech i powróciłam do pozycji gapienia się w sufit. Coś mi tu nie pasowało. Popatrzyłam na lewo. Na krześle obok siedział Daniel lub Simon. Otworzyłam usta chcąc coś powiedzieć. Chłopak przysunął palec do ust, pokazując bym była cicho. Wsadził mi kartkę pod poduszkę. Popatrzyłam na niego, ale on się tylko uśmiechnął. To był Daniel. Jego uśmiech różnił się od Simona. Kiedy się zorienotwałam, że to on, to odwróciłam głowę i zamknęłam oczy. Poczułam przeciąg. Wiatr lekko poruszył moimi włosami. Odwróciłam głowę. nie było tu nikogo. Zamknęłam oczy. Co tu się zdarzyło? Z tą myślą odpłynęłam, słysząc pikanie, które odpowiada rytmu bicia mojego serca.

sobota, 11 października 2014

Rozdział 16

Zawiesiłam się. Przed oczami cały czas miałam obraz Daniela. Nagle coś uderzyło o szybę. "Obudziłam się". To deszcz znów zaczął padać. Kropla, po kropli uderzała o szybę, a potem spływały na metal autobusy, by w końcu spaść na ziemie i zniknąć. Świt wyglądał całkiem inaczej gdy na szybie osadzał się deszcz. Jest bardzo ponury. Krople deszczu wyglądają jak łzy. Jakby ktoś z góry płakał nad naszym nieszczęsnym losem. Nad moim losem. Ludzie chowają się pod parasolami lub biegli by schować się pod najbliższe zadaszenie. Dzieci były szczęśliwe. Skakały z kałuży do kałuży, śmiejąc się i nie wiedząc co czeka ich w bliższej lub dalszej przyszłości. Zatrzymaliśmy się na przystanku. kilka osób wsiadło, a kilka wysiadło. Nie wiem kto wsiadł lub wysiadł. Cały czas patrzyłam przez okno, rozmyślając co stanie się w najbliższej przyszłości. Co powiem mamie? Jak jutro spojrzę Danielowi w oczy? Czy jutro już przypadkiem nie zostanę wyrzucona z szkoły? Dlaczego zawsze moje życie musi tak wyglądać?
-Nina?- usłyszałam jak ktoś mnie woła, chwytając mnie za ramię. Wytrącił mnie z zamyślenia. Odwróciłam się i spojrzałam prosto w oczy Tori.-Płakałaś?
-Nie-powiedziałam i otarłam oczy. Tori usiadła obok mnie.
-Nie ściemniaj. Widać, że płakałaś. Odrobinę się rozmazałaś-uśmiechnęła się do mnie. Wyciągnęłam lusterko z torby. faktycznie trochę się rozmazałam. Wyciągnęłam także mokre chusteczki, którymi przetarłam oczy.-A teraz opowiedz co ci się stało. Dlaczego płakałaś?
-To nic ważnego.
-Jakby to nie było ważne, to byś nie siedziała, od momentu kiedy wsiadłaś i ciągle patrzyła przez okno.
-Skąd wiedziałaś co ja robiłam?-spojrzałam na nią ze zdziwieniem.
-Tak to jest kiedy się patrzy cały czas przez okno. Siedziałam kilka miejsc za tobą, ale zobaczyłam, że twój stan się nie poprawia, więc postanowiłam do ciebie podejść i spróbować cię pocieszyć. A więc opowiadaj co się stało.
Spojrzałam w jej brązowe oczy. Widać w nich było, że jej zależy by mnie wysłuchać. Wzięłam głęboki wdech.
-Zostałam zamknięta w składziku.
-Co? Naprawdę? Kto to zrobił?
-Agnes.
-Agnes?-Jesteś tego pewna?
-Tak.
-Nie spodziewałabym się tego po niej.
-Chyba nie tylko ty, a potem pokłóciłam się z Danielem.
-Tego akurat się spodziewałam.
-Co? Dlaczego?
-To już widać, że Daniel jest typem podrywacza-powiedziała Tori. Poczułam ukłucie w sercu. Daniel podrywaczem?
-Powtórz jeszcze raz.
-Oh nie mów, że nic nie widziałaś, to było na kilometr widać, że na ciebie leci.
-Dobrze wiedzieć, ale to i tak nie o to chodzi.
-Oh, przepraszam. Jak nie o to , to o co?
-Okłamał mu, kiedy ja mu zaufałam.
-To jeszcze gorzej, naprawdę mi przykro. Może na rozweselenie pójdziemy na kawę. Znam bardzo dobrą kawiarnię tuż obok mojego domu.
-Bardzo fajny pomysł, ale sorry dziś nie czuję się zbyt dobrze, może innym razem.
-Tak, rozum....-nie dokończyła, bo przerwał nam pisk opon. Autobusem zaczęło zarzucać na boki. Uderzyłam głową o szybę. Nie tylko ja. Zaczęliśmy się obracać. Zdążyłam chwycić Tori za rękę, gdy uderzyliśmy o coś. Uderzyłam głową o szybę w tym czasie kiedy się rozprysły. Szkło było wszędzie. Usłyszałam jeszcze pracujący silnik, przed odpłynięciem w nicość.
---------------------------------
Wiem, wiem strasznie krótki ten rozdział, ale musicie mi wybaczyć. Jestem ciągle zajęta i gdy tylko mam czas pisze dla was( głownie na religii i historii xd)

piątek, 19 września 2014

Rozdział 15

Zapadła krepująca cisza. Zaczęłam analizować co się przed chwilą wydarzyło. Daniel ma brata! A na do datek bliźniaka!
-Co?-zdołałam tylko wydusić. Simon się uśmiechnął i odwrócił się do mnie.
-Nie wspominał ci o mnie?-powiedział bez zaskoczenia, ciągle się uśmiechając.
-No nie mówił. Macie jeszcze jakieś rodzeństwo?
-Nie tylko my we dwoje.
-A jak się czuje wasza matka?
-Co?
-Wczoraj kiedy Daniel był u mnie powiedział, że jego... Sorry wasza matka jest chora- Simon już się nie uśmiechał.
-Chora matka? Naprawdę? Jeszcze powiedz, że się nią jeszcze opiekuje-prychnął. Spojrzał na mnie, a ja prosto w jego zielone oczy, które lekko pociemniały. Był w nich malowany gniew. Nagle uderzył pięścią e stół. Wszystko na nim się za trzęsło, a szklanka z wodą się przewróciła, a cała jej zawartość została wylana na biurko i podłogę. Kropla po kropli spadała na podłogę. Cofnęłam się o krok i natrafiłam na drzwi. Namacałam klamkę, ale w głowie usłyszałam znów głos.
-Lepiej tego nie rób
-Mówiliście coś?-zapytałam panią Tredday, która spokojnie siedziała i wpatrywała się w okno. Teraz popatrzyła na mnie i pokręciła głową. Nagle poczułam ucisk na ręce. Spojrzałam na nią. Zobaczyłam dłoń, trzymającą mnie za nadgarstek. Podniosłam lekko głowę i spojrzałam prosto w zielone oczy Simona. poczułam jego oddech na mojej twarzy.
-Przepraszam, że tak zareagowałem, ale to jest dość drażliwy temat... Przynajmniej dla mnie-powiedział i spróbował się uśmiechnąć, ale nie wyszło mu to za bardzo.
-Co się stało?-zapytałam cicho, ciągle patrząc w jego zielone oczy. Usta Simona zacisnęły się w jedną kreskę. Puścił moja rękę i odgarnął swoje blond włosy, które spadły mu na oczy. Wyprostował się.
-Nasza matka nie żyje-powiedział spokojnie, ale bardzo cicho. Zobaczyłam, że na chwilę mu się oczy zaszkliły. Zatkało mnie.
-Bardzo mi przykro-powiedziałam szczerze. Nagle cos zrozumiałam.-Czy to znaczy, że Daniel...
-Że Daniel cię okłamał?-przerwał mi.- Niestety, to prawda. Mni9e teraz jest przykro, że musze ci to powiedzieć, ale on już taki jest. Bezuczuciowy.
-Ale ja mu zaufałam. Przywiózł mnie do domu, pomógł mi z bólem głowy. Troszczył się o mnie, a to wszystko było smutne kłamstwo- oczy mi się zaszkliły. Czułam, że za chwilę łzy poleca mi po policzkach, ale nie chcę płakać. nie w obecności Simona. Nie z powodu Daniela.
-Naprawdę mi przykro, że to musiało się tak skończyć. Dlatego tu jestem. Przybyłem by cię przed nim ostrzec. Nie ufaj mu, a najlepiej nie zadawaj się z nim.
-Nawet nie zamierzam, ale teraz zastanawiam się dlaczego on mi pomógł?
-W jakim sensie?
-Zostałam zamknięta w składziku-na te słowa pani Treeday zesztywniała i mi przerwała.
-Dlatego nie było cię na lekcjach?
-Mhm.
-Usprawiedliwię cię-powiedziała i weszła do jakiegoś pokoiku obok. Tak jakby czekała na wyjaśnienie dlaczego nie był mnie na lekcjach. Nie zdążyłam nawet podziękować.
-Jak się wydostałaś?
-Daniel przyszedł i otworzył drzwi, a wcześniej słyszałam jakieś głosy-Simon wytrzeszczył oczy.
-Głosy?-zapytał.
-Tak wiem, że to dziwne. Wiem, że ja szaleję.
-Nie to normalne, podczas kiedy jesteś przerażona, zła lub zestresowana- powiedział.-Ale naprawdę Daniel ci pomógł?
-Chyba, że to byłeś ty lub jeszcze jakiś inny brat, o którym nawet wy nie macie pojęcia.
-To nie ja, a druga opcja też odpada.
-Może Daniel się zmienił?
-To chyba bardziej uwierzę w wersję o następnym bracie-zaśmiał się.
-Aha-Simon podszedł do okna.
-Co on chce zrobić? Co ma na celu? Czego on chce?-mruczał.
-Co mówisz?-zapytałam go. Spojrzał się na mnie i uśmiechnął się.
-Nic, to tylko do siebie. Wiesz ludzie tak się nie zmieniają, więc Daniel najprawdopodobniej chce coś zrobić, uważaj na siebie.
-Dobrze, a mogę już iść do domu?-zapytałam z nadzieją w głosie. Simon oparł się o krzesło i podniósł głowę.
-Jasne-powiedział z zamyśleniem słyszącym w głosie. Jak na zawołanie wyszła pani Tredday. Podała mi jakąś kartkę.
-Masz tu zgodę War, a teraz idź już do domu.
-Dziękuję do widzenia- wzięłam kartkę. Poszłam pierw do szatni by wziąć parasol. Był tam jedyny. Wzięłam go i wyszłam na zewnątrz. Nie padało już, ale niebo było nadal zachmurzone. Schowałam parasol do mojej torby. Na dziedzińcu nie było nikogo, ale można wszędzie było zauważyć kałuże. Duże i małe. Podeszłam do jednej z większych kałuż. Zobaczyłam tam swoje odbicie i... Za mną latał ptak. Odwróciłam się szybko, ale nic za mną nie było. Spojrzałam znów na kałużę. Teraz widziałam tam widziałam tylko siebie.
-Ja naprawdę szaleję-powiedziałam do siebie. Założyłam słuchawki i kaptur i wyszłam poza mury szkoły. Spojrzałam na zegarek w telefonie. 13.05. Nie wiem, o której ma autobus. Schowałam telefon do kieszeni i podgłośniłam muzykę. Weszłam akurat na pasy, kiedy ktoś zatrąbił. Obróciłam się i zobaczyłam czarne BMW, za kierownicą siedział Daniel! Lub Simon. Okno się uchyliło.
-Podwieźć cię?-zapytał chłopak. To był Daniel miał zdecydowanie niższy głos od Simona.
-Nie dzięki-powiedziałam oschle i ruszyłam dalej. Usłyszałam trzask drzwi poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę i mnie zatrzymuje.-Puść mnie.
-Co się stało?
-Nie chce mieć z tobą do czynienia! Okłamałeś mnie!-powiedziałam. Niestety głos mi zadrżał. Usłyszałam cichy głosik z tyłu głowy Uciekaj, ale go zignorowałam.
-Co ty mówisz?
-Simon mi wszystko powiedział.
-Simon?
-Tak, twój brat bliźniak-jego mina zrzedła.
-Nina, proszę posłuchaj mnie.
-Nie! Puść mnie i nie odzywaj się do mnie więcej-jego uścisk zelżał, a ja pobiegłam na przystanek. Łzy spływały mi po policzkach.
-Nie płacz-mówię do siebie.-On nie jest tego wart.
Odwróciłam się i zobaczyłam Daniela, który stał jak go zostawiłam. Miał nieobecny wyraz twarzy. Nagle zacisnął pięści i poszedł w stronę samochodu. Wsiadając do auta, napotkałam jego wzrok. Szybko się odwróciłam i pobiegłam w stronę przystanku, który już widziałam. Usiadłam na ławce i jeszcze bardziej podgłośniłam muzykę. Po kilku minutach na moje szczęście przyjechał autobus. Wsiadłam do niego i usiadłam przy oknie. W autobusie było tylko kilka osób, które nie zwracały uwagi na ludzi wchodzących do autobusu. Wyjrzałam przez okno. mimo przemijających widoków, ja przed oczami cały czas miałam obraz zaskoczonego Daniela. Zaskoczenie, które zamienia się w złość. Zielone oczy, z których widać śmierć.

-------------------------------------------------------------------
Nareszcie napisałam ten rozdział^^ Przepraszam, że tak mało piszę, ale szkoła ;/
Pozostawiajcie po sobie jakiś ślad :)

sobota, 6 września 2014

Rozdział 14

-Ty jesteś moim stróżem?-zapytałam jeszcze raz. Nie odpowiedział, ale wargi zacisnął w jedną prostą linię.
-Nie, to nie ja-powiedział cicho.
-Nie wierzę ci! Widziałam cię!
-Gdzie mnie widziałaś? W szkole?-odpowiedział dziwnym głosem. Spojrzałam na niego. Oparł się teraz o ścianę i patrzył prosto mi w oczy. Jego luźna, szara koszulka i tak nie ukrywała jego mięśni. Wzięłam oddech by mu wszystko wytłumaczyć, ale gdy wypuściłam powietrze zapomniałam co chciałam powiedzieć. Spojrzałam jeszcze raz na Daniela. Nadal opierał się o ścianę.
-Agnes mnie tu zamknęła- powiedziałam cicho i od razu odwróciłam wzrok od Daniela. Nie chciałam patrzeć na niego, gdy to mówiłam, bo czułam, że między nim, a Agnes coś zaczyna kwitnąć.
-Co zrobiła?-zapytał Daniel, który znalazł się przy mnie. Poczułam jego ciepły oddech na moim zmarzłym karku. Dopiero teraz poczułam, że w tamtym pomieszczeniu temperatura była o wiele niższa niż tutaj na korytarzu.
-Zamknęła mnie tutaj. Wepchnęła- powiedziałam. Odwróciłam się i chciałam odejść by nie przypominać sobie tych może kilkunastu minut, które spędziłam sama w ciemnym, małym, zimnym składziku. Daniel mi na to nie pozwolił. Złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę tak bym mogła patrzeć prosto w jego zielone oczy.
-Powiedz mi co się zdarzyło kiedy zostałaś na sali?
-Ile siedziałam w składziku?
-Nie wiem. Proszę odpowiedz.
-Po co? Przecież nie jesteś moim stróżem jak twierdzisz-wyrwałam się z jego uścisku i poszłam do szatni dziewczyn by się przebrać. Kiedy otworzyłam drzwi. Oślepiła mnie pustka. Nikogo tu nie było. Zostały tylko moje ubrania i torba. Szybko się przebrałam i spojrzałam do lustra. Moje odbicie mnie przeraziło. Włosy się już pokręciły i wystawały z kucyka, oczy miałam z jakiegoś powodu podkrążone. W oczach nie było widać żadnego blasku, a co najgorsza, jedna plamka z oka zniknęła.  Co jakiś czas oczy stawały się coraz czarniejsze. Kolorowe plamki zaczynały stawać się z czarnymi i się zlewać. W ciągu ostatnich dwóch dni chyba cztery plamki mi zniknęły i moje oczy przestawały być wyjątkowe. Wzruszyłam ramionami. Rozpuściłam włosy i zebrałam je znów w kucyk. Wyciągnęłam komórkę sprawdzając godzinę. O 12.40. Schowałam telefon. Coś mi tu nie pasuje. Spojrzałam jeszcze raz na wyświetlacz. Nie pomyliłam się 12.40. W składziku siedziałam od ponad dwóch godzin. Co się ze mną dzieje? Usiadłam na ławce i schowałam głowę między kolanami. Co się stało? Kim ja jestem? Kim jest Daniel? Ktoś zapukał do drzwi, nawet nie wiem czemu, przecież to szatnia. Wzięłam torbę i poszłam do drzwi, ni po to by je otworzyć, ale żeby iść na lekcje. Otworzyłam drzwi, gdzie w przejściu stała pani Treeday.
-Co się z tobą stało?-zapytała.
-Nie wiem. Przepraszam, ale spieszę się na lekcje.
-Lekcji nie ma-powiedziała.-A teraz zapraszam do mnie do gabinetu. Musimy porozmawiać i nie stosuj żadnych sztuczek.
Wyszła, a ja tuż za nią. Spuściłam głowę i szłam jak na skazanie. Przystanęłam na chwilę, by zawiązać sznurówkę.
-Chodź, za chwilę zawiążesz. Nie mamy czasu.
-Co się dzieje?-zapytałam. Nauczycielka nie odpowiedziała, tylko szła dalej. Dobiegłam do niej.-Gdzie są wszyscy? Jak to nie ma lekcji? Co się ze mną stało?
-Właśnie chcę się ciebie zapytać, gdzie ty się podziewałaś? W szkole podobno był bomba, a ciebie nikt nie widział. czy to trochę nie podejrzane?
-Bomba tu była?
-Nie fałszywy alarm-powiedziała nauczycielka i szła dalej.-W gabinecie sobie porozmawiamy i ktoś będzie nam towarzyszył w tej rozmowie.
-Kto?
-Zobaczysz-powiedziała i się już nie odezwała. Zostałam sama z myślami. Co się stało? Jaka bomba? Skąd Daniel wiedział, że jestem zamknięta? Przecież to prawda, to on jest moim stróżem, to na pewno prawda, jak można to wyjaśnić. Była ewakuacja, a że mnie nie było zawołałam Daniel na pomoc, z którą mi przyszedł. Kim on dokładnie jest? Stanęłam, bo pani Treeday też stanęła przed drzwiami do swojego gabinetu. Zapukała i weszła. Zrobiłam to samo. Uderzył mnie blask światła wpadającego przez okno. Musiałam zmrużyć oczy by zobaczyć, że ktoś stoi w środku. Miał znajomą twarz.
-Daniel? Co ty tu robisz?-zapytałam. Daniel się uśmiechnął i spojrzał mi w oczy. W zieleni czaiło się coś niebezpiecznego. Poczułam dreszcz. Spojrzałam na panią Treeday, która nic nie mówiła.
-Nie jestem Daniel-powiedział chłopak
-Co? To kim jesteś?-zapytałam ze zdziwieniem.
-Simon, brat Daniela. Miło mi-uśmiechnął się widząc zdziwienie na mojej twarzy.-Dokładnie bliźniak.

__________________________________________
Dziękuje za ponad 500 wejść ^^ Jak już wcześniej wspominałam będę teraz rzadziej pisać, bo szkoła ;/ Pozostawcie po sobie jakiś ślad :))
Pamiętajcie :) Komentujesz=motywujesz :D