- No nareszcie - usłyszałam męski, niski głos. Otworzyłam oczy i zobaczyłam chłopaka, który był ubrany cało na czarno. Jego oczy były bardzo ciemne, a rozłożone skrzydła miały taki sam kolor jak jego ubrania. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Byłam w lochu. Analizowałam, jak się tu znalazłam, ale nie pamiętałam za bardzo co się działo, zanim się obudziłam. Była tylko jedna, wielka rozmazana plama.
- Kim jesteś? - zapytałam Anioła. Upadły zaczął krążyć po pomieszczeniu. machnął ręką, a na nadgarstkach, nie czułam już lin. - Kim jesteś?
-A ty jak masz na imię? - zapytał chłopak i spojrzał na mnie tymi swoimi, ciemnymi oczami. Poczułam się dziwnie pusta i smutna zarazem.
- Dlaczego mam ci odpowiedzieć? - anioł szybko do mnie podszedł i złapał mnie za rękę. Poczuła jak jego pazury wbijają mi się w nadgarstek.
- Bo Cię ładnie zapytałem, a teraz ładnie odpowiedz, bo nie będzie już tak miło - przestraszyłam się. przełknęłam ślinę i kiedy miałam już powiedzieć moje imię, usłyszałam cichy jęk. Odwróciłam głowę i zobaczyłam leżącego na Anioła. Nie był to Upadły. Był to normalny Anioł jakiego sobie zawsze wyobrażałam jak byłam mała. Białe szaty, białe skrzydła i nieziemsko przystojny . Z niewiadomych powodów, kojarzyłam skądś tę twarz. Mój prześladowca podszedł do leżącego i kopnął go w brzuch z taką siłą, że chłopak uderzył plecami o ścianę i znów zamilknął. Krzyknęłam, gdy to zobaczyłam. Byłam kompletnie przerażoną. Upadły odwrócił się w moją stronę i spojrzał mi prosto w oczy. Był rozwścieczony, a nawet ten przymiotnik nie opisuje jego stanu. Zaczął się do mnie powoli zbliżać. Krzyknęłam ile miałam sił w płucach. Poczułam ból w klatce piersiowej, a potem z tyłu głowy. Leżałam na plechach, jednocześnie siedząc na krześle. Usłyszałam ciche warczenie. - Odpowiedz jak masz na imię!
- Nina! - krzyknęłam. Ta odpowiedź chyba go nie zadowoliła, bo podszedł do mnie bliżej.
- Skup się! Jak masz na imię!
- Przecież ci powiedziałam - stwierdziłam. Anioł kopnął mnie w brzuch i przewrócił na bok. Skuliłam się w kłębek, by nie odczuwać tak mocno bólu, jednak to nie pomagało. Zamknęłam oczy i skupiłam się by nie odczuwać bólu.
-Skup się - usłyszałam głos w mojej głowie. Byłam cała przerażona. Zrobiłam to co kazał mi głos. Skupiłam się i zobaczyłam "białą w plamkę w tunelu" mojej świadomości. uparcie chciałam jej dotknąć, ale ona stopniowo się oddalała . Krzyknęłam w sobie i nagle wszystko się zmieniło. Usłyszałam głuchy huk. Otworzyłam oczy i zobaczyłam kilka mężczyzn ubranych cało na biało. Ich skrzydła były tak samo śnieżno-białe. Gdy ich ujrzałam, to od razu wszystko sobie przypomniałam. Spojrzałam przed siebie. Leżał tam Theo. Spojrzałam z powrotem na mojego prześladowcę, ale go nie znałam. Zupełnie nowa twarz, którą pierwszy raz w życiu widziałam. Daniel! Szukałam mojego Stróża wzrokiem, ale nigdzie go nie widziałam. Nie mógł mnie zostawić, przecież mi obiecał, że będzie zawsze przy mnie, a teraz go tu nie ma. Usłyszałam nagle szum i poczułam zimny wiatr. Za trzęsłam się z zimna i zobaczyłam, że upadły zniknął.
-Weźcie Ninę i Theo – powiedział
wysoki anioł o jasnych, a wręcz białych włosach. Zamknęłam na chwilę oczy i
skuliłam się jeszcze bardziej, bo było mi przeraźliwie zimno, a na dodatek
czułam ciągle ból. Nagle znalazłam się w powietrzu. Od razu zrobiło mi się
cieplej, bo nie leżałam na zimnej podłodze, tylko znajdowałam się w… No właśnie
gdzie? Otworzyłam oczy i zobaczyłam przystojnego Anioła z wręcz czarnymi
włosami. Uśmiechnął się kiedy zauważył, że mu się przyglądam.
-Nie masz już się czego bać, na razie jesteś bezpieczna –
powiedział. Usłyszałam czyjś szloch, spróbowałam się odwrócić, ale Anioł mi nie
pozwolił. Usłyszałam tylko głuche „ On mnie zabije, że ktoś ją skrzywdził.
Zabije mnie!”. Nie wiedziałam o kogo mu chodzi i w ogóle kto wypowiadał te
słowa.
- Gdzie jest Daniel? – zapytałam Anioła. Spojrzał mi głęboko
w oczy. Przeszły mnie lekko ciarki.
- Nie ma wstępu tutaj, więc musiał zostać u góry. Nie martw
się nic mu nie jest, a za chwilę i tak go zobaczysz – znów się uśmiechnął. Miał
anielski uśmiech. – A tak w ogóle, to jestem Carter.
- Nina, miło mi.
-Wiem kim jesteś, każdy tu wie – powiedział tajemniczym
głosem.
- Czy to ma związek z moją przeszłością ? – zapytałam.
Uśmiech znikł z twarzy Cartera. Przybrał poważną minę.
- To nie ze mną należy ci rozmawiać na ten temat –
powiedział. Nie zadawałam mu już więcej pytań, tylko skupiłam się, na równym
chodzi Anioła. Poczułam znów te dziwne przytłumienie, które czułam również, gdy
wchodziłam do lochów. Poczułam też dziwne zimno. Nie było takie jak w lochach. Było
wręcz namacalne. Wtuliłam się w pierś Cartera, by nie czuć tak mocno tego
zimna. Anioł chyba wiedział o co chodzi i bardziej mnie otulił. Głowa zaczynała
mnie bolec coraz bardziej, a powieki zaczęły mi niebezpiecznie ciążyć. - wytrzymaj jeszcze chwilę, nie zamykaj oczu.
- Łatwo ci mówić- wyszeptałam i walczyłam, by nie pochłonęła mnie ciemność, ale myślę, że to nie ma sensu i tak mi się nie uda.
- Zrób to dla Daniela - usłyszałam przytłumiony głos. Daniel. Daniel. Otworzyłam szeroko oczy. Daniel. Daniel. - Tak Nina, nie zamykaj oczu, jeszcze chwilkę.
Czułam, że Carter już biegnie. Nie rozumiałam, dlaczego zamknięcie oczu jest takie złe, ale skoro Anioł tak mówi, to tak zapewne jest. Poczułam, jak jego mięśnie się napinają, a on coś mówi, czego nie rozumiem. Spojrzałam na ziemię. Carter nie dotykał stopami podłoża, on już leciał z nadzwyczajną prędkością. Nagle nie czułam już tego zimna. Nie czułam tego przytłumienia. Czułam podłogę, ale nie była ona zimna. Była bardzo jasna, całkiem inna niż w lochach..
-Nina! - usłyszałam czyjś głos. Głos, tak kojący i ulubiony zarazem.
- Daniel? - wychrypiałam i spojrzałam prosto w zielone oczy chłopaka. Był zaniepokojony. - Boję się.
- Nie masz czego aniołku, już jestem przy tobie - powiedział i wziął mnie na ręce. -Pogadamy potem.
Rzucił na odchodnym do Cartera, który już się nie uśmiechał. Za trzęsłam się, na co Daniel od razu zaaragował. Przytulił mnie mocniej.
- Już wiem o co chodzi- szepnęłam.
- Ci oszczędzaj siły - powiedział.
- Spać mi się chce.
- To śpij aniołku. Śpij- gdy wypowiedział te słowa, to od razu zamknęłam powieki i mocniej się wtuliłam, by móc bardziej czuć jego ciepło. Nawet nie wiem kiedy, odpłynęłam w nicość. W swoja własną krainę, gdzie nikt inny nie ma dostępu. Pomyłka. Gdzie kiedyś ktoś nie miał dostępu. Teraz wszystko się zmieniło.
-----------------------------------
Po długich staraniach, rozdział się w końcu pojawił. Nie oczekujcie, że następny pojawi się po dwóch dniach, tylko znów może nastąpić dłuższa przerwa. od razu Was za to przepraszam.
Z okazji 2016 roku życze Wam wszystkiego co najlepsze i spełnienia marzeń.
Jak zwykle proszę byście zostawili po sobie jakiś znak, czy ktoś tu jeszcze jest.
środa, 6 stycznia 2016
piątek, 9 października 2015
Rozdział 29
Autor:
Palela
Otworzyłam oczy i od razu je zamknęłam, bo przeraźliwa biel mnie oślepiła. Zatrzymałam się, a ktoś mnie popchnął, tak że prawie upadłam, gdyby nie jakaś osoba, która mnie złapała. otworzyłam oczy i zobaczyłam zielone tęczówki i blond czuprynę.
-Pusć mnie-syknęłam. Na co chłopak spełnił moje życzenie, a ja zerwałam się z ziemi.
-Theo na następny raz nie bądź taki surowy- powiedział chłopak przede mną.
-Drogi Danielu, ona jest naszym więźniem złapaliśmy ją, a to że jest całkiem kopią Mariki, to nie moja wina- anioł z blond włosami spiął się i podszedł do bruneta.
-Nie wspominaj jej imienia przy mnie i przy Katherinie- powiedział blondyn, a po rozmowie wywnioskowałam, że był to Daniel. Poruszałam rękami, ale miałam je związane, że też musiałam dac się złapać, ale tata i Adrian przybędą i mnie uratują. Spróbowałam rozłożyć skrzydła.
-Nie próbuj nawet- usłyszałam głos bruneta. Westchnęłam.
-Czemu rozmawiacie o Marice?-zapytałam.
-Nie twój interes-powiedział chłodno Daniel i mnie popchnął bym szła dalej. Potknęłam się i tym razem nie minęło się bez upadku. Krzyknęłam. Byłam zła na nich. Bardzo zła, nagle poczułam, że mogę ruszać rękami.-Mówiłem ci, że zwykłe liny to nie jest dobry pomysł.
-Zamknij się Daniel-powiedział Theo. Byłam gotowa do walki, rozłożyłam swoje, czarne skrzydła. Moja sukienka, zmieniła się w strój do walki. Plus dla upadłych aniołów. moi przeciwnicy tez przybrali pozycję do ataku, teraz tylko czekaliśmy kto pierwszy zaatakuje. Daniel zrobił krok do przodu, a ja do tyłu. Miałam nadzieję, że nie zorientują się, że tylko staram się zyskać na czasie, bo przecież nie mam szans sama w białym pomieszczeniu przeciwko dwójce aniołów i w każdej chwili mogli tu przybyć następni. lekko uniosłam się nad ziemią, na co chłopcy też zrobili, czyli walka w powietrzu. Mnie to pasuje, od zawsze ją uwielbiałam. Uśmiechnęłam się, ukazując moje białe, równe zęby. Aniołom miny zrzedły, pewnie nie widzieli jeszcze uśmiechającego się Upadłego Anioła, zawsze uwielbiałam zwodzić przeciwników. Daniel z Theo stali zamurowani. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i wzniosłam się wyżej. Ciągle mnie zastanawiało dlaczego rozmawiają o Marice, przecież zginęła niedawno, dzięki mojej zasłudze. ta wredna suka, musiała zginąc, bo przeciez kto to widział by ktoś był idealnym odzwierciedleniem, samej księżniczki Mroku. Taka jak ona nie mogła żyć w Ciemnej Stronie, a nie chciał być już więcej Aniołem Stróżem. Nie zauważyłam, kiedy obok mojej głowy przeleciał jakiś promień światła. Od razu oprzytomniałam i zorientowałam sie, że nie można podczas walki odpływac gdzieś myślami.
-Myślicie, że dacie pokonać księżniczkę Upadłych?- zapytałam się i zaśmiałam. W między czasie w głowie opracowywałam strategię. Na pewno nie mogę nic mówić na głos, bo będę stracona, a promienie niemówione nie były moją mocną stroną, ale coż warto spróbować.
-Gdybyś była królową to bym sie bardziej wystraszył, na razie jesteś małą, rozwydżoną Anielicą- powiedział brunet. Chyba miał na imię Theo, ale kto będzie zapamiętywał imiona wrogów. Szczerze to jestem teraz zła na anioła. Wkurzyłam się nie na żarty. Cisnęłam pierwszym promieniem w Theo. uskoczył.
- Nie grzeczna upadła- usłyszałam za sobą głos tego drugiego Stróża. Szybko poleciałam w dół, tak by nie poczuć niebiańskiego promienie. na szczęście uderzył w Ziemię.
- To niesprawiedliwe. Dwóch silnych Aniołów, na jedną, małą, bezbronną anielicę- powiedziałam i cisnęłam dwoma promieniami. każdy był przeznaczony dla osobnego Anioła. Odbili je i teraz te promienie leciały we mnie. Krzyknęłam szybko zaklęcie by je odbić, bo nie znałam niemego użycia obrony, tylko na razie ataku. Obydwaj chłopcy uśmiechnęli się, że musiałam coś powiedzieć. Zdenerwowałam się lekko. Katherina, szybko myśl. Uda Ci się. ponaglałam się w myślach. Wiem naszyjnik. Zerwałam go i upuściłam na ziemię. Usłyszałam jak ktoś leci w jego kierunku by to złapać. Zobaczyłam jak dwaj Aniołowie lecą złapać naszyjnik, by nie upadł on na ziemię. Wykorzystałam ich skupienie na tym i wysłałam przeciwko nim czarny promień. Trafił on Theo, który upadł nieprzytomny na Ziemię. Danielowi udało się go ominąć, ale stracił cenne sekundy. Kamień naszyjnika uderzył o ziemie. Zaśmiałam się głośno. Zerwał się silniejszy wiatr i już obok mnie pojawiła się Armia Upadłych wraz z ojcem i Adrinem.
-Kate!- zawołał Adrian podfrunęłam do niego i się mocno przytuliłam. - Zrobili ci coś?
-Nie, ale spójrz- powiedziałam i wskazałam nieprzytomnego Anioła. mój chłopak tylko się uśmiechnął. Nagle usłyszeliśmy głośny huk. W pomieszczeniu zaroiło się od Archaniołów i Stróży. Zostaliśmy otoczeni.
- Adrian, pilnuj Katheriny- zawołał mój ojciec i wzbił się w powietrze.
- Musimy uciekać- powiedział mi Adrian na ucho. pokiwałam głową, wiedziałam, że jestem w poważnym niebezpieczeństwie. czekaliśmy aż ktoś zaatakuje. Nikt nie kwapił się wywołać wojny. Spojrzałam na twarze moich znajomych. Każdy miał czarny strój do walki. Na przeciwko nich stało ich lustrzane odpicie, tyle że w białym ubraniu. na przeciwko Daniela, stał, identyczny chłopak. Już wiem dlaczego go kojarzyłam, przeciez Simon pomagał mojej matce opiekowac się mną. Wyrzuciłam w powietrze słup ognia i to przesądziło, że zaczęła się wojna. od początku mieliśmy to zaplanowane, że ja zawsze wywołam wojnę. Unikaliśmy z Adrianem latających promieni, a jak już, których w nas leciał, Adrian używał tarczy. był starszy ode mnie i bardziej znał się na rzeczy. Lecieliśmy tuż do wyjścia. gdy poczułam przeszywający ból w plecach. Usłyszałam przeraźliwy krzyk ojca. Traciłam powoli świadomość, ale czułam, że coś się działo z moimi skrzydłami. Nie czułam ich. Nie umiałam nimi poruszać.
-Adrian co się dzieje?- wyszeptałam, bo chłopak ciągle mnie trzymał i właśnie teraz układał mnie na ziemi.
-Zostałaś trafiona.
-Przeżyje, przecież.
-Katherina, posłuchaj, to nie był normalny promień, wywołany przez jednego anioła, to było połączenie dwóch mocy: dobra i zła. jeśli ktokolwiek zostanie nim trafiony staje się człowiekiem- odgłosy walki ucichły Słyszałam tylko mój przyspieszony oddech.
-To nie jest prawda- wyjąkłam.
-A jednak jest, witaj moja podopieczno- powiedział Daniel i się uśmiechnął lekko.
-Gdy zbliży się do 18 wiosen, wybuchnie wojna. obiecuję wam to, to wt mi ją zabraliście!- powiedział mój ojciec, nie spoglądając na mnie i znikł, a z nim cała armia, wraz z Adrianem, a ja straciłam przytomność.
------------------------------------------
Wiem, że rozdział miał się pojawić już dawno, ale nie miałam czasu i miałam kilka problemów na głowie. Przepraszam, ale jednak proszę Was byście pozostawili po sobie jakiś ślad.
-Pusć mnie-syknęłam. Na co chłopak spełnił moje życzenie, a ja zerwałam się z ziemi.
-Theo na następny raz nie bądź taki surowy- powiedział chłopak przede mną.
-Drogi Danielu, ona jest naszym więźniem złapaliśmy ją, a to że jest całkiem kopią Mariki, to nie moja wina- anioł z blond włosami spiął się i podszedł do bruneta.
-Nie wspominaj jej imienia przy mnie i przy Katherinie- powiedział blondyn, a po rozmowie wywnioskowałam, że był to Daniel. Poruszałam rękami, ale miałam je związane, że też musiałam dac się złapać, ale tata i Adrian przybędą i mnie uratują. Spróbowałam rozłożyć skrzydła.
-Nie próbuj nawet- usłyszałam głos bruneta. Westchnęłam.
-Czemu rozmawiacie o Marice?-zapytałam.
-Nie twój interes-powiedział chłodno Daniel i mnie popchnął bym szła dalej. Potknęłam się i tym razem nie minęło się bez upadku. Krzyknęłam. Byłam zła na nich. Bardzo zła, nagle poczułam, że mogę ruszać rękami.-Mówiłem ci, że zwykłe liny to nie jest dobry pomysł.
-Zamknij się Daniel-powiedział Theo. Byłam gotowa do walki, rozłożyłam swoje, czarne skrzydła. Moja sukienka, zmieniła się w strój do walki. Plus dla upadłych aniołów. moi przeciwnicy tez przybrali pozycję do ataku, teraz tylko czekaliśmy kto pierwszy zaatakuje. Daniel zrobił krok do przodu, a ja do tyłu. Miałam nadzieję, że nie zorientują się, że tylko staram się zyskać na czasie, bo przecież nie mam szans sama w białym pomieszczeniu przeciwko dwójce aniołów i w każdej chwili mogli tu przybyć następni. lekko uniosłam się nad ziemią, na co chłopcy też zrobili, czyli walka w powietrzu. Mnie to pasuje, od zawsze ją uwielbiałam. Uśmiechnęłam się, ukazując moje białe, równe zęby. Aniołom miny zrzedły, pewnie nie widzieli jeszcze uśmiechającego się Upadłego Anioła, zawsze uwielbiałam zwodzić przeciwników. Daniel z Theo stali zamurowani. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i wzniosłam się wyżej. Ciągle mnie zastanawiało dlaczego rozmawiają o Marice, przecież zginęła niedawno, dzięki mojej zasłudze. ta wredna suka, musiała zginąc, bo przeciez kto to widział by ktoś był idealnym odzwierciedleniem, samej księżniczki Mroku. Taka jak ona nie mogła żyć w Ciemnej Stronie, a nie chciał być już więcej Aniołem Stróżem. Nie zauważyłam, kiedy obok mojej głowy przeleciał jakiś promień światła. Od razu oprzytomniałam i zorientowałam sie, że nie można podczas walki odpływac gdzieś myślami.
-Myślicie, że dacie pokonać księżniczkę Upadłych?- zapytałam się i zaśmiałam. W między czasie w głowie opracowywałam strategię. Na pewno nie mogę nic mówić na głos, bo będę stracona, a promienie niemówione nie były moją mocną stroną, ale coż warto spróbować.
-Gdybyś była królową to bym sie bardziej wystraszył, na razie jesteś małą, rozwydżoną Anielicą- powiedział brunet. Chyba miał na imię Theo, ale kto będzie zapamiętywał imiona wrogów. Szczerze to jestem teraz zła na anioła. Wkurzyłam się nie na żarty. Cisnęłam pierwszym promieniem w Theo. uskoczył.
- Nie grzeczna upadła- usłyszałam za sobą głos tego drugiego Stróża. Szybko poleciałam w dół, tak by nie poczuć niebiańskiego promienie. na szczęście uderzył w Ziemię.
- To niesprawiedliwe. Dwóch silnych Aniołów, na jedną, małą, bezbronną anielicę- powiedziałam i cisnęłam dwoma promieniami. każdy był przeznaczony dla osobnego Anioła. Odbili je i teraz te promienie leciały we mnie. Krzyknęłam szybko zaklęcie by je odbić, bo nie znałam niemego użycia obrony, tylko na razie ataku. Obydwaj chłopcy uśmiechnęli się, że musiałam coś powiedzieć. Zdenerwowałam się lekko. Katherina, szybko myśl. Uda Ci się. ponaglałam się w myślach. Wiem naszyjnik. Zerwałam go i upuściłam na ziemię. Usłyszałam jak ktoś leci w jego kierunku by to złapać. Zobaczyłam jak dwaj Aniołowie lecą złapać naszyjnik, by nie upadł on na ziemię. Wykorzystałam ich skupienie na tym i wysłałam przeciwko nim czarny promień. Trafił on Theo, który upadł nieprzytomny na Ziemię. Danielowi udało się go ominąć, ale stracił cenne sekundy. Kamień naszyjnika uderzył o ziemie. Zaśmiałam się głośno. Zerwał się silniejszy wiatr i już obok mnie pojawiła się Armia Upadłych wraz z ojcem i Adrinem.
-Kate!- zawołał Adrian podfrunęłam do niego i się mocno przytuliłam. - Zrobili ci coś?
-Nie, ale spójrz- powiedziałam i wskazałam nieprzytomnego Anioła. mój chłopak tylko się uśmiechnął. Nagle usłyszeliśmy głośny huk. W pomieszczeniu zaroiło się od Archaniołów i Stróży. Zostaliśmy otoczeni.
- Adrian, pilnuj Katheriny- zawołał mój ojciec i wzbił się w powietrze.
- Musimy uciekać- powiedział mi Adrian na ucho. pokiwałam głową, wiedziałam, że jestem w poważnym niebezpieczeństwie. czekaliśmy aż ktoś zaatakuje. Nikt nie kwapił się wywołać wojny. Spojrzałam na twarze moich znajomych. Każdy miał czarny strój do walki. Na przeciwko nich stało ich lustrzane odpicie, tyle że w białym ubraniu. na przeciwko Daniela, stał, identyczny chłopak. Już wiem dlaczego go kojarzyłam, przeciez Simon pomagał mojej matce opiekowac się mną. Wyrzuciłam w powietrze słup ognia i to przesądziło, że zaczęła się wojna. od początku mieliśmy to zaplanowane, że ja zawsze wywołam wojnę. Unikaliśmy z Adrianem latających promieni, a jak już, których w nas leciał, Adrian używał tarczy. był starszy ode mnie i bardziej znał się na rzeczy. Lecieliśmy tuż do wyjścia. gdy poczułam przeszywający ból w plecach. Usłyszałam przeraźliwy krzyk ojca. Traciłam powoli świadomość, ale czułam, że coś się działo z moimi skrzydłami. Nie czułam ich. Nie umiałam nimi poruszać.
-Adrian co się dzieje?- wyszeptałam, bo chłopak ciągle mnie trzymał i właśnie teraz układał mnie na ziemi.
-Zostałaś trafiona.
-Przeżyje, przecież.
-Katherina, posłuchaj, to nie był normalny promień, wywołany przez jednego anioła, to było połączenie dwóch mocy: dobra i zła. jeśli ktokolwiek zostanie nim trafiony staje się człowiekiem- odgłosy walki ucichły Słyszałam tylko mój przyspieszony oddech.
-To nie jest prawda- wyjąkłam.
-A jednak jest, witaj moja podopieczno- powiedział Daniel i się uśmiechnął lekko.
-Gdy zbliży się do 18 wiosen, wybuchnie wojna. obiecuję wam to, to wt mi ją zabraliście!- powiedział mój ojciec, nie spoglądając na mnie i znikł, a z nim cała armia, wraz z Adrianem, a ja straciłam przytomność.
------------------------------------------
Wiem, że rozdział miał się pojawić już dawno, ale nie miałam czasu i miałam kilka problemów na głowie. Przepraszam, ale jednak proszę Was byście pozostawili po sobie jakiś ślad.
czwartek, 6 sierpnia 2015
Rozdział 28
Autor:
Palela
Podążałam za Theo, a Daniel szedł za mną. Czułam się trochę nieprzyjemnie. otaczali mnie faceci, a na dodatek anioły. Mam już trochę dość chciałabym wrócić do mojego starego życia, które było nudne. chciałabym być taka jak wcześniej. Obeszłabym się bez wszystkich aniołów, upadłych aniołów i innych osób, o których zapewne jeszcze nie wiem. nagle się zatrzymaliśmy. wpadłam na skrzydła Theo.
-Uważaj trochę-powiedział z wyrzutem.
-Przepraszam-wyszeptałam. Chłopak nic nie odpowiedział. wyciągnął z kieszeni klucze i włożył je do zamka. Dopiero teraz zauważyłam, że znaleźliśmy się na końcu korytarza. Przed nami znajdują się mosiężne, czarne drzwi. Poczułam, że ktoś z tyłu złapał mnie za rękę. odwróciłam się do Daniela. jego mina świadczyła, że nie jest to dobre miejsce, dla nas wszystkich, no ale co Zrobić, chcę w końcu się dowiedzieć kim jestem i co się ze mną stało.
-Nina, nie mogę tam z tobą iść-powiedział Daniel. Spojrzałam na niego z zdziwieniem.
-Jak to nie możesz?
-To są loch, tu nie działają moje moce, tam w ogóle mamy zakaz wchodzenia. Tylko kilka osób jest godnych tam wchodzić i do nich właśnie zalicza się Theo, to on teraz będzie twoim stróżem.
-Na zawsze?-zdziwiłam się. nie chciałam stracić Daniela, nie kiedy go polubiła. nie kiedy on polubił mnie i to nawet bardzo. chciałabym by był szczęśliwy, ale nawet jak bardzo bym chciała, nie byłabym w stanie z nim być.
-Nie tylko na czas kiedy zejdziecie do lochów. Słuchaj się go i nie spuszczaj z oka, bo potem możesz się nie odnaleźć.
-Co to są za lochu?-powiedziałam wystraszonym głosem, to co Daniel teraz powiedział bardzo mnie wystraszyło. jak mogłabym się tam zgubić. Czyżby nigdy z tamta nie wyszła?
-Są to najgorsze lochy ze wszystkich możliwych- usłyszeliśmy głos trzeci. oczywiście był to Theo.- Są to lochy, w których przetrzymujemy Upadłe anioły. Nic ci się nie stanie, kiedy posłuchasz mych rad. Po pierwsze, nie zbliżaj się do krat. Po trzecie nie myśl o niebieskich migdałach i podążaj ciągle za mną, a po trzecie nie patrz w oczy Upadłym, a także nie wsłuchuj się w ich pieśni. Zrozumiałam wszystko?
Pokiwałam głową na znak, że rozumiem. Theo wyciągnął rękę. Spojrzałam jeszcze na Daniela, który pokiwał głową. Złapałam anioła za rękę. gdy tylko dotknęłam jego skóry, poczułam się dziwnie przytłumiona. Zobaczyłam, że Theo otwiera drzwi i wchodzi do ciemnego korytarza. poczułam lekkie szarpnięcie i również zanurzyłam się w czarnych, odchłaniach lochów. Schodziłam schodek po schodku. nie słyszałam, żadnego echa, żadnych kroków. Podążałam ciągle za Theo. Gdy zeszliśmy ze schodów skręciliśmy w prawo, potem w lewo, znów w lewo i znów w lewo. po kilku zakrętach w lewo pogubiłam się. Ciągle czułam to dziwne przytłumienie, które z każda chwilą się nasilało.
-Theo-zawołałam chłopca, jednak nie usłyszałam mojego głosu.
-nie bój się Nina, to bariera, dzięki której nic nie słyszysz. pomaga w walce z Upadłymi-odezwał się głos anioła w mojej głowie.-nie musisz nic mówić, wystarczy, że pomyślisz.
-"Słabo mi".
-Wytrzymaj jeszcze troszkę za chwile będziemy na miejscu- powiedział Theo i ścisnął mocniej moją dłoń. Ta bariera stała się jeszcze bardziej "namacalna" jeśli za chwilę, nie usłyszę choćby oddechu, to zaraz padnę. jak na moje zawołanie, usłyszałam czyjś przyspieszony oddech. Zaczynałam słyszeć również nasze kroki. Dopiero teraz zauważyłam, że biegliśmy. wpadliśmy do jakiegoś pomieszczenia, a drzwi się zamknęły z trzaskiem. Theo mnie puścił.
-Teraz jesteśmy w miarę bezpieczni-powiedział. Dopiero teraz poczułam jak bolą mnie nogi i płuca.- No dobrze to teraz zajmiemy się tobą. Usiądź na tamtym krześle.
Podeszłam do krzesła. Było szare, wyróżniało się na tle czarnych ścian. Było niewygodne. Usłyszałam kroki. Theo gdzieś znikł. Rozglądałam się nerwowo po ciemniej sali. Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za ręce i przywiązuje do krzesła. zaczęłam się szarpać.
-T o i tak nic nie da maleńka-powiedział anioł, którego szukałam.
-O co chodzi? Czemu mnie związujesz?
-Taki jest plan, a teraz zamknij oczy-pokręciłam głową. Theo podszedł do mnie i chwycił moja twarz w dwa palce.-Nie robię tego dla ciebie, więc łaskawie zamknij te swoje oczy. Chcesz się dowiedzieć co się stało?
-Nic mi nie zrobisz?
-To, ze nie jestem Aniołem Stróżem czy archaniołem, to nie znaczy, że jestem taki podły-powiedział. W końcu zamknęłam oczy i poczuła, mocny ból w prawej ręce. Chciałam cos powiedzieć, ale niemiałam siły. Całe moje ciało, ogarniało przeraźliwe zimno. Ostatkiem sił zobaczyłam, że Theo wychodzi. Czułam tylko, że serce jeszcze walcz by nie poddać się zamrożeniu. Jednak i ono przegrało walkę, a mnie pochłonęła zimna ciemność.
-------------------------------
wracam po prawie dwóch tygodniach :) Co myślicie o rozdziale? hmmm? Może macie jakieś przypuszczenia co się może wydarzyć?
Jeśli przeczytaliście ten rozdział na komputerach, to pewnie zobaczyliście, że "To tajemnica' posiada nowy szablon. Został on wykonany przez cudowną Flawless z szabloniarni http://land-of-grafic.blogspot.com/. Podoba się Wam, bo mnie osobiście bardzo :)
-Uważaj trochę-powiedział z wyrzutem.
-Przepraszam-wyszeptałam. Chłopak nic nie odpowiedział. wyciągnął z kieszeni klucze i włożył je do zamka. Dopiero teraz zauważyłam, że znaleźliśmy się na końcu korytarza. Przed nami znajdują się mosiężne, czarne drzwi. Poczułam, że ktoś z tyłu złapał mnie za rękę. odwróciłam się do Daniela. jego mina świadczyła, że nie jest to dobre miejsce, dla nas wszystkich, no ale co Zrobić, chcę w końcu się dowiedzieć kim jestem i co się ze mną stało.
-Nina, nie mogę tam z tobą iść-powiedział Daniel. Spojrzałam na niego z zdziwieniem.
-Jak to nie możesz?
-To są loch, tu nie działają moje moce, tam w ogóle mamy zakaz wchodzenia. Tylko kilka osób jest godnych tam wchodzić i do nich właśnie zalicza się Theo, to on teraz będzie twoim stróżem.
-Na zawsze?-zdziwiłam się. nie chciałam stracić Daniela, nie kiedy go polubiła. nie kiedy on polubił mnie i to nawet bardzo. chciałabym by był szczęśliwy, ale nawet jak bardzo bym chciała, nie byłabym w stanie z nim być.
-Nie tylko na czas kiedy zejdziecie do lochów. Słuchaj się go i nie spuszczaj z oka, bo potem możesz się nie odnaleźć.
-Co to są za lochu?-powiedziałam wystraszonym głosem, to co Daniel teraz powiedział bardzo mnie wystraszyło. jak mogłabym się tam zgubić. Czyżby nigdy z tamta nie wyszła?
-Są to najgorsze lochy ze wszystkich możliwych- usłyszeliśmy głos trzeci. oczywiście był to Theo.- Są to lochy, w których przetrzymujemy Upadłe anioły. Nic ci się nie stanie, kiedy posłuchasz mych rad. Po pierwsze, nie zbliżaj się do krat. Po trzecie nie myśl o niebieskich migdałach i podążaj ciągle za mną, a po trzecie nie patrz w oczy Upadłym, a także nie wsłuchuj się w ich pieśni. Zrozumiałam wszystko?
Pokiwałam głową na znak, że rozumiem. Theo wyciągnął rękę. Spojrzałam jeszcze na Daniela, który pokiwał głową. Złapałam anioła za rękę. gdy tylko dotknęłam jego skóry, poczułam się dziwnie przytłumiona. Zobaczyłam, że Theo otwiera drzwi i wchodzi do ciemnego korytarza. poczułam lekkie szarpnięcie i również zanurzyłam się w czarnych, odchłaniach lochów. Schodziłam schodek po schodku. nie słyszałam, żadnego echa, żadnych kroków. Podążałam ciągle za Theo. Gdy zeszliśmy ze schodów skręciliśmy w prawo, potem w lewo, znów w lewo i znów w lewo. po kilku zakrętach w lewo pogubiłam się. Ciągle czułam to dziwne przytłumienie, które z każda chwilą się nasilało.
-Theo-zawołałam chłopca, jednak nie usłyszałam mojego głosu.
-nie bój się Nina, to bariera, dzięki której nic nie słyszysz. pomaga w walce z Upadłymi-odezwał się głos anioła w mojej głowie.-nie musisz nic mówić, wystarczy, że pomyślisz.
-"Słabo mi".
-Wytrzymaj jeszcze troszkę za chwile będziemy na miejscu- powiedział Theo i ścisnął mocniej moją dłoń. Ta bariera stała się jeszcze bardziej "namacalna" jeśli za chwilę, nie usłyszę choćby oddechu, to zaraz padnę. jak na moje zawołanie, usłyszałam czyjś przyspieszony oddech. Zaczynałam słyszeć również nasze kroki. Dopiero teraz zauważyłam, że biegliśmy. wpadliśmy do jakiegoś pomieszczenia, a drzwi się zamknęły z trzaskiem. Theo mnie puścił.
-Teraz jesteśmy w miarę bezpieczni-powiedział. Dopiero teraz poczułam jak bolą mnie nogi i płuca.- No dobrze to teraz zajmiemy się tobą. Usiądź na tamtym krześle.
Podeszłam do krzesła. Było szare, wyróżniało się na tle czarnych ścian. Było niewygodne. Usłyszałam kroki. Theo gdzieś znikł. Rozglądałam się nerwowo po ciemniej sali. Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za ręce i przywiązuje do krzesła. zaczęłam się szarpać.
-T o i tak nic nie da maleńka-powiedział anioł, którego szukałam.
-O co chodzi? Czemu mnie związujesz?
-Taki jest plan, a teraz zamknij oczy-pokręciłam głową. Theo podszedł do mnie i chwycił moja twarz w dwa palce.-Nie robię tego dla ciebie, więc łaskawie zamknij te swoje oczy. Chcesz się dowiedzieć co się stało?
-Nic mi nie zrobisz?
-To, ze nie jestem Aniołem Stróżem czy archaniołem, to nie znaczy, że jestem taki podły-powiedział. W końcu zamknęłam oczy i poczuła, mocny ból w prawej ręce. Chciałam cos powiedzieć, ale niemiałam siły. Całe moje ciało, ogarniało przeraźliwe zimno. Ostatkiem sił zobaczyłam, że Theo wychodzi. Czułam tylko, że serce jeszcze walcz by nie poddać się zamrożeniu. Jednak i ono przegrało walkę, a mnie pochłonęła zimna ciemność.
-------------------------------
wracam po prawie dwóch tygodniach :) Co myślicie o rozdziale? hmmm? Może macie jakieś przypuszczenia co się może wydarzyć?
Jeśli przeczytaliście ten rozdział na komputerach, to pewnie zobaczyliście, że "To tajemnica' posiada nowy szablon. Został on wykonany przez cudowną Flawless z szabloniarni http://land-of-grafic.blogspot.com/. Podoba się Wam, bo mnie osobiście bardzo :)
czwartek, 16 lipca 2015
Rozdział 27
Autor:
Palela
Szliśmy białym korytarzem. Wszystko było białe, oprócz zasłon w oknach, które były ecru. Naprawdę wielka różnica. Na ścianach nic nie wisiało. Ogólnie to w tym korytarzu nie było nic oprócz okien i zasłonek. Szłam za Danielem, który ciągle miał rozłożone skrzydła. Miałam ochotę je dotknąć. Daniel cicho się zaśmiał.
-Z czego się śmiejesz?-zapytałam.
-Z ciebie i twoich chęci-powiedział i odwrócił się do mnie spoglądając mi w oczy.-Masz coraz mniej plamek na oczach.
-Zawsze tak mam, raz mi przybywa, a raz ubywa- stwierdziłam i wzruszyłam ramionami. Chciałam iść dalej, ale Daniel mnie zatrzymał. Westchnął i spojrzał mi znów w głęboko oczy.
-Twoje oczy, to nie jest kwestia przypadku, nie masz ich od urodzenia-spojrzałam na niego zdziwiona.- masz je od momentu stania się człowiekiem.
-Co?-kiedy to usłyszałam to nie wiedziałam co powiedzieć. od zawsze myślałam, że po prostu jestem wyjątkowa i po prostu nie mam zwykłych oczu, ale z drugiej strony nie wiedziałam nic o aniołach, więc to może być prawda.-Wytłumacz mi o co chodzi.
-Upadłe Anioły, mają całe czarne oczy, a normalne anioły, czyli my mamy kolorowe tęczówki. Kiedy trafiły Cię dwa promienie, połączyły się te dwa kolory, przez co masz czarne tęczówki z różnokolorowymi plamkami-powiedział i zaczęliśmy znów iść.-Ale to ma także drugie dno i to o wiele gorsze, przynajmniej dla nas.
-To o co chodzi z tym drugim dnem?-zapytałam zdenerwowana. Nie miałam żadnego pomysłu, o co mogło chodzić. Daniel znów westchnął, ale tym razem się nie zatrzymał.
-Za każdym razem, kiedy mnie wezwiesz, jedna plamka ci znika, co przyczynia się do twojego upadku- ostatnie słowa wyszeptał.-Dlatego to jest takie ważne byś mnie nigdy nie przywoływała.
-To co mam zrobić, kiedy cię nie będzie w pobliżu?-zapytałam załamującym się głosem. Daniel przystanął i znów się mnie spojrzał. Przytulił mnie. Starałam się zapanować nad łzami, ale było mi strasznie ciężko.
-Nina posłuchaj mnie, jestem zawsze przy tobie, tylko ty czasami mnie nie widzisz. Przy mnie zawsze będziesz bezpieczna- wyszeptał i pocałował mnie w czubek głowy.-Jestem przy tobie, po to byś czuła się bezpiecznie, by nic ci się nie stało.
-Dziękuję-wychlipałam i zaczęłam ocierać policzki.
-Nie masz za co, to moja praca, a może nawet i hobby-powiedział i otarł mi spływającą łzę.-Nie wiem co by się stało, gdybym pozwolił ci cierpieć, nie wiem co by się stało gdybyś upadła. Prawdopodobnie poszedłbym za tobą.
Właśnie w tym momencie rozległ się grzmot. Trochę się przestraszyłam, na co Daniel stał niewzruszony. Wzruszył ramionami i pociągnął mnie za sobą. Szliśmy jeszcze przez ten długi korytarz, aż dotarliśmy do końca. Spotkaliśmy się z samą pustą ścianą.
-Po co tu szliśmy skoro tu nic nie ma?-zapytałam.
-Przyjrzyj się uważnie-uśmiechnął się chłopak. Spojrzałam na ścianę, na której nic nie było. Po kilku minutach patrzenia na nią, zaczęły mnie boleć oczy. Gdy zmrużyłam oczy, zobaczyłam coś szarego. Spojrzałam na Daniela, który uśmiechnął się jeszcze szerzej. Po chwili, widziałam już zarys dwóch prostokątów. Jeden z nich był wielkości nas, a nawet i większy, a drugi był malutki, bardzo malutki.
-Jak?
-Takla anielska sztuczka-powiedział i wyciągnął rękę. Nacisnął przycisk na małym prostokącie, który się pojawił. Usłyszeliśmy cichy dzwonek. A większy prostokąt się "otworzył".-Zapraszam do środka.
-Winda?
-Tak. Anioły są bardzo wygodne- powiedział i wszedł os razu za mną. Drzwi się za nami same zamknęły. W windzie zaczęła lecieć muzyczka. Spokojna melodia, roznosiła się po windzie, kiedy my jechaliśmy w gorę lub w dół. Nagle znów się rozległ dzwonek i drzwi się otworzyły. tym razem to Daniel wyszedł pierwszy. wyciągnął rękę na znak bym go złapała. Pociągnął mnie za sobą. Zdziwiłam się bardzo. ściany tu były czarne, a nie białe, po bokach stały biurka, a za nimi były inne anioły. To one rozjaśniały pomieszczenie. Nie było tu żadnych okien. Daniel szedł i szedł, a ja szłam za nim. W końcu doszliśmy do ostatniego biurka, gdzie nikogo nie było
-kogo tu przyniosło-usłyszeliśmy zimny głos za nami. Stał tam niski brunet. Oczywiście miał rozłożone śnieżnobiałe skrzydła.
-Theo, przypadek 669-powiedział Daniel z powaga. Theo zmrużył oczy i spojrzał na mnie. Schowałam się za Danielem. Brunet pokiwał głową.
-Chodźcie za mną, ale trzymajcie się blisko mnie. Schodzimy do piwnic.
--------------------------------
Tak, tak wiem, że obiecałam więcej rozdziałów, ale zdarzyła się pewna sytuacja, przez którą nie mogłam pisać. tak, tak wiem, że rozdział jest do dupy. Obiecuję Wam, ze lepszy się pojawi za dwa tygodnie, kiedy wrócę do domu :)
Ale i tak oczekuje od Was komentarzy na temat tego rozdziału :))
-Z czego się śmiejesz?-zapytałam.
-Z ciebie i twoich chęci-powiedział i odwrócił się do mnie spoglądając mi w oczy.-Masz coraz mniej plamek na oczach.
-Zawsze tak mam, raz mi przybywa, a raz ubywa- stwierdziłam i wzruszyłam ramionami. Chciałam iść dalej, ale Daniel mnie zatrzymał. Westchnął i spojrzał mi znów w głęboko oczy.
-Twoje oczy, to nie jest kwestia przypadku, nie masz ich od urodzenia-spojrzałam na niego zdziwiona.- masz je od momentu stania się człowiekiem.
-Co?-kiedy to usłyszałam to nie wiedziałam co powiedzieć. od zawsze myślałam, że po prostu jestem wyjątkowa i po prostu nie mam zwykłych oczu, ale z drugiej strony nie wiedziałam nic o aniołach, więc to może być prawda.-Wytłumacz mi o co chodzi.
-Upadłe Anioły, mają całe czarne oczy, a normalne anioły, czyli my mamy kolorowe tęczówki. Kiedy trafiły Cię dwa promienie, połączyły się te dwa kolory, przez co masz czarne tęczówki z różnokolorowymi plamkami-powiedział i zaczęliśmy znów iść.-Ale to ma także drugie dno i to o wiele gorsze, przynajmniej dla nas.
-To o co chodzi z tym drugim dnem?-zapytałam zdenerwowana. Nie miałam żadnego pomysłu, o co mogło chodzić. Daniel znów westchnął, ale tym razem się nie zatrzymał.
-Za każdym razem, kiedy mnie wezwiesz, jedna plamka ci znika, co przyczynia się do twojego upadku- ostatnie słowa wyszeptał.-Dlatego to jest takie ważne byś mnie nigdy nie przywoływała.
-To co mam zrobić, kiedy cię nie będzie w pobliżu?-zapytałam załamującym się głosem. Daniel przystanął i znów się mnie spojrzał. Przytulił mnie. Starałam się zapanować nad łzami, ale było mi strasznie ciężko.
-Nina posłuchaj mnie, jestem zawsze przy tobie, tylko ty czasami mnie nie widzisz. Przy mnie zawsze będziesz bezpieczna- wyszeptał i pocałował mnie w czubek głowy.-Jestem przy tobie, po to byś czuła się bezpiecznie, by nic ci się nie stało.
-Dziękuję-wychlipałam i zaczęłam ocierać policzki.
-Nie masz za co, to moja praca, a może nawet i hobby-powiedział i otarł mi spływającą łzę.-Nie wiem co by się stało, gdybym pozwolił ci cierpieć, nie wiem co by się stało gdybyś upadła. Prawdopodobnie poszedłbym za tobą.
Właśnie w tym momencie rozległ się grzmot. Trochę się przestraszyłam, na co Daniel stał niewzruszony. Wzruszył ramionami i pociągnął mnie za sobą. Szliśmy jeszcze przez ten długi korytarz, aż dotarliśmy do końca. Spotkaliśmy się z samą pustą ścianą.
-Po co tu szliśmy skoro tu nic nie ma?-zapytałam.
-Przyjrzyj się uważnie-uśmiechnął się chłopak. Spojrzałam na ścianę, na której nic nie było. Po kilku minutach patrzenia na nią, zaczęły mnie boleć oczy. Gdy zmrużyłam oczy, zobaczyłam coś szarego. Spojrzałam na Daniela, który uśmiechnął się jeszcze szerzej. Po chwili, widziałam już zarys dwóch prostokątów. Jeden z nich był wielkości nas, a nawet i większy, a drugi był malutki, bardzo malutki.
-Jak?
-Takla anielska sztuczka-powiedział i wyciągnął rękę. Nacisnął przycisk na małym prostokącie, który się pojawił. Usłyszeliśmy cichy dzwonek. A większy prostokąt się "otworzył".-Zapraszam do środka.
-Winda?
-Tak. Anioły są bardzo wygodne- powiedział i wszedł os razu za mną. Drzwi się za nami same zamknęły. W windzie zaczęła lecieć muzyczka. Spokojna melodia, roznosiła się po windzie, kiedy my jechaliśmy w gorę lub w dół. Nagle znów się rozległ dzwonek i drzwi się otworzyły. tym razem to Daniel wyszedł pierwszy. wyciągnął rękę na znak bym go złapała. Pociągnął mnie za sobą. Zdziwiłam się bardzo. ściany tu były czarne, a nie białe, po bokach stały biurka, a za nimi były inne anioły. To one rozjaśniały pomieszczenie. Nie było tu żadnych okien. Daniel szedł i szedł, a ja szłam za nim. W końcu doszliśmy do ostatniego biurka, gdzie nikogo nie było
-kogo tu przyniosło-usłyszeliśmy zimny głos za nami. Stał tam niski brunet. Oczywiście miał rozłożone śnieżnobiałe skrzydła.
-Theo, przypadek 669-powiedział Daniel z powaga. Theo zmrużył oczy i spojrzał na mnie. Schowałam się za Danielem. Brunet pokiwał głową.
-Chodźcie za mną, ale trzymajcie się blisko mnie. Schodzimy do piwnic.
--------------------------------
Tak, tak wiem, że obiecałam więcej rozdziałów, ale zdarzyła się pewna sytuacja, przez którą nie mogłam pisać. tak, tak wiem, że rozdział jest do dupy. Obiecuję Wam, ze lepszy się pojawi za dwa tygodnie, kiedy wrócę do domu :)
Ale i tak oczekuje od Was komentarzy na temat tego rozdziału :))
piątek, 5 czerwca 2015
Rozdział 26
Autor:
Palela
Daniel objął mnie w talii i poprowadził w stronę jego samochodu. Czarne BMW czekało na parkingu przed szkołą. Chłopak kulturalnie otworzył mi drzwi i pomógł mi wsiąść, a następnie szybko znalazł się na miejscu kierowcy. Włożył kluczyk do stacyjki i ruszył z miejsca, piszcząc oponami. Od razu wbiło mnie w fotel. Zamknęłam oczy, a dłonie zacisnęłam w pięści, przytrzymując się fotela.
-Nie masz się czego bać. Przy mnie nic Ci się nie stanie-powiedział i położył mi rękę na udzie. Spięłam się wtedy jeszcze bardziej. Chłopak to wyczuł i zabrał dłoń z mojego uda.-możesz otworzyć oczy.
-Jedziesz za szybko! Czuję to!
-Posłuchaj mnie, gdybym cię nie był w stanie obronić, to bym nie jechał tak szybko, więc teraz łaskawie proszę otwórz ozy i się rozluźnij- powiedział to wszystko na jednym tchu. Słyszałam jego poirytowanie w głosie.
-Otworzę oczy, pod jednym warunkiem.
-Słucham?
-Zacznij mi coś mówić! Kim ja do jasnej cholery jestem? Co się stało? Ja nic teraz o sobie nic nie wiem. To dla mnie za dużo-wykrzyczałam te ostanie słowa. Nawet nie wiedziałam kiedy otworzyłam oczy i patrzyłam prosto na Daniela, na którego twarzy malował się ból.-Przepraszam.
Odwróciłam głowę, by nie móc patrzeć na smutny wzrok Daniela. Spojrzałam przez okno, patrząc na drzewa, które pozostawały za nami. patrzyłam na ludzi, którzy nie byli niczego świadomi. Patrzyłam na zwierzęta, które nie miały żadnych problemów. Patrzyłam na anioły, które...
-Padnij!-usłyszałam krzyk Daniela. Poczułam, że pomaga mi się schylić, a w tym samym czasie szyba z mojej strony rozpada się na drobne kawałeczki. Daniel kieruje jedną ręka, a drugą mnie trzyma. nagle samochód wpada w poślizg. Usłyszałam jak Daniel klnie pod nosem i próbuje opanować sytuację. Zobaczyłam jak puszcze kierownicę i chwyta mnie także druga ręką.-Zaufaj mi.
Zamknij oczy i pomyśl o szczęściu. Pomyśl o tym co byś chciała zobaczyć i najważniejsze ufaj mi.
Pokiwałam lekko głową. Zamknęłam znów oczy i wyobraziłam sobie nic. Nie umiałam się skupić, bo samochód co chwilę się obracał. Dobrze, że byliśmy na jakieś wiejskiej drodze. nagle w nasze auto coś uderzyło. Krzyknęłam. Zaczęłam mieć trudności z oddychaniem. Miałam atak paniki. Policzki miałam już mokre. Nie umiałam złapać powietrza. Dusiłam się. Bałam się.
-Nina! Uspokój się! Wsłuchaj się w mój głos. Jesteś bezpieczna. Wszystko będzie dobrze, nic ci się nie stanie. Pomóż sobie i pomóż wszystkim osobom, które ucierpiały przez upadłe Anioły. Dasz radę, bo jesteś silną dziewczyną- nic to nie pomagało. Ciągle panikowałam. Ciągle miałam problem z oddychaniem.- Nina kocham Cię! Zrób to dla nas!
Tego się nie spodziewałam tego było za wiele. Pomyślałam o białym pokoju, w którym bym chciała teraz być. Czemu biały? Przecież nienawidziłam białego. Nagle wszystko się zatrzymało. Czułam, że ktoś mnie ciągle obejmuje. Otworzyłam oczy. Widok mnie zaskoczył. Cały biały pokój. Bez żadnych mebli, bez żadnych obrazów. Nic tu nie było. Tylko ja i ktoś kto mnie ciągle obejmował. Domyślałam się , że jest to Daniel. Obróciła się i zobaczyłam, że chłopak jest ubrany cały na biało, a na dodatek ma rozłożone ogromne skrzydła.
-Nina udało Ci się!
-Biel?-zapytałam Daniela.
-Siła mojej sugestii-uśmiechnął się i pomógł mi wstać. Dopiero teraz zauważyłam, że również mam na sobie białą, luźną sukienkę, która sięgała do kostek.-Nie masz za co dziękować.
-Ale jak?
-Twoja i moja moc połączone razem, dają cos takiego.
-Możemy porozmawiać?
-Nie możemy, tylko musimy-westchnął Daniel.
-Dlaczego tak w ogóle jestem w sukience?
-Od zawsze chciałem cię tak zobaczyć.
-Czy to jest prawda, co powiedziałeś mi w samochodzie?-zapadła cisza. Nie było słychać nic. Głucha cisza.
-Pamiętasz coś z przed przemiany w człowieka?
-Czemu nie odpowiesz mi na pytanie?
-Pamiętasz coś z przed przemiany w człowieka?-zapytał ponownie.
-Nie, ale czemu do jasnej cho...-nie umiała dokończyć. Głos zamarł mi w gardle.
-Nie w tym miejscu- powiedział Daniel i spojrzał na mnie surowo. Muszę cię gdzieś zabrać, ale przyrzeknij, że będziesz grzeczna i będziesz się mnie słuchać.
-Gdzie mnie zabierasz?
-Nie mogę ci teraz tego powiedzieć.
-To jak mam obiecać ci, że będę grzeczna.
-Jeśli odpowiesz mi na moje pytanie.
-Dowiesz się jak tam pójdziemy.
-A czy to nie będzie pokój jaki ma Christian Grey?
-Nie mów, że czytałaś to badziewie.
-Dobra, dobra. Obiecuję Ci, że będę grzeczna.
-przynajmniej tego nie pożałujesz.
----------------------------------
Rozdział dopiero po miesiącu, bo teraz poprawianie ocen i inne badziewa ;/ W wakacje rozdziały na pewno będą się pojawiać częściej :))
-Nie masz się czego bać. Przy mnie nic Ci się nie stanie-powiedział i położył mi rękę na udzie. Spięłam się wtedy jeszcze bardziej. Chłopak to wyczuł i zabrał dłoń z mojego uda.-możesz otworzyć oczy.
-Jedziesz za szybko! Czuję to!
-Posłuchaj mnie, gdybym cię nie był w stanie obronić, to bym nie jechał tak szybko, więc teraz łaskawie proszę otwórz ozy i się rozluźnij- powiedział to wszystko na jednym tchu. Słyszałam jego poirytowanie w głosie.
-Otworzę oczy, pod jednym warunkiem.
-Słucham?
-Zacznij mi coś mówić! Kim ja do jasnej cholery jestem? Co się stało? Ja nic teraz o sobie nic nie wiem. To dla mnie za dużo-wykrzyczałam te ostanie słowa. Nawet nie wiedziałam kiedy otworzyłam oczy i patrzyłam prosto na Daniela, na którego twarzy malował się ból.-Przepraszam.
Odwróciłam głowę, by nie móc patrzeć na smutny wzrok Daniela. Spojrzałam przez okno, patrząc na drzewa, które pozostawały za nami. patrzyłam na ludzi, którzy nie byli niczego świadomi. Patrzyłam na zwierzęta, które nie miały żadnych problemów. Patrzyłam na anioły, które...
-Padnij!-usłyszałam krzyk Daniela. Poczułam, że pomaga mi się schylić, a w tym samym czasie szyba z mojej strony rozpada się na drobne kawałeczki. Daniel kieruje jedną ręka, a drugą mnie trzyma. nagle samochód wpada w poślizg. Usłyszałam jak Daniel klnie pod nosem i próbuje opanować sytuację. Zobaczyłam jak puszcze kierownicę i chwyta mnie także druga ręką.-Zaufaj mi.
Zamknij oczy i pomyśl o szczęściu. Pomyśl o tym co byś chciała zobaczyć i najważniejsze ufaj mi.
Pokiwałam lekko głową. Zamknęłam znów oczy i wyobraziłam sobie nic. Nie umiałam się skupić, bo samochód co chwilę się obracał. Dobrze, że byliśmy na jakieś wiejskiej drodze. nagle w nasze auto coś uderzyło. Krzyknęłam. Zaczęłam mieć trudności z oddychaniem. Miałam atak paniki. Policzki miałam już mokre. Nie umiałam złapać powietrza. Dusiłam się. Bałam się.
-Nina! Uspokój się! Wsłuchaj się w mój głos. Jesteś bezpieczna. Wszystko będzie dobrze, nic ci się nie stanie. Pomóż sobie i pomóż wszystkim osobom, które ucierpiały przez upadłe Anioły. Dasz radę, bo jesteś silną dziewczyną- nic to nie pomagało. Ciągle panikowałam. Ciągle miałam problem z oddychaniem.- Nina kocham Cię! Zrób to dla nas!
Tego się nie spodziewałam tego było za wiele. Pomyślałam o białym pokoju, w którym bym chciała teraz być. Czemu biały? Przecież nienawidziłam białego. Nagle wszystko się zatrzymało. Czułam, że ktoś mnie ciągle obejmuje. Otworzyłam oczy. Widok mnie zaskoczył. Cały biały pokój. Bez żadnych mebli, bez żadnych obrazów. Nic tu nie było. Tylko ja i ktoś kto mnie ciągle obejmował. Domyślałam się , że jest to Daniel. Obróciła się i zobaczyłam, że chłopak jest ubrany cały na biało, a na dodatek ma rozłożone ogromne skrzydła.
-Nina udało Ci się!
-Biel?-zapytałam Daniela.
-Siła mojej sugestii-uśmiechnął się i pomógł mi wstać. Dopiero teraz zauważyłam, że również mam na sobie białą, luźną sukienkę, która sięgała do kostek.-Nie masz za co dziękować.
-Ale jak?
-Twoja i moja moc połączone razem, dają cos takiego.
-Możemy porozmawiać?
-Nie możemy, tylko musimy-westchnął Daniel.
-Dlaczego tak w ogóle jestem w sukience?
-Od zawsze chciałem cię tak zobaczyć.
-Czy to jest prawda, co powiedziałeś mi w samochodzie?-zapadła cisza. Nie było słychać nic. Głucha cisza.
-Pamiętasz coś z przed przemiany w człowieka?
-Czemu nie odpowiesz mi na pytanie?
-Pamiętasz coś z przed przemiany w człowieka?-zapytał ponownie.
-Nie, ale czemu do jasnej cho...-nie umiała dokończyć. Głos zamarł mi w gardle.
-Nie w tym miejscu- powiedział Daniel i spojrzał na mnie surowo. Muszę cię gdzieś zabrać, ale przyrzeknij, że będziesz grzeczna i będziesz się mnie słuchać.
-Gdzie mnie zabierasz?
-Nie mogę ci teraz tego powiedzieć.
-To jak mam obiecać ci, że będę grzeczna.
-Jeśli odpowiesz mi na moje pytanie.
-Dowiesz się jak tam pójdziemy.
-A czy to nie będzie pokój jaki ma Christian Grey?
-Nie mów, że czytałaś to badziewie.
-Dobra, dobra. Obiecuję Ci, że będę grzeczna.
-przynajmniej tego nie pożałujesz.
----------------------------------
Rozdział dopiero po miesiącu, bo teraz poprawianie ocen i inne badziewa ;/ W wakacje rozdziały na pewno będą się pojawiać częściej :))
środa, 6 maja 2015
Rozdział 25
Autor:
Palela
Stałam i nie potrafiłam się ruszyć, bo nawet nie chciałam. Informacja, którą przed chwilą usłyszałam, mogła mnie zwalić z nóg. Dyrektor był moim ojcem, a ja jego córką. Nie jestem Niną, tylko Katheriną. To nie może być prawda. "Skoro, anioły są na ziemi, to dlaczego, nie możesz być jego córką?" Przemknęło mi przez myśl. usłyszałam czyjeś krok i poczułam dłoń na policzku.
-Nie płacz-powiedział dyrektor, czy jak kto woli mój ojciec.-Nareszcie będziemy razem. Zaznasz w końcu szczęście z Adrianem.
-Nie-usłyszałam krzyk Agnes. Mężczyzna odwrócił się i uderzył w brzuch nadlatującą anielicę. Dziewczyna uderzyła o ścianę i straciła przytomność. Jej skrzydła zniknęły, tak szybko jak się pojawiły.
-Może chcesz coś powiedzieć?-zapytał dyrektor lub mój ojciec.
-Gdzie jest Daniel?
-Martwisz się o swojego wroga, ale to się za chwilę zmieni-szepnął mi do ucha. Przeszedł mnie dreszcz. Co ja mam zrobić?
-Przywołaj go!-usłyszałam głos w mojej głowie. To jest dobry pomysł, ale nie mogę tego zrobić. Daniel mi zabronił, ale jeśli go nie przywołam, to stanę się Anielicą i będę z Adrianem. Nie mogę do tego dopuścić. Jak ja mam to zrobić? Przypomniała mi się chwila, gdy byłam zamknięta w składziku. Zamknęłam oczy i skupiłam się na jasnym świetle, które, próbowało się przebić przez ciemność. Z każdą chwilą, światełko się przybliżało. Skupiłam się najbardziej jak mogłam. Ciemność zamieniła się w jasność. Zobaczyłam znów blondyna, odwrócił się do mnie. Zobaczyłam, że ma zielone oczy, tak jak Daniel, ale on nie był nim.
-Kim jesteś-zapytałam.
-Nie rób tego-odezwał się nieznajomy.-Będziesz tego później żałować. Daniel jest już w drodze. Nie przywołuj go.
-Nieee!-usłyszałam czyjś gardłowy krzyk. Cała sceneria znikła i znów pojawiła się szkoła. Mój "ojciec" krzyczał, a inni aniołowie byli w gotowości do walki. Nie wiedziałam o co im chodzi, ale można się domyśleć, że nadlatuje Daniel. Miałam rację, a na dodatek nie był sam. Za nim leciała świta Stróżów.
-Puść ją-krzyknął mój Stróż i wylądował w pobliżu, a inni stali za nimi również w gotowości do walki.
-myślisz, że oddam ci moją córkę? Ona należy do mnie i nikomu jej nie oddam- usłyszałam ciche chrząknięcia. Odwróciłam wzrok i zobaczyłam Adriana.-No chyba, że oto temu panu, a teraz uciekajcie.
-Nie odejdę bez niej, a nie chce pobudzać jeszcze bardziej naszego konfliktu.
-I tak już pokój wisi na bardzo cienkim włosku, więc nam to nie robi różnicy czy wojna rozpocznie się teraz czy później. Jesteśmy przygotowani na każdą chwile.
-Jak widzisz myt też-powiedział Daniel wskazując na swoje towarzystwo. Chciałam coś zrobić, a nie stać bezczynnie. zaczęłam się szarpać.
-Stój spokojnie albo się to źle skończy.
-Nie groź jej.
-Kto powiedział, ze jej grożę, równie dobrze to mogło być skierowane do ciebie-powiedział z szyderczym uśmiechem. W oczach Daniela, przez krótką chwilę zobaczyłam strach, który od razu zniknął. Powiedział cos czego nie zrozumiałam. Wypowiedziane słowa bardzo mnie zdziwiły, bo aniołowie odlecieli.
-To jest walka pomiędzy tobą, a mną, więc nie wtrącaj w to innych- powiedział mój stróż i wskazał na naszych przeciwników.
-Dobrze, ale jednego zostawię.
-Dobrze, ale ja także kogoś wybiorę.
-Adrian!
-Agnes!
-Przecież ona jest nieprzytomna-zaśmiał się dyrektor, wzmacniając swój uścisk na moim ramieniu. Syknęłam cicho z bólu, na co Daniel od razu zareagował. Na jego twarzy pojawił się ból.
-Nie bądź nigdy taki pewny- powiedział kobiecy głos. Agnes. Wyglądała jakby nic się wcześniej nie stało. Podeszła do Daniela i stanęła obok niego.-A teraz ładnie cię prosimy byś oddał nam Ninę.
-To nie jest Nina!-krzyknął mój ojciec.-To wy ją tak nazwaliście. On była, jest i będzie Kathriną!
-Jestem Nina-szepnęłam cicho. Krzyknęłam z bólu. Poczułam, że coś mi się wbija w ramię. Pazury? Spojrzałam na dyrektora. Pojawiły mu się skrzydła. Uniósł się w powietrze, razem ze mną.
-Jesteś Kathriną. moją córką. To ja cię spłodziłem. To ty zostaniesz następczynią tronu, to ty powiedziesz nas do zwycięstwa- krzyczałam z bólu, płakałam.
-Puść mnie. Proszę, to boli.
-Oczywiście, że boli, bo jesteś tylko marnym człowiekiem, którego można zabić. Wasze życie jest jak świeczka, wystarczy nawet najmniejszy podmuch by zgasić płomień, w waszym przypadku życie.
-Słyszałeś co mówiła. Puść ją!-krzyknął Daniel i uniósł się również w powietrze
-jak sobie życzysz- czułam jak spadam. Nie umiałam nic powiedzieć. Głos mi zamarł. Już miałam uderzyć w ziemię, gdy poczułam, że jestem w czyiś ramionach.
-Cześć malutka-powiedział Adrian.
-Puść mnie, nie będę nigdy taka jak ty, a tym bardziej nie będę z tobą.
-Zobaczymy jeszcze-powiedział i położył mnie na ziemi. Zniknął, a razem z nim mój ojciec. nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. tego było za dużo.
-Nina?-podeszła do mnie Agnes.
-kim ja właściwie jestem?-zapytałam ją łamiącym się głosem.
-To nie ze mną powinnaś rozmawiać na ten temat.-Daniel ci to wszystko wytłumaczy.
-Dlaczego nie zrobił tego wcześniej?-zapytałam, podkulając nogi do brzucha.
-Chciał wiedzieć, ze będziesz gotowa, ale niestety sytuacja go do tego zmusza, by powiedzieć ci to teraz-Agnes dotknęłam mojego ramienia, gdzie pozostały rany, po mocnym uścisku mojego ojca. Poczułam kojące ciepło, a chwilę później nie bolało mnie już nic. Dosłownie.
-Co zrobiłaś?
-Uleczyłam cię ze wszystkiego, wliczając w to kark i nogi, więc tego nie będziesz już potrzebować-ściągnęła mi kołnierz i jakimś cudem zniknął mi gips.
-jak?
-Nasza tajemnica. Jeszcze jedna rzecz-powiedziała, uśmiechając się. Nachyliła się i założyła mi złoty naszyjnik.-Pilnuj go następnym razem.
-Nina!-usłyszałam czyjś krzyk i kroki.
-Daniel!-wstałam i pobiegłam do niego. Chwycił mnie i przytulił. Schował swoją głowę w moje włosy.
-Przepraszam cię, nie powinienem cię zostawiać, ale dałem się złapać, a potem...
-Cii... spokojnie. Już wszystko dobrze-przerwałam mu.- Ale będziemy musieli naprawdę długo porozmawiać.
--------------------------------
I jak wrażenia? Trochę nieudany ten rozdział, tak z dupy wyciągnięty, ale co zrobić. Deszcz mi najwidoczniej nie służy. Czekam na wasze opinie w komentarzach :)
Dodatkowa informacja ----------> Zaczęłam pracować na zwiatunowni http://zwiastuny-doublenik.blogspot.com/. Jak ktoś by chciał zamówić u mnie zwiastun, to zapraszam ~Paulina :)
-Nie płacz-powiedział dyrektor, czy jak kto woli mój ojciec.-Nareszcie będziemy razem. Zaznasz w końcu szczęście z Adrianem.
-Nie-usłyszałam krzyk Agnes. Mężczyzna odwrócił się i uderzył w brzuch nadlatującą anielicę. Dziewczyna uderzyła o ścianę i straciła przytomność. Jej skrzydła zniknęły, tak szybko jak się pojawiły.
-Może chcesz coś powiedzieć?-zapytał dyrektor lub mój ojciec.
-Gdzie jest Daniel?
-Martwisz się o swojego wroga, ale to się za chwilę zmieni-szepnął mi do ucha. Przeszedł mnie dreszcz. Co ja mam zrobić?
-Przywołaj go!-usłyszałam głos w mojej głowie. To jest dobry pomysł, ale nie mogę tego zrobić. Daniel mi zabronił, ale jeśli go nie przywołam, to stanę się Anielicą i będę z Adrianem. Nie mogę do tego dopuścić. Jak ja mam to zrobić? Przypomniała mi się chwila, gdy byłam zamknięta w składziku. Zamknęłam oczy i skupiłam się na jasnym świetle, które, próbowało się przebić przez ciemność. Z każdą chwilą, światełko się przybliżało. Skupiłam się najbardziej jak mogłam. Ciemność zamieniła się w jasność. Zobaczyłam znów blondyna, odwrócił się do mnie. Zobaczyłam, że ma zielone oczy, tak jak Daniel, ale on nie był nim.
-Kim jesteś-zapytałam.
-Nie rób tego-odezwał się nieznajomy.-Będziesz tego później żałować. Daniel jest już w drodze. Nie przywołuj go.
-Nieee!-usłyszałam czyjś gardłowy krzyk. Cała sceneria znikła i znów pojawiła się szkoła. Mój "ojciec" krzyczał, a inni aniołowie byli w gotowości do walki. Nie wiedziałam o co im chodzi, ale można się domyśleć, że nadlatuje Daniel. Miałam rację, a na dodatek nie był sam. Za nim leciała świta Stróżów.
-Puść ją-krzyknął mój Stróż i wylądował w pobliżu, a inni stali za nimi również w gotowości do walki.
-myślisz, że oddam ci moją córkę? Ona należy do mnie i nikomu jej nie oddam- usłyszałam ciche chrząknięcia. Odwróciłam wzrok i zobaczyłam Adriana.-No chyba, że oto temu panu, a teraz uciekajcie.
-Nie odejdę bez niej, a nie chce pobudzać jeszcze bardziej naszego konfliktu.
-I tak już pokój wisi na bardzo cienkim włosku, więc nam to nie robi różnicy czy wojna rozpocznie się teraz czy później. Jesteśmy przygotowani na każdą chwile.
-Jak widzisz myt też-powiedział Daniel wskazując na swoje towarzystwo. Chciałam coś zrobić, a nie stać bezczynnie. zaczęłam się szarpać.
-Stój spokojnie albo się to źle skończy.
-Nie groź jej.
-Kto powiedział, ze jej grożę, równie dobrze to mogło być skierowane do ciebie-powiedział z szyderczym uśmiechem. W oczach Daniela, przez krótką chwilę zobaczyłam strach, który od razu zniknął. Powiedział cos czego nie zrozumiałam. Wypowiedziane słowa bardzo mnie zdziwiły, bo aniołowie odlecieli.
-To jest walka pomiędzy tobą, a mną, więc nie wtrącaj w to innych- powiedział mój stróż i wskazał na naszych przeciwników.
-Dobrze, ale jednego zostawię.
-Dobrze, ale ja także kogoś wybiorę.
-Adrian!
-Agnes!
-Przecież ona jest nieprzytomna-zaśmiał się dyrektor, wzmacniając swój uścisk na moim ramieniu. Syknęłam cicho z bólu, na co Daniel od razu zareagował. Na jego twarzy pojawił się ból.
-Nie bądź nigdy taki pewny- powiedział kobiecy głos. Agnes. Wyglądała jakby nic się wcześniej nie stało. Podeszła do Daniela i stanęła obok niego.-A teraz ładnie cię prosimy byś oddał nam Ninę.
-To nie jest Nina!-krzyknął mój ojciec.-To wy ją tak nazwaliście. On była, jest i będzie Kathriną!
-Jestem Nina-szepnęłam cicho. Krzyknęłam z bólu. Poczułam, że coś mi się wbija w ramię. Pazury? Spojrzałam na dyrektora. Pojawiły mu się skrzydła. Uniósł się w powietrze, razem ze mną.
-Jesteś Kathriną. moją córką. To ja cię spłodziłem. To ty zostaniesz następczynią tronu, to ty powiedziesz nas do zwycięstwa- krzyczałam z bólu, płakałam.
-Puść mnie. Proszę, to boli.
-Oczywiście, że boli, bo jesteś tylko marnym człowiekiem, którego można zabić. Wasze życie jest jak świeczka, wystarczy nawet najmniejszy podmuch by zgasić płomień, w waszym przypadku życie.
-Słyszałeś co mówiła. Puść ją!-krzyknął Daniel i uniósł się również w powietrze
-jak sobie życzysz- czułam jak spadam. Nie umiałam nic powiedzieć. Głos mi zamarł. Już miałam uderzyć w ziemię, gdy poczułam, że jestem w czyiś ramionach.
-Cześć malutka-powiedział Adrian.
-Puść mnie, nie będę nigdy taka jak ty, a tym bardziej nie będę z tobą.
-Zobaczymy jeszcze-powiedział i położył mnie na ziemi. Zniknął, a razem z nim mój ojciec. nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. tego było za dużo.
-Nina?-podeszła do mnie Agnes.
-kim ja właściwie jestem?-zapytałam ją łamiącym się głosem.
-To nie ze mną powinnaś rozmawiać na ten temat.-Daniel ci to wszystko wytłumaczy.
-Dlaczego nie zrobił tego wcześniej?-zapytałam, podkulając nogi do brzucha.
-Chciał wiedzieć, ze będziesz gotowa, ale niestety sytuacja go do tego zmusza, by powiedzieć ci to teraz-Agnes dotknęłam mojego ramienia, gdzie pozostały rany, po mocnym uścisku mojego ojca. Poczułam kojące ciepło, a chwilę później nie bolało mnie już nic. Dosłownie.
-Co zrobiłaś?
-Uleczyłam cię ze wszystkiego, wliczając w to kark i nogi, więc tego nie będziesz już potrzebować-ściągnęła mi kołnierz i jakimś cudem zniknął mi gips.
-jak?
-Nasza tajemnica. Jeszcze jedna rzecz-powiedziała, uśmiechając się. Nachyliła się i założyła mi złoty naszyjnik.-Pilnuj go następnym razem.
-Nina!-usłyszałam czyjś krzyk i kroki.
-Daniel!-wstałam i pobiegłam do niego. Chwycił mnie i przytulił. Schował swoją głowę w moje włosy.
-Przepraszam cię, nie powinienem cię zostawiać, ale dałem się złapać, a potem...
-Cii... spokojnie. Już wszystko dobrze-przerwałam mu.- Ale będziemy musieli naprawdę długo porozmawiać.
--------------------------------
I jak wrażenia? Trochę nieudany ten rozdział, tak z dupy wyciągnięty, ale co zrobić. Deszcz mi najwidoczniej nie służy. Czekam na wasze opinie w komentarzach :)
Dodatkowa informacja ----------> Zaczęłam pracować na zwiatunowni http://zwiastuny-doublenik.blogspot.com/. Jak ktoś by chciał zamówić u mnie zwiastun, to zapraszam ~Paulina :)
czwartek, 23 kwietnia 2015
poniedziałek, 30 marca 2015
Rozdział 24
Autor:
Palela
-Mamo, to jest ostatnia szansa, by się wycofać. Możemy to jeszcze zrobić. Uda nam się.
-Nina, skończ już-powiedziała mama prowadząc samochód. Kierunek? Szkoła. Przez ostatni czas próbowałam ją przekonać, by pozostać jeszcze w domu, ale nie dała się przekonać.
-A co jeśli będą się ze mnie śmiać?
-To zaznają mojego gniewu-zaśmiała się.
-Mówisz na serio?- mama pokręciła tylko głową i westchnęła zrezygnowana.
-Jak wejdziesz do szkoły, to twoim pierwszym kierunkiem jest gabinet dyrektora-teraz to ja westchnęłam. Nie znałam go za bardzo, a widziałam go tylko na rozpoczęciu. Tak właściwie, to byłam tylko dwa dni w szkole, a wracam po dwóch miesiącach. Podniosłam wzrok do góry, bo głową nie za bardzo umiałam ruszać. Biały kołnierz mi bardzo przeszkadzał.
-Mamo?
-Co słonko?
-A co jeśli mnie wyrzucą, bo nie nadążam z materiałem?-zapadła głucha cisza, nawet w jakiś tajemniczy sposób radio zamilkło.
-Nie zrobią tego-powiedziała stanowczo mama, wpatrując się w drogę.
-Skąd jesteś tego taka pewna?
-Po prostu jestem-powiedziała i zatrzymała się z piskiem opon na parkingu szkolnym. Pasy bezpieczeństwa lekko wbiły się w moje i tak jeszcze obolałe ciało. Jęknęłam cicho.-Przepraszam.
-Nic się nie stało-powiedziałam, otwierając drzwi. pierw wyciągnęłam kule, a potem siebie samą. Trzasnęłam drzwiami.
-Wszystko będzie dobrze-powiedziała mama, przez okno.
-Jasne, jasne-mruknęłam pod nosem i ruszyłam w stronę szkoły. już na początku przywitały mnie schody, a przy okazji szepty uczniów. By się nie wyróżniać, założyłam specjalnie szarą bluzkę i jakiś czarny dres, bo przez gips nie mogłam chodzić w jeansach. Plecak, który miałam na ramionach, dawał się we znaki. Za sobą miałam już 5 schodków, zostały jeszcze dwa, kiedy nagle usłyszałam za sobą głos.
-Może ci pomóc?
-Nie trzeba-powiedziałam ostro. Wiem dokładnie do kogo należał ten głos i naprawdę nie chciałam mieć z tą osobą nic do czynienia. Skoczyłam na kolejny schodek i kolejny. Byłam przed drzwiami, ale pierw się odwróciłam. Dziewczyna stała jeszcze przed schodami.-Nie zbliżaj się do mnie.
-Nina...?
-Nie! Już wszystko wiem!-powiedziałam szeptem, ale wiedziałam, że dziewczyna to usłyszy.-Zostaw mnie w spokoju, albo pożałujesz, Tori.
-A co, napadnie na mnie Twój jakże wspaniały Stróż? A w ogóle widzisz go gdzies tu?- rozejarzałam się. Faktycznie, nie widziałam go nigdzie. Go ani jego samochodu.-Nikt cię nie obroni.
-Zdziwiłabyś się-powiedziałam ostro. Tori zaśmiała mi się tylko w twarz i wyciągnęła rękę, by mnie dotknąć.
-Nie dotykaj jej-usłyszałyśmy głos trzeci.
-Hej Adrian-powiedziałam z uśmiechem.-Jednak nie jesteście już tacy silni.
-My może nie, ale ludzie tak-szepnął mi do ucha, przechodząc obok mnie razem z Tori. Westchnęłam.
-Nina?
-Michael?-zobaczyłam chłopaka, z którym na początku siedziałam na biologii.
-Nie wierzę, że już wróciłaś.
-Ja też nie-uśmiechnęłam się.
-Jak się czujesz?
-Lepiej niż miesiąc temu-właśnie w tej chwili zadzwonił dzwonek. Przeklnęłam pod nosem.-Muszę już iść. Do zobaczenia.
-Może ci pomóc?-zapytał jeszcze Michael.
-Nie dzięki, poradzę sobie-powiedziałam i weszłam do szkoły. Westchnęłam, widząc uczniów biegnących do sal, by tylko być przed nauczycielem. Poszłam szukać gabinetu dyrektora. Nadal nie wiem, gdzie co jest. Postanowiłam, pójść do sekretariatu. Może tam udzielą mi informacji. Zapukałam, a drzwi się same otworzyły. Stanęłam oko w oko z dyrektorem.-Dzień dobry.
-Dzień dobry-odpowiedział i zlustrował mnie wzrokiem, zatrzymał się na kulach i kołnierzu.-Nina, jak mniemam.
-Właśnie, moja mama kazała mi się zgłosić do pana.
-Dokładnie, to chodźmy do mnie-powiedział i ruszył przede mną. Nie zważał uwagi na moje tempo, które było gorsze od ślimaka. Doszliśmy do schodów.-Dasz radę?
-Jakoś będę musiała-westchnęłam. Wzięłam kule do jednej ręki i zaczęłam skakać. Schodek po schodku.
-Daj mi plecak, będzie ci lżej.
-Jakoś sobie poradzę, ale dziękuję.
-Ale ja mówię na poważnie, daj mi plecak-powiedział z nutą niecierpliwości w głosie. Ściągnęłam plecak i podałam go dyrektorowi. Od razu poczułam ulgę, że nie mam zbędnego ciężaru na plecach.
-Dziękuje panu bardzo-powiedziałam, a dyrektor się tylko uśmiechnął i ruszył dalej. Strome schody nie ułatwiały mi wejścia na górę. Podniosłam za mocną głowę i poczułam mocny ból w karku. Musiałam przystanąć. W oczach pojawiły mi się łzy. Starłam się je odgonić, ale nie za bardzo mi to wyszło.
-Nina?-powiedział dyrektor, podchodząc do mnie. Kucnął przy mnie.-Wszystko w porządku?
-Nic nie jest w porządku- powiedziałam, trzęsącym się głosem.
-Wszystko będzie dobrze-stwierdził dyrektor i wyciągnął rękę by mnie pocieszyć. Gdy tylko dotknął mojej skóry odsunął się gwałtownie i syknął z bólu. Szybko wstałam i zaczęłam się wycofywać. To nic, że trwało to dłużej niż wchodzenie po schodach. Poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę, ale od razu puszcza z głośnym sykiem i setką przekleństw. Byłam już na dole. Na powierzchni płaskiej radziłam sobie lepiej niż na schodach.-Nina stój!
-Zostaw mnie! Zostawcie mnie wszyscy. Nigdy nie będę taka jak-powiedziałam i byłam już przy wejściu, kiedy coś mnie zatrzymało. To było dziwne COŚ. Chciałam się ruszyć, ale nie potrafiłam. nie czułam swoich części ciała, choćby były one sparaliżowane. Zobaczyłam dyrektora i jakąś kobietę. Mężczyzna szepnął jej coś do ucha, a ona ruszyła prosto na mnie.
-Nie bój się mnie, nic ci nie zrobię-powiedziała kojącym głosem. Zobaczyłam, że kilka osób doszło do naszego towarzystwa. Byli to między innymi Adam, Adrian, Tori i ludzie, których wcześniej nie wdziałam.-Będziesz teraz robić to co ci każe, rozumiesz?
-Tak-powiedziałam, nie zastanawiając się nad odpowiedzią. Wszyscy się uśmiechnęli.
-Ściągnij pierw swój kołnierz-powiedziała blondynka, patrząc prosto w moje oczy. Zrobiłam co mi kazała.-A teraz ściągnij łańcuszek, który dostałaś od Daniela.
-Nie!-usłyszałam czyjś krzyk. To była Agnes.
-Zróbcie coś z nią-powiedział dyrektor do Adama i Tori. oby dwóm pojawiły się skrzydła i ruszyli prosto na Agnes. u niej również zobaczyłam ogromne skrzydła, tylko w przeciwieństwie do Adama miale je śnieżnobiałe. Dyrektor spojrzał na blondynkę.-Kontynuuj.
-Ściągnij naszyjnik-moje ręce powędrowały do zapięcia wisiorka. Odpięłam go. Złoto upadła na ziemię, a ja poczułam się goła.
-Przywitajmy z powrotem w szeregach moją córkę. Następczynię tronu. Katherine Darkful-powiedział dyrektor, a ja oniemiałam.
-------------------------------------
No i jak? Udało mi się was zaskoczyć? Tak w ogóle to czyta ktoś tego bloga, bo nie jestem pewna ;/ Nie pozostawiacie po sobie żadnych śladów ;/
-Nina, skończ już-powiedziała mama prowadząc samochód. Kierunek? Szkoła. Przez ostatni czas próbowałam ją przekonać, by pozostać jeszcze w domu, ale nie dała się przekonać.
-A co jeśli będą się ze mnie śmiać?
-To zaznają mojego gniewu-zaśmiała się.
-Mówisz na serio?- mama pokręciła tylko głową i westchnęła zrezygnowana.
-Jak wejdziesz do szkoły, to twoim pierwszym kierunkiem jest gabinet dyrektora-teraz to ja westchnęłam. Nie znałam go za bardzo, a widziałam go tylko na rozpoczęciu. Tak właściwie, to byłam tylko dwa dni w szkole, a wracam po dwóch miesiącach. Podniosłam wzrok do góry, bo głową nie za bardzo umiałam ruszać. Biały kołnierz mi bardzo przeszkadzał.
-Mamo?
-Co słonko?
-A co jeśli mnie wyrzucą, bo nie nadążam z materiałem?-zapadła głucha cisza, nawet w jakiś tajemniczy sposób radio zamilkło.
-Nie zrobią tego-powiedziała stanowczo mama, wpatrując się w drogę.
-Skąd jesteś tego taka pewna?
-Po prostu jestem-powiedziała i zatrzymała się z piskiem opon na parkingu szkolnym. Pasy bezpieczeństwa lekko wbiły się w moje i tak jeszcze obolałe ciało. Jęknęłam cicho.-Przepraszam.
-Nic się nie stało-powiedziałam, otwierając drzwi. pierw wyciągnęłam kule, a potem siebie samą. Trzasnęłam drzwiami.
-Wszystko będzie dobrze-powiedziała mama, przez okno.
-Jasne, jasne-mruknęłam pod nosem i ruszyłam w stronę szkoły. już na początku przywitały mnie schody, a przy okazji szepty uczniów. By się nie wyróżniać, założyłam specjalnie szarą bluzkę i jakiś czarny dres, bo przez gips nie mogłam chodzić w jeansach. Plecak, który miałam na ramionach, dawał się we znaki. Za sobą miałam już 5 schodków, zostały jeszcze dwa, kiedy nagle usłyszałam za sobą głos.
-Może ci pomóc?
-Nie trzeba-powiedziałam ostro. Wiem dokładnie do kogo należał ten głos i naprawdę nie chciałam mieć z tą osobą nic do czynienia. Skoczyłam na kolejny schodek i kolejny. Byłam przed drzwiami, ale pierw się odwróciłam. Dziewczyna stała jeszcze przed schodami.-Nie zbliżaj się do mnie.
-Nina...?
-Nie! Już wszystko wiem!-powiedziałam szeptem, ale wiedziałam, że dziewczyna to usłyszy.-Zostaw mnie w spokoju, albo pożałujesz, Tori.
-A co, napadnie na mnie Twój jakże wspaniały Stróż? A w ogóle widzisz go gdzies tu?- rozejarzałam się. Faktycznie, nie widziałam go nigdzie. Go ani jego samochodu.-Nikt cię nie obroni.
-Zdziwiłabyś się-powiedziałam ostro. Tori zaśmiała mi się tylko w twarz i wyciągnęła rękę, by mnie dotknąć.
-Nie dotykaj jej-usłyszałyśmy głos trzeci.
-Hej Adrian-powiedziałam z uśmiechem.-Jednak nie jesteście już tacy silni.
-My może nie, ale ludzie tak-szepnął mi do ucha, przechodząc obok mnie razem z Tori. Westchnęłam.
-Nina?
-Michael?-zobaczyłam chłopaka, z którym na początku siedziałam na biologii.
-Nie wierzę, że już wróciłaś.
-Ja też nie-uśmiechnęłam się.
-Jak się czujesz?
-Lepiej niż miesiąc temu-właśnie w tej chwili zadzwonił dzwonek. Przeklnęłam pod nosem.-Muszę już iść. Do zobaczenia.
-Może ci pomóc?-zapytał jeszcze Michael.
-Nie dzięki, poradzę sobie-powiedziałam i weszłam do szkoły. Westchnęłam, widząc uczniów biegnących do sal, by tylko być przed nauczycielem. Poszłam szukać gabinetu dyrektora. Nadal nie wiem, gdzie co jest. Postanowiłam, pójść do sekretariatu. Może tam udzielą mi informacji. Zapukałam, a drzwi się same otworzyły. Stanęłam oko w oko z dyrektorem.-Dzień dobry.
-Dzień dobry-odpowiedział i zlustrował mnie wzrokiem, zatrzymał się na kulach i kołnierzu.-Nina, jak mniemam.
-Właśnie, moja mama kazała mi się zgłosić do pana.
-Dokładnie, to chodźmy do mnie-powiedział i ruszył przede mną. Nie zważał uwagi na moje tempo, które było gorsze od ślimaka. Doszliśmy do schodów.-Dasz radę?
-Jakoś będę musiała-westchnęłam. Wzięłam kule do jednej ręki i zaczęłam skakać. Schodek po schodku.
-Daj mi plecak, będzie ci lżej.
-Jakoś sobie poradzę, ale dziękuję.
-Ale ja mówię na poważnie, daj mi plecak-powiedział z nutą niecierpliwości w głosie. Ściągnęłam plecak i podałam go dyrektorowi. Od razu poczułam ulgę, że nie mam zbędnego ciężaru na plecach.
-Dziękuje panu bardzo-powiedziałam, a dyrektor się tylko uśmiechnął i ruszył dalej. Strome schody nie ułatwiały mi wejścia na górę. Podniosłam za mocną głowę i poczułam mocny ból w karku. Musiałam przystanąć. W oczach pojawiły mi się łzy. Starłam się je odgonić, ale nie za bardzo mi to wyszło.
-Nina?-powiedział dyrektor, podchodząc do mnie. Kucnął przy mnie.-Wszystko w porządku?
-Nic nie jest w porządku- powiedziałam, trzęsącym się głosem.
-Wszystko będzie dobrze-stwierdził dyrektor i wyciągnął rękę by mnie pocieszyć. Gdy tylko dotknął mojej skóry odsunął się gwałtownie i syknął z bólu. Szybko wstałam i zaczęłam się wycofywać. To nic, że trwało to dłużej niż wchodzenie po schodach. Poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę, ale od razu puszcza z głośnym sykiem i setką przekleństw. Byłam już na dole. Na powierzchni płaskiej radziłam sobie lepiej niż na schodach.-Nina stój!
-Zostaw mnie! Zostawcie mnie wszyscy. Nigdy nie będę taka jak-powiedziałam i byłam już przy wejściu, kiedy coś mnie zatrzymało. To było dziwne COŚ. Chciałam się ruszyć, ale nie potrafiłam. nie czułam swoich części ciała, choćby były one sparaliżowane. Zobaczyłam dyrektora i jakąś kobietę. Mężczyzna szepnął jej coś do ucha, a ona ruszyła prosto na mnie.
-Nie bój się mnie, nic ci nie zrobię-powiedziała kojącym głosem. Zobaczyłam, że kilka osób doszło do naszego towarzystwa. Byli to między innymi Adam, Adrian, Tori i ludzie, których wcześniej nie wdziałam.-Będziesz teraz robić to co ci każe, rozumiesz?
-Tak-powiedziałam, nie zastanawiając się nad odpowiedzią. Wszyscy się uśmiechnęli.
-Ściągnij pierw swój kołnierz-powiedziała blondynka, patrząc prosto w moje oczy. Zrobiłam co mi kazała.-A teraz ściągnij łańcuszek, który dostałaś od Daniela.
-Nie!-usłyszałam czyjś krzyk. To była Agnes.
-Zróbcie coś z nią-powiedział dyrektor do Adama i Tori. oby dwóm pojawiły się skrzydła i ruszyli prosto na Agnes. u niej również zobaczyłam ogromne skrzydła, tylko w przeciwieństwie do Adama miale je śnieżnobiałe. Dyrektor spojrzał na blondynkę.-Kontynuuj.
-Ściągnij naszyjnik-moje ręce powędrowały do zapięcia wisiorka. Odpięłam go. Złoto upadła na ziemię, a ja poczułam się goła.
-Przywitajmy z powrotem w szeregach moją córkę. Następczynię tronu. Katherine Darkful-powiedział dyrektor, a ja oniemiałam.
-------------------------------------
No i jak? Udało mi się was zaskoczyć? Tak w ogóle to czyta ktoś tego bloga, bo nie jestem pewna ;/ Nie pozostawiacie po sobie żadnych śladów ;/
sobota, 7 marca 2015
Rozdział 23
Autor:
Palela
Z dnia na dzień czułam się już coraz lepiej, ale nie na tyle by pójść do szkoły. W końcu pewnego dnia, mama się oburzyła i oznajmiła mi prosto w twarz. "Od następnego tygodnia wracasz do szkoły". Byłam zdziwiona, że chce mnie już wysłać, ale ona tłumaczyła się tym, że mam już i tak za duże zaległości w szkole. Przekazała mi również, że dzwoniła do nauczycielki by porozmawiała z innymi na temat jakiś korepetycji, bo wie, że nie dam dobie rady.
-Mamo, miej trochę wiary we mnie-westchnęłam, popijając sok pomarańczowy. Siedziałam przed telewizorem i oglądałam jeden z moich ulubionych seriali.-Daj mi jeszcze trochę czasu. Nie jestem do końca w stanie zrobić wszystkiego.
-Na przykład czego?-popatrzyła na mnie unosząc jedną brew. Jej brązowe oczy wpatrywały się prosto we mnie.
-No tego i tamtego... Oh weź daj mi na razie daj mi spokój-powiedziałam i opadłam na poduszki. Skrzywiłam się lekko, bo uderzyłam karkiem.
-Nina, wszystko w porządku?-zapytała i usiadła obok mnie.
-Tak, to taki przejściowy stan, ale co tam, skoro chcesz mnie do szkoły wysłać.
-Nina zrozum...
-Nie tłumacz się-przerwałam jej.-Idę do siebie, bo i tak nie wiem o co chodzi w tym odcinku.
Wzięłam szklankę soku i zaczęłam wdrapywać się po schodach. Takie wspinaczki były jeszcze dla mnie męczące, bo nie mogłam ciągle mieć podniesionej głowy, bo ból stawał się coraz bardziej natarczywy. Kiedy byłam już u góry i weszłam do pokoju, zobaczyłam, że okno jest otwarte. "Powtórka z rozrywki?" Przemknęło mi przez myśl, przypominając sobie wydarzenia sprzed wypadku. podeszłam do okna i je zamknęłam. Na zewnątrz było pochmurnie. Ciemne chmury zbierały się nad miastem, w każdej chwili mogło zacząć padać. Drzewa pozbyły się już swoich liści, a teraz trzęsły się z zimna. Pierwsze krople deszcze uderzyły o szybę okna. Odwróciłam się i zatkało mnie, to co zobaczyłam.
-Adrian-wycedziłam przez zęby. Chłopak leżał na moim łóżku i przeglądał książkę, którą aktualnie teraz czytam.-wynoś się z mojego domu, bo zaczną krzyczeć.
-Wiesz bardzo interesująca jest ta książka. Pożyczysz mi ją?-powiedział trzymając w ręcę egzemplarz Holmesa.
-Adrian, wynoś się stad-powiedziałam już nieco głośniej. Chłopak spojrzał na mnie i rzucił gdzieś książką. Pisnęłam cicho, ale opanowałam się. Byłam przeciwna takiemu traktowaniu książek.
-Nina, nie denerwuj się. Nie możesz się denerwować. Nie w tym stanie.
-A co ja w ciąży jestem?-zaśmiałam się.
-A nie?
-Weź mnie nie wkurzaj i się wynoś.
-Nie jesteś ciekawa, co ja tu robię?
-Jak tak mówisz... to nie, a teraz wypier...
-Oj nie ładnie tak przeklinać, widzisz była byś idealną anielicą ciemności-uśmiechnął się i podszedł do mnie. Zaczęłam się cofać, aż natrafiłam na ścianę. Adrian uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wyciągnął rękę, chcąc dotknąć mojego policzka. Nagle odsunął ją i syknął cicho. Zaklnął pod nosem. Spojrzał na moją szyję. Byłam zdziwiona, tym co się przed chwila stało.- Skąd to masz?
-Kołnierz dostałam w szpitalu.
-Nie denerwuj mnie jeszcze bardziej! Skąd masz naszyjnik-krzyknął. Bałam się, że w każdej chwili może wejść mama i zobaczy mnie przyciśniętą do ściany, kiedy obok mnie stoi jakiś chłopak.
-Jaki naszyjnik?-postanowiłam udawać głupią i udawać, że nie wiem o co chodzi.
-Ten naszyjnik-powiedział, naciągając mi bluzkę, tak że mój biust był na wierzchu, a naszyjnik połyskiwał na moim ciele. Adrian jednak szybko wziął rekę z cichym sykiem.
-Zostaw ją zboczeńcu!- usłyszałam głoś trzeci.
-Daniel-westchnęłam cicho z ulgą. Byłam bezpieczna. Adrian nic mi nie zrobi, nie przy Danielu.
-Widzę, że Anioł Stróż w końcu zatroszczył się o swoją podopieczną. Może podzielisz się ze mną skąd go masz?
-Kupiłem od skrzata pod grzybem w lesie-powiedział drwiąco i przybliżył się do nas. Chciałam podbiec do Daniela, ale Adrian zasłonił mnie swoim ciałem, ale starał się mnie nie dotknąć.-A tak na poważnie, to odsuń się od Niny.
- I tak nic tu po mnie-westchnął teatralnie i ruszył w stronę okna. Z łatwością je otworzył i wyskoczył. krzyknęłam i zobaczyłam, że unosi się w powietrzu . Zapomniałam, że ma skrzydła. Skrzydła koloru czarnego. Skrzydła Upadłego Anioła.
-Wyjaśnisz mi o co tu chodzi?-zapytałam, podchodząc do Daniela.
-Nie ma tu nic skomplikowanego. naszyjnik, sprawia, że żaden Anioł Ciemności nie może cię dotknąć.
-To już nie mam czego się bać-uśmiechnęłam się do niego.
-Ale są dwa ale.
-Aż dwa?-pokiwał smutno głową.
-Pierwsze ALE, jeśli sama pozwolisz aby anioł Ciemności Cię dotknął, to naszyjnik traci moc na zawsze. obojętnie czy udzielisz pozwolenia Adrianowi czy komu innemu, to naszyjnik przestaje działać.
-A drugie ALE?
-Nie działa na ludzi.
-Możesz rozwinąć swoją myśl?
-Anioły mogą wykorzystać jakiegoś człowieka by się do ciebie zbliżył.
-To poważne.
-Bardzo, więc nie polegaj za bardzo na tym naszyjniku.
-Ale będziesz obok mnie?-zapytałam i przytuliłam się do Mojego Stróża.
-Będą, będę-powiedział i pocałował mnie w czoło.
---------------------------------------------------------------------
Chciałam was przeprosić za tak długą nieobecność, ale nie miałam czasu by cokolwiek napisać. Planowałam rozdział dodać tydzień temu, ale chwyciła mnie taka choroba, że nie umiałam się ruszać, więc dodaję rozdział dzisiaj. liczę, że wam się podoba i pozostawicie jakieś ślady po sobie. :)
-Mamo, miej trochę wiary we mnie-westchnęłam, popijając sok pomarańczowy. Siedziałam przed telewizorem i oglądałam jeden z moich ulubionych seriali.-Daj mi jeszcze trochę czasu. Nie jestem do końca w stanie zrobić wszystkiego.
-Na przykład czego?-popatrzyła na mnie unosząc jedną brew. Jej brązowe oczy wpatrywały się prosto we mnie.
-No tego i tamtego... Oh weź daj mi na razie daj mi spokój-powiedziałam i opadłam na poduszki. Skrzywiłam się lekko, bo uderzyłam karkiem.
-Nina, wszystko w porządku?-zapytała i usiadła obok mnie.
-Tak, to taki przejściowy stan, ale co tam, skoro chcesz mnie do szkoły wysłać.
-Nina zrozum...
-Nie tłumacz się-przerwałam jej.-Idę do siebie, bo i tak nie wiem o co chodzi w tym odcinku.
Wzięłam szklankę soku i zaczęłam wdrapywać się po schodach. Takie wspinaczki były jeszcze dla mnie męczące, bo nie mogłam ciągle mieć podniesionej głowy, bo ból stawał się coraz bardziej natarczywy. Kiedy byłam już u góry i weszłam do pokoju, zobaczyłam, że okno jest otwarte. "Powtórka z rozrywki?" Przemknęło mi przez myśl, przypominając sobie wydarzenia sprzed wypadku. podeszłam do okna i je zamknęłam. Na zewnątrz było pochmurnie. Ciemne chmury zbierały się nad miastem, w każdej chwili mogło zacząć padać. Drzewa pozbyły się już swoich liści, a teraz trzęsły się z zimna. Pierwsze krople deszcze uderzyły o szybę okna. Odwróciłam się i zatkało mnie, to co zobaczyłam.
-Adrian-wycedziłam przez zęby. Chłopak leżał na moim łóżku i przeglądał książkę, którą aktualnie teraz czytam.-wynoś się z mojego domu, bo zaczną krzyczeć.
-Wiesz bardzo interesująca jest ta książka. Pożyczysz mi ją?-powiedział trzymając w ręcę egzemplarz Holmesa.
-Adrian, wynoś się stad-powiedziałam już nieco głośniej. Chłopak spojrzał na mnie i rzucił gdzieś książką. Pisnęłam cicho, ale opanowałam się. Byłam przeciwna takiemu traktowaniu książek.
-Nina, nie denerwuj się. Nie możesz się denerwować. Nie w tym stanie.
-A co ja w ciąży jestem?-zaśmiałam się.
-A nie?
-Weź mnie nie wkurzaj i się wynoś.
-Nie jesteś ciekawa, co ja tu robię?
-Jak tak mówisz... to nie, a teraz wypier...
-Oj nie ładnie tak przeklinać, widzisz była byś idealną anielicą ciemności-uśmiechnął się i podszedł do mnie. Zaczęłam się cofać, aż natrafiłam na ścianę. Adrian uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wyciągnął rękę, chcąc dotknąć mojego policzka. Nagle odsunął ją i syknął cicho. Zaklnął pod nosem. Spojrzał na moją szyję. Byłam zdziwiona, tym co się przed chwila stało.- Skąd to masz?
-Kołnierz dostałam w szpitalu.
-Nie denerwuj mnie jeszcze bardziej! Skąd masz naszyjnik-krzyknął. Bałam się, że w każdej chwili może wejść mama i zobaczy mnie przyciśniętą do ściany, kiedy obok mnie stoi jakiś chłopak.
-Jaki naszyjnik?-postanowiłam udawać głupią i udawać, że nie wiem o co chodzi.
-Ten naszyjnik-powiedział, naciągając mi bluzkę, tak że mój biust był na wierzchu, a naszyjnik połyskiwał na moim ciele. Adrian jednak szybko wziął rekę z cichym sykiem.
-Zostaw ją zboczeńcu!- usłyszałam głoś trzeci.
-Daniel-westchnęłam cicho z ulgą. Byłam bezpieczna. Adrian nic mi nie zrobi, nie przy Danielu.
-Widzę, że Anioł Stróż w końcu zatroszczył się o swoją podopieczną. Może podzielisz się ze mną skąd go masz?
-Kupiłem od skrzata pod grzybem w lesie-powiedział drwiąco i przybliżył się do nas. Chciałam podbiec do Daniela, ale Adrian zasłonił mnie swoim ciałem, ale starał się mnie nie dotknąć.-A tak na poważnie, to odsuń się od Niny.
- I tak nic tu po mnie-westchnął teatralnie i ruszył w stronę okna. Z łatwością je otworzył i wyskoczył. krzyknęłam i zobaczyłam, że unosi się w powietrzu . Zapomniałam, że ma skrzydła. Skrzydła koloru czarnego. Skrzydła Upadłego Anioła.
-Wyjaśnisz mi o co tu chodzi?-zapytałam, podchodząc do Daniela.
-Nie ma tu nic skomplikowanego. naszyjnik, sprawia, że żaden Anioł Ciemności nie może cię dotknąć.
-To już nie mam czego się bać-uśmiechnęłam się do niego.
-Ale są dwa ale.
-Aż dwa?-pokiwał smutno głową.
-Pierwsze ALE, jeśli sama pozwolisz aby anioł Ciemności Cię dotknął, to naszyjnik traci moc na zawsze. obojętnie czy udzielisz pozwolenia Adrianowi czy komu innemu, to naszyjnik przestaje działać.
-A drugie ALE?
-Nie działa na ludzi.
-Możesz rozwinąć swoją myśl?
-Anioły mogą wykorzystać jakiegoś człowieka by się do ciebie zbliżył.
-To poważne.
-Bardzo, więc nie polegaj za bardzo na tym naszyjniku.
-Ale będziesz obok mnie?-zapytałam i przytuliłam się do Mojego Stróża.
-Będą, będę-powiedział i pocałował mnie w czoło.
---------------------------------------------------------------------
Chciałam was przeprosić za tak długą nieobecność, ale nie miałam czasu by cokolwiek napisać. Planowałam rozdział dodać tydzień temu, ale chwyciła mnie taka choroba, że nie umiałam się ruszać, więc dodaję rozdział dzisiaj. liczę, że wam się podoba i pozostawicie jakieś ślady po sobie. :)
poniedziałek, 9 lutego 2015
Rozdział 22
Autor:
Palela
Dni znów mijały powoli. Ta sama rutyna. Wstać, przeżyć, iść spać. Odwiedzała mnie tylko mama, Daniel już całkiem do mnie nie przychodził. Ja rozumiem, że jest pod kontrolą, ale mógłby dać jakiś znak, że przynajmniej żyje. Od momentu, kiedy Agnes przyszła, nie było przeprowadzonych żadnych ataków na mnie, więc mogłam spać spokojnie. W końcu nadszedł ten dzień, który według Agnes miał przynieść koniec obserwacji Daniela, a również w ten dzień mogłam wreszcie wrócić do domu. Prawda miałam jeszcze nogę w gipsie, a kark w kołnierzu, ale czułam się w miarę by móc wyjść ze szpitala bez poczucia winy. Wypis planowany był na godzinę 15.00, więc moja mama była o godzinie 14.00, by pomóc mi ze spakowaniem się. Gdy wybiła godzina 14.45, wyszłam z sali. Rzuciłam jeszcze okiem na salę, gdzie spędziłam tylko tydzień, ale było to o siedem dni za dużo. Nagle zobaczyłam coś błyszczącego, czego wcześniej nie zauważyłam. Podeszłam do tego i wzięłam do ręki. Była to spinka z czarnymi diamencikami. Na pewno jest ona Agnes. przemknęło mi przez myśl i schowałam ją do kieszeni. Wyszłam na korytarz, gdzie mama trzymała już wszystkie torby.
-Gotowa?-zapytała. Chciałam pokiwać głową, ale kołnierz mi nie pozwalał.
-Tak, wynośmy się stąd-powiedziałam, a mama się tylko zaśmiała. Podeszłyśmy na recepcje, gdzie miał czekać na nas lekarz, który mnie operował. Chyba miał mnie już dość, po tym miesiącu spędzenia ze sobą czasu, przeprowadzając zawsze ta samą rozmowę. To właśnie tego lekarza namówiłam, by mnie w końcu wypuścił, pod groźbą, że zacznę zabijać ludzi, bo nie zniosę kolejnej białej ściany, czy herbaty, która nie jest herbatą.
-A więc nas opuszczasz?-zapytał doktor.
-Tak, najwyższy czas. Mam dość tych wszystkich białych ścian, białej pościeli, białych ubrań.
-Chodźmy jeszcze do mnie do gabinetu, na ostatnie badania i porady-powiedział doktor i ruszył. Moja mama poszła od razu za nim, kiedy to ja gramoliłam się z kulami. Dobrze, że gabinet doktora znajdował się na parterze. Kiedy się doczłapałam, drzwi były już otwarte, a mama prowadziła jakąś zaciętą dyskusję z lekarzem. Wyłapałam tylko dwa słowa "Tabletki nasenne". Odchrząknęłam, a wtedy oby dwoje spojrzeli na mnie. Lekarz siedział za biurkiem, jak można się domyśleć-białym, wskazał mi miejsce na białym krześle.-Słyszałem, że masz problemy ze spaniem.
-Tak, to prawda. Często budzę się w nocy z krzykiem.
-To dziwne, bo podczas pobytu, nie miałaś takich napadów.
-To może przez tabletki-powiedziałam i spojrzałam na mamię, której wzrok najwyraźniej mówił "A nie mówiłam".
-Dobrze, jak tak uważasz, to przepiszę ci te tabletki, ale pamiętaj, jedna na noc, nie więcej, bo może się to źle skończyć- powiedział lekarz, wyciągając tabletki ze swojej szuflady i postawił je na biurku.-A teraz standardowe pytanie: Jak się czujesz?
-Już myślałam, że pan doktor nie zapyta-uśmiechnęłam się.- Dobrze, dobrze. Mogę już iść.
-Masz tu termin kontroli, na którą musisz być obowiązkowo, by zobaczyć, czy płuca do końca mają swój kształt. i na wymianę gipsu. Dobrze, to tyle.
-Bogu niech będą dzięki-powiedziałam i wstałam, kierując się w stronę drzwi, słyszałam jak mama idzie za mną. Odwróciłam się i rzuciłam ostatnie spojrzenie lekarzowi.- Dziękuję bardzo. Do widzenia.
-Do zobaczenia-odpowiedział, a my z mamą wyszłyśmy.. Szybko ruszyłyśmy do samochodu. Kiedy zapinałam pas, spojrzałam na szpital, gdzie leżałam przez ponad miesiąc. Miesiąc, w którym mogłam poznać nowych znajomych, być szczęśliwa. Pozostawiłam za sobą smutny obraz szpitala, chorób, pacjentów i cholernej bieli. Dopiero teraz to do mnie dotarło. Biel jest symbolem Aniołów Stróży. Aniołowie Mroku nienawidzili bieli. Teraz jest to potwierdzeniem moich hipotezy. Była i staję się powoli Anielicą Ciemności..
-Nad czym się tak zastanawiasz?- wyrwała mnie mama z zamyślenia.
-Nic, tak jakoś... mamo, a co ze szkołą?-zapytałam. Matka tylko westchnęła.
-Będziesz musiała to nadrobić-powiedziała i się zatrzymała pod naszym domem. Uśmiechnęłam się na jego widok. Nareszcie będę mogła się wyspać w moim łóżku. Na samą tą myśl się rozpromieniłam. Otworzyłam drzwi iw wyszłam ze samochodu. Mama rzuciła mi klucze. Złapałam je i od razu ruszyłam w stronę drzwi. Gdy tylko je otworzyłam, usłyszałam krzyk.
-Niespodzianka- zobaczyłam tam Daniela.
-Co ty tu robisz?-zapytałam ze zdziwieniem.
-Świętuje twoje przybycie do domu-jęknęłam tylko.
-Nie mam na nic ochoty, tylko na leżenie godzinami w moim łóżku.
-Jak tam chcesz, ale pierw przyjmij ode mnie prezent, który ci pomoże wrócić szybko do zdrowia-powiedział i wyciągnął z kieszeni małe pudełeczku. Podał mi je już otworzone. W pudełeczku leżał srebrny naszyjnik. W samym centrum znajdowała się zawieszka, w kształcie skrzydeł Anioła.
-Jest cudowny-powiedziałam. Daniel wyciągnął naszyjnik.
-Pozwolisz?
-Oczywiście- odwróciłam się plecami do Anioła. Poczułam zimny metal na szyi.-Jak to zrobiłeś?
-Ale co?
-Przecież mam kołnierz.
-Anielskie sztuczki.
-Jeszcze raz dziękuję.
-Czy ktoś mi pomoże z walizkami?-usłyszeliśmy głos mamy, dobiegający z samochodu. Chyba wiedziała co się święci i specjalnie zaczekała w aucie. Daniel poszedł w jej stronę i jej pomógł, a ja za ten czas leżałam na naszej kanapie, która nie była biała.
-Gotowa?-zapytała. Chciałam pokiwać głową, ale kołnierz mi nie pozwalał.
-Tak, wynośmy się stąd-powiedziałam, a mama się tylko zaśmiała. Podeszłyśmy na recepcje, gdzie miał czekać na nas lekarz, który mnie operował. Chyba miał mnie już dość, po tym miesiącu spędzenia ze sobą czasu, przeprowadzając zawsze ta samą rozmowę. To właśnie tego lekarza namówiłam, by mnie w końcu wypuścił, pod groźbą, że zacznę zabijać ludzi, bo nie zniosę kolejnej białej ściany, czy herbaty, która nie jest herbatą.
-A więc nas opuszczasz?-zapytał doktor.
-Tak, najwyższy czas. Mam dość tych wszystkich białych ścian, białej pościeli, białych ubrań.
-Chodźmy jeszcze do mnie do gabinetu, na ostatnie badania i porady-powiedział doktor i ruszył. Moja mama poszła od razu za nim, kiedy to ja gramoliłam się z kulami. Dobrze, że gabinet doktora znajdował się na parterze. Kiedy się doczłapałam, drzwi były już otwarte, a mama prowadziła jakąś zaciętą dyskusję z lekarzem. Wyłapałam tylko dwa słowa "Tabletki nasenne". Odchrząknęłam, a wtedy oby dwoje spojrzeli na mnie. Lekarz siedział za biurkiem, jak można się domyśleć-białym, wskazał mi miejsce na białym krześle.-Słyszałem, że masz problemy ze spaniem.
-Tak, to prawda. Często budzę się w nocy z krzykiem.
-To dziwne, bo podczas pobytu, nie miałaś takich napadów.
-To może przez tabletki-powiedziałam i spojrzałam na mamię, której wzrok najwyraźniej mówił "A nie mówiłam".
-Dobrze, jak tak uważasz, to przepiszę ci te tabletki, ale pamiętaj, jedna na noc, nie więcej, bo może się to źle skończyć- powiedział lekarz, wyciągając tabletki ze swojej szuflady i postawił je na biurku.-A teraz standardowe pytanie: Jak się czujesz?
-Już myślałam, że pan doktor nie zapyta-uśmiechnęłam się.- Dobrze, dobrze. Mogę już iść.
-Masz tu termin kontroli, na którą musisz być obowiązkowo, by zobaczyć, czy płuca do końca mają swój kształt. i na wymianę gipsu. Dobrze, to tyle.
-Bogu niech będą dzięki-powiedziałam i wstałam, kierując się w stronę drzwi, słyszałam jak mama idzie za mną. Odwróciłam się i rzuciłam ostatnie spojrzenie lekarzowi.- Dziękuję bardzo. Do widzenia.
-Do zobaczenia-odpowiedział, a my z mamą wyszłyśmy.. Szybko ruszyłyśmy do samochodu. Kiedy zapinałam pas, spojrzałam na szpital, gdzie leżałam przez ponad miesiąc. Miesiąc, w którym mogłam poznać nowych znajomych, być szczęśliwa. Pozostawiłam za sobą smutny obraz szpitala, chorób, pacjentów i cholernej bieli. Dopiero teraz to do mnie dotarło. Biel jest symbolem Aniołów Stróży. Aniołowie Mroku nienawidzili bieli. Teraz jest to potwierdzeniem moich hipotezy. Była i staję się powoli Anielicą Ciemności..
-Nad czym się tak zastanawiasz?- wyrwała mnie mama z zamyślenia.
-Nic, tak jakoś... mamo, a co ze szkołą?-zapytałam. Matka tylko westchnęła.
-Będziesz musiała to nadrobić-powiedziała i się zatrzymała pod naszym domem. Uśmiechnęłam się na jego widok. Nareszcie będę mogła się wyspać w moim łóżku. Na samą tą myśl się rozpromieniłam. Otworzyłam drzwi iw wyszłam ze samochodu. Mama rzuciła mi klucze. Złapałam je i od razu ruszyłam w stronę drzwi. Gdy tylko je otworzyłam, usłyszałam krzyk.
-Niespodzianka- zobaczyłam tam Daniela.
-Co ty tu robisz?-zapytałam ze zdziwieniem.
-Świętuje twoje przybycie do domu-jęknęłam tylko.
-Nie mam na nic ochoty, tylko na leżenie godzinami w moim łóżku.
-Jak tam chcesz, ale pierw przyjmij ode mnie prezent, który ci pomoże wrócić szybko do zdrowia-powiedział i wyciągnął z kieszeni małe pudełeczku. Podał mi je już otworzone. W pudełeczku leżał srebrny naszyjnik. W samym centrum znajdowała się zawieszka, w kształcie skrzydeł Anioła.
-Jest cudowny-powiedziałam. Daniel wyciągnął naszyjnik.
-Pozwolisz?
-Oczywiście- odwróciłam się plecami do Anioła. Poczułam zimny metal na szyi.-Jak to zrobiłeś?
-Ale co?
-Przecież mam kołnierz.
-Anielskie sztuczki.
-Jeszcze raz dziękuję.
-Czy ktoś mi pomoże z walizkami?-usłyszeliśmy głos mamy, dobiegający z samochodu. Chyba wiedziała co się święci i specjalnie zaczekała w aucie. Daniel poszedł w jej stronę i jej pomógł, a ja za ten czas leżałam na naszej kanapie, która nie była biała.
piątek, 23 stycznia 2015
Rozdział 21
Autor:
Palela
Dni mijały po woli, a każdy z nich wyglądał tak samo. Zostawałam obudzona o godzinie 7.30 przez pielęgniarkę, która podawała mi leki i zmieniała kroplówkę. Miała zawsze biały strój, tą samą fryzurę i taki samy wyraz twarzy. Nastepnie poranna toaleta, a później leżenie bez końca, dopóki nie przyszła druga pielęgniarka około 13 i nie zmieniła mi kroplówki i podała kolejnej dawki leków. Gdy zaczynał się czas odwiedzin, to przychodziła moja mama. Siedziała przy mnie przeważnie od godziny 15 do 19, kiedy kończył się czas odwiedzin. Tylko mama przychodziła mnie odwiedzić. Nie miałam znajomych, jedynie Daniela i Tori, ale Tori brała udział w wypadku wraz ze mną, a nikt nie chciał mi udzielić odpowiedzi, co z nią jest, a Daniel... mój Anioł Stróż, był zawsze przy mnie. Chociaż go nie widziałam, to go wyczuwałam, że jest gdzieś w pobliżu. Czasami się pojawił, kiedy moja mama przyszła później lub wcześniej wyszła. Przychodził i zapytał się jak się czuję. Chwilę posiedział przy mnie i wychodził ze słowami " Nie jesteś sama" i znikał. Mniej więcej tak minął tydzień, kiedy leżałam na oiomie. Właśnie dziś przenieśli mnie na normalną salę. Lepiej nie mogło mi się trafić. Na sali byłam tylko ja i trzy puste łóżka. Odetchnęłam z ulgą, że będę mogła poprzebywać z myślami sam na sam i próbować zrozumieć, kim jestem i co się właściwie niedawno stało. Mój mózg nie był w stanie tego ogarnąć. położyłam się na niewygodnym łóżku i zaczęłam się wpatrywać w sufit. Byłam anielicą ciemności. Mogłam zniszczyć świat. Stałam się człowiekiem. Mam Anioła Stróża. Mogę stać się z powrotem Upadłą Anielicą i zniszczyć świat, ale jak to można zmienić? Nadal nie dostałam wyjaśnienia od Daniela. Nie był u mnie od trzech dni, a w snach także mnie nie odwiedzał. Próbowałam sobie przypomnieć sen z jego udziałem, tuż po wypadku. Mówił coś o moich oczach, o plamkach i o przywołaniu. nagle poczułam, że ktoś dotyka mojej ręki. Otworzyłam oczy i zobaczyłam go. Daniel.
-Co ty tu robisz?
-Myślałaś o mnie-uśmiechnał się, pokazując swoje idealnie białe i proste zęby.
-Skąd Ty o tym wiesz?
-Potrafię wyczuć kiedy ktoś o mnie myśli, a szczególnie kiedy jest to moja podopieczna.
-Czy ja cię przywołałam?-zapytałam ze słyszalnym strachem. Daniel spoważniał.
-Nie.
-To jak się przywołuje.
-To rozmowa na inną okazję.
-Ale Daniel, ja nic praktycznie nie wiem. Jak mam się bronić? Kim jestem? Co się dzieje?
-Nina...
-Nie Ninuj mi tu! Daniel jeśli ciebie nie będzie w pobliżu, to co ja mam zrobić, bo przecież nie mogę cię przywołać, nawet nie wiem czemu..
-Nina...
-Daniel, proszę-powiedziałam łamiącym się głosem. Spojrzałam prosto w jego zielone oczy. pokiwał tylko głową i wyszedł.-Daniel!
Krzyknęłam za nim, ale on po prostu wyszedł. Opadłam znów na łóżko. Łzy zaczęły mi lecieć po policzkach. Nawet się nie odwrócił tylko wyszedł, tak po prostu i on się nazywa moim Aniołem Stróżem. usłyszałam otwierające się drzwi. Odwróciłam głowę i zobaczyłam dziewczynę.
-Cześć Nina.
-Cześć Agnes.
-Mogę wejść?- zapytała grzecznie?
-Raczej humoru nie da się jeszcze bardziej zepsuć, więc tak- Agnes weszła i usiadła na łóżku obok mnie.
-Płakałaś?
-Może-nie chciałam dac po sobie poznać, że to przez Daniela.
-Nina, wiem, że to przez Daniela-powiedziała.
-Skąd...?
-On mnie tu przysłał bym z toba porozmawiała.
-W takim razie ja nie chcę rozmawiać- trochę mnie zabolało, że Agnes przyszła na prośbę Daniela, a nie by zobaczyć jak się czuję.
-Nina, on nie może ci tego powiedzieć. Nie teraz, nie tu-popatrzyłam na nią zdezorientowana.-Daniel jest ciągle pod obserwacją i nie może ci tak wszystkiego powiedzieć od tak.
-Jaką obserwacją, czemu?-Agnes tylko westchnęła.
-Wytłumaczy ci to kiedyś. Jak myślisz dlaczego nie przychodził do ciebie w snach?-pokręciłam tylko głową na znak, że nie wiem.-Jest ciągle pod obserwacją. koniec kończy się za tydzień, więc dopiero wtedy coś ci powie, ale nie martw się nic mu nie powinno się stać tak jak i tobie.
-Nie powinno?-Spojrzałam na Agnes. Ona tylko się uśmiechnęła.
-Do zobaczenia.
-Już idziesz?
-Muszę iść do szkoły, bo zbyt długo mnie nie było.
-Agnes?
-Tak?
-Przepraszam-powiedziałam, spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-Za co?
-Za to, że myślałam, że to ty mnie wrzuciłaś do składzika.
-Rozumiem i nie masz za co przepraszać, a teraz zdrowiej i nie martw się o Daniela-powiedziała i wyszła. Trochę odetchnęłam z ulgą, że Daniel chciał mi coś powiedzieć, ale nie mógł. Zaniepokoiłam się tą obserwacją. Czym ona była? Dlaczego ją zorganizowali? Czy wszyscy coś przede mną ukrywają?
_____________________________________________________________
Wiem, wiem. Długo mnie nie było, ale postaram się wam to wynagrodzić. W przyszłym tygodniu zaczynają mi się ferię i wtedy będę na pewno więcej wrzucać rozdziałów. A takie pytanie... Podoba wam się rozdział? Może byście coś zmienili lub coś dodali? Pamiętajcie! KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ=SZYBCIEJ ROZDZIAŁ :D
-Co ty tu robisz?
-Myślałaś o mnie-uśmiechnał się, pokazując swoje idealnie białe i proste zęby.
-Skąd Ty o tym wiesz?
-Potrafię wyczuć kiedy ktoś o mnie myśli, a szczególnie kiedy jest to moja podopieczna.
-Czy ja cię przywołałam?-zapytałam ze słyszalnym strachem. Daniel spoważniał.
-Nie.
-To jak się przywołuje.
-To rozmowa na inną okazję.
-Ale Daniel, ja nic praktycznie nie wiem. Jak mam się bronić? Kim jestem? Co się dzieje?
-Nina...
-Nie Ninuj mi tu! Daniel jeśli ciebie nie będzie w pobliżu, to co ja mam zrobić, bo przecież nie mogę cię przywołać, nawet nie wiem czemu..
-Nina...
-Daniel, proszę-powiedziałam łamiącym się głosem. Spojrzałam prosto w jego zielone oczy. pokiwał tylko głową i wyszedł.-Daniel!
Krzyknęłam za nim, ale on po prostu wyszedł. Opadłam znów na łóżko. Łzy zaczęły mi lecieć po policzkach. Nawet się nie odwrócił tylko wyszedł, tak po prostu i on się nazywa moim Aniołem Stróżem. usłyszałam otwierające się drzwi. Odwróciłam głowę i zobaczyłam dziewczynę.
-Cześć Nina.
-Cześć Agnes.
-Mogę wejść?- zapytała grzecznie?
-Raczej humoru nie da się jeszcze bardziej zepsuć, więc tak- Agnes weszła i usiadła na łóżku obok mnie.
-Płakałaś?
-Może-nie chciałam dac po sobie poznać, że to przez Daniela.
-Nina, wiem, że to przez Daniela-powiedziała.
-Skąd...?
-On mnie tu przysłał bym z toba porozmawiała.
-W takim razie ja nie chcę rozmawiać- trochę mnie zabolało, że Agnes przyszła na prośbę Daniela, a nie by zobaczyć jak się czuję.
-Nina, on nie może ci tego powiedzieć. Nie teraz, nie tu-popatrzyłam na nią zdezorientowana.-Daniel jest ciągle pod obserwacją i nie może ci tak wszystkiego powiedzieć od tak.
-Jaką obserwacją, czemu?-Agnes tylko westchnęła.
-Wytłumaczy ci to kiedyś. Jak myślisz dlaczego nie przychodził do ciebie w snach?-pokręciłam tylko głową na znak, że nie wiem.-Jest ciągle pod obserwacją. koniec kończy się za tydzień, więc dopiero wtedy coś ci powie, ale nie martw się nic mu nie powinno się stać tak jak i tobie.
-Nie powinno?-Spojrzałam na Agnes. Ona tylko się uśmiechnęła.
-Do zobaczenia.
-Już idziesz?
-Muszę iść do szkoły, bo zbyt długo mnie nie było.
-Agnes?
-Tak?
-Przepraszam-powiedziałam, spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-Za co?
-Za to, że myślałam, że to ty mnie wrzuciłaś do składzika.
-Rozumiem i nie masz za co przepraszać, a teraz zdrowiej i nie martw się o Daniela-powiedziała i wyszła. Trochę odetchnęłam z ulgą, że Daniel chciał mi coś powiedzieć, ale nie mógł. Zaniepokoiłam się tą obserwacją. Czym ona była? Dlaczego ją zorganizowali? Czy wszyscy coś przede mną ukrywają?
_____________________________________________________________
Wiem, wiem. Długo mnie nie było, ale postaram się wam to wynagrodzić. W przyszłym tygodniu zaczynają mi się ferię i wtedy będę na pewno więcej wrzucać rozdziałów. A takie pytanie... Podoba wam się rozdział? Może byście coś zmienili lub coś dodali? Pamiętajcie! KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ=SZYBCIEJ ROZDZIAŁ :D
wtorek, 23 grudnia 2014
Rozdział 20
Autor:
Palela
Leżałam na czymś kłującym. Poruszałam ręką i wzięłam to coś do ręki. Piasek? Zdziwiłam się. Otworzyłam oczy. Ujrzałam granatowe, bezchmurne niebo. Księżyc świecił oślepiająco, a gwiazdy mu także towarzyszyły. Dopiero teraz usłyszałam szum fal. Usiadłam bez zawrotów głowy. Naprzeciwko mnie było morze. Fale uderzały leniwie o brzeg. "Co ja tu robię?" zastanowiłam się. Nagle wspomnienia uderzyły we mnie, aż musiałam się położyć. Szpital, duszenie, Daniel, Upadła Anielica, Daniel, Las, Adam, pożar, Daniel, sen. Nie udało mi się obudzić. Jestem znów w śnie. Nagle usłyszałam kroki. Ktoś się skradał powoli. Usiadłam i się rozejrzałam. Nikogo nie zobaczyłam. Usłyszałam cichy śmiech. Wstałam i zaczęłam się rozglądać, ale i tak nikogo nie widziałam.
-Szukaj dalej-powiedział ktoś. Odwróciłam się. Za mną nikogo nie było.-Spójrz do góry.
Krzyknęłam. Nade mną wisiał, a raczej latał anioł. Miał czarne skrzydła, czarne włosy i czarne oczy.
-Adrian-szepnęłam.
-Brawo rozpoznałaś mnie, mimo że wygląd zmieniłem. Widzisz, to jest mój prawdziwy wygląd-anioł wylądował na ziemi i wskazał na swoje ciało.
-Czego ode mnie chcesz?
-Chcę cię z powrotem po naszej stronie-zatkało mnie.
-Co?
-Tak dobrze słyszałaś. Kiedyś byłaś po naszej stronie, póki Anioły Jasności cię nie porwały. Wiesz, kiedyś byliśmy też razem.
-Nie kłam mi w oczy. To nie jest prawda.
-Nie wierzysz mi?-pokręciłam głową.-To zobacz.
Zapadła ciemność. Nic nie widziałam. Nagle zobaczyłam błysk, który się powiększał, aż w końcu przybrał kształt ekranu kinowego. Znów błysnęło, tylko tym razem już mogłam rozróżnić kontury. Zobaczyłam Adriana w takiej postaci jakiej jest teraz. Chłopak o0bejmował dziewczynę. Czarne włosy, czarne oczy, jasna cera, czarne ubrania i czarne skrzydła. Zachłysnęłam się powietrzem. Tą dziewczyną byłam ja.
-Byłam anielicą?-zapytałam Adriana. On tylko pokiwał głową.
-Nie byłaś zwykła Anielica ciemności. Byłaś księżniczką. Anielicą, która miała przynieść zagładę światu.
-Nie to nie prawda-szepnęłam, ale jak na zaprzeczenie tych słów przewinął się kolejny slajd, na którym siedziałem na tronie razem z Adrianem.- To nie może być prawda.
-Uwierz w to. Aniołowie Stróże "wykradli" cię-powiedział Adrian, a na ekranie mogłam zobaczyć, jak zostaje porwana przez... Agnes.
-Agnes jest Aniołem Stróżem?
-Tak.
-To dlaczego wepchnęła mnie do składzika?
-To nie ona, tylko ja-westchnął Adrian i popatrzył mi prosto w oczy.-Chciałem byś trzymała się z daleka od Stróży, ponieważ im mniej dobra tym łatwiej przezwyciężyć złem.
-Jak to się stało, ze nie jestem już Anielicą?-tu został pokazany kolejny slajd. bitwa pomiędzy ciemną, a jasną stroną mocy, a ja stałam na uboczu.
-Widzisz, kiedy doszło do bitwy o ciebie, zostałaś postrzelona promieniem. Był on połączonym dobrem i złem. Kiedy Anioł dostanie takim promieniem, staje się człowiekiem, a każdy człowiek dostaje Anioła Stróża-byłam zdziwiona.
-Czy jest jakaś szansa bym znowu stała się Anielicą?- Adrian tylko się uśmiechnął. Był to przerażający uśmiech.
-Tak jest duża szansa-podszedł do mnie i złapał mnie w pasie. czułam, że się unosimy. Zaczęłam się wyrywać.
-Puść mnie-krzyknęłam.-Nie chce być taka jak wy.
-To poproś Daniela by się tu zjawił-zaśmiał się Adrian, machając ciągle skrzydłami.
-Nie.
-Oj czemu nie?-zapytał i się zatrzymał w powietrzu.
-Prosił mnie o go bym go nie wzywała.
-A wiedziesz gdzieś go tu?-rozejrzałam się. Nigdzie go nie było. gdzie on jest. Poczułam szarpnięcie. lecieliśmy w dół. Zobaczyłam wielką dziurę.- Przygotuj się n a zmianę osobowości, bo jak wpadniesz do tej dziury staniesz się z powrotem sobą.
[-To niemożliwe-szepnęłam.
-Zaraz się przekonamy-poczułam, że uścisk zelżał. Mimowolnie krzyknęłam.
-Daniel!- chłopak ukazał się od razu obok.
-Puść ją!-warknął.
-jak sobie życzysz-zaśmiał się Adrian i mnie puścił, a jednocześnie skoczył na Daniela. Chłopak był szybszy i już leciał w moją stronę.
-Pomóż mi się obudzić, proszę-załkałam, gdy poczułam, że znajduje się w jego ramionach.
-Pomyśl o mamie, która przy tobie cały czas czeka. Pomyśl, że chcesz ją zobaczyć. Chcesz dotknąć jej dłoni. Chcesz powiedzieć, że wszystko jest dobrze- zamknęłam oczy i właśnie o tym myślałam. Daniel pocałował mnie w czoło, a wszystko co było naokoło zniknęło.
***
Usłyszałam znajome pikanie. Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w szpitalu. Odwróciłam głowę i zobaczyłam , że mama drzemie na pobliskim krześle, a za nią stoi Daniel. Był uśmiechnięty, ale to był uśmiech wymuszony. Podszedł do mnie.
-Jak się czujesz?-pokiwałam tylko głową, że dobrze. Po policzku poleciała mi pojedyncza łza.Daniel usiadł na moim łóżku, otarł łzę i chwycił mnie za rękę.-Wszystko będzie dobrze, nie pozwolę byś stała się Anielicą Ciemności.
Zamknęłam na chwilę oczy, a gdy je otworzyłam Daniela już nie było, za to mama się obudziła.
-Mama-szepnęłam bardzo cicho, bo tylko na tyle mogłam sobie pozwolić.
-Nina-mama podeszła do mnie i przytuliła mnie.-Wyjdziesz z tego, obiecuję.
-Szukaj dalej-powiedział ktoś. Odwróciłam się. Za mną nikogo nie było.-Spójrz do góry.
Krzyknęłam. Nade mną wisiał, a raczej latał anioł. Miał czarne skrzydła, czarne włosy i czarne oczy.
-Adrian-szepnęłam.
-Brawo rozpoznałaś mnie, mimo że wygląd zmieniłem. Widzisz, to jest mój prawdziwy wygląd-anioł wylądował na ziemi i wskazał na swoje ciało.
-Czego ode mnie chcesz?
-Chcę cię z powrotem po naszej stronie-zatkało mnie.
-Co?
-Tak dobrze słyszałaś. Kiedyś byłaś po naszej stronie, póki Anioły Jasności cię nie porwały. Wiesz, kiedyś byliśmy też razem.
-Nie kłam mi w oczy. To nie jest prawda.
-Nie wierzysz mi?-pokręciłam głową.-To zobacz.
Zapadła ciemność. Nic nie widziałam. Nagle zobaczyłam błysk, który się powiększał, aż w końcu przybrał kształt ekranu kinowego. Znów błysnęło, tylko tym razem już mogłam rozróżnić kontury. Zobaczyłam Adriana w takiej postaci jakiej jest teraz. Chłopak o0bejmował dziewczynę. Czarne włosy, czarne oczy, jasna cera, czarne ubrania i czarne skrzydła. Zachłysnęłam się powietrzem. Tą dziewczyną byłam ja.
-Byłam anielicą?-zapytałam Adriana. On tylko pokiwał głową.
-Nie byłaś zwykła Anielica ciemności. Byłaś księżniczką. Anielicą, która miała przynieść zagładę światu.
-Nie to nie prawda-szepnęłam, ale jak na zaprzeczenie tych słów przewinął się kolejny slajd, na którym siedziałem na tronie razem z Adrianem.- To nie może być prawda.
-Uwierz w to. Aniołowie Stróże "wykradli" cię-powiedział Adrian, a na ekranie mogłam zobaczyć, jak zostaje porwana przez... Agnes.
-Agnes jest Aniołem Stróżem?
-Tak.
-To dlaczego wepchnęła mnie do składzika?
-To nie ona, tylko ja-westchnął Adrian i popatrzył mi prosto w oczy.-Chciałem byś trzymała się z daleka od Stróży, ponieważ im mniej dobra tym łatwiej przezwyciężyć złem.
-Jak to się stało, ze nie jestem już Anielicą?-tu został pokazany kolejny slajd. bitwa pomiędzy ciemną, a jasną stroną mocy, a ja stałam na uboczu.
-Widzisz, kiedy doszło do bitwy o ciebie, zostałaś postrzelona promieniem. Był on połączonym dobrem i złem. Kiedy Anioł dostanie takim promieniem, staje się człowiekiem, a każdy człowiek dostaje Anioła Stróża-byłam zdziwiona.
-Czy jest jakaś szansa bym znowu stała się Anielicą?- Adrian tylko się uśmiechnął. Był to przerażający uśmiech.
-Tak jest duża szansa-podszedł do mnie i złapał mnie w pasie. czułam, że się unosimy. Zaczęłam się wyrywać.
-Puść mnie-krzyknęłam.-Nie chce być taka jak wy.
-To poproś Daniela by się tu zjawił-zaśmiał się Adrian, machając ciągle skrzydłami.
-Nie.
-Oj czemu nie?-zapytał i się zatrzymał w powietrzu.
-Prosił mnie o go bym go nie wzywała.
-A wiedziesz gdzieś go tu?-rozejrzałam się. Nigdzie go nie było. gdzie on jest. Poczułam szarpnięcie. lecieliśmy w dół. Zobaczyłam wielką dziurę.- Przygotuj się n a zmianę osobowości, bo jak wpadniesz do tej dziury staniesz się z powrotem sobą.
[-To niemożliwe-szepnęłam.
-Zaraz się przekonamy-poczułam, że uścisk zelżał. Mimowolnie krzyknęłam.
-Daniel!- chłopak ukazał się od razu obok.
-Puść ją!-warknął.
-jak sobie życzysz-zaśmiał się Adrian i mnie puścił, a jednocześnie skoczył na Daniela. Chłopak był szybszy i już leciał w moją stronę.
-Pomóż mi się obudzić, proszę-załkałam, gdy poczułam, że znajduje się w jego ramionach.
-Pomyśl o mamie, która przy tobie cały czas czeka. Pomyśl, że chcesz ją zobaczyć. Chcesz dotknąć jej dłoni. Chcesz powiedzieć, że wszystko jest dobrze- zamknęłam oczy i właśnie o tym myślałam. Daniel pocałował mnie w czoło, a wszystko co było naokoło zniknęło.
***
Usłyszałam znajome pikanie. Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w szpitalu. Odwróciłam głowę i zobaczyłam , że mama drzemie na pobliskim krześle, a za nią stoi Daniel. Był uśmiechnięty, ale to był uśmiech wymuszony. Podszedł do mnie.
-Jak się czujesz?-pokiwałam tylko głową, że dobrze. Po policzku poleciała mi pojedyncza łza.Daniel usiadł na moim łóżku, otarł łzę i chwycił mnie za rękę.-Wszystko będzie dobrze, nie pozwolę byś stała się Anielicą Ciemności.
Zamknęłam na chwilę oczy, a gdy je otworzyłam Daniela już nie było, za to mama się obudziła.
-Mama-szepnęłam bardzo cicho, bo tylko na tyle mogłam sobie pozwolić.
-Nina-mama podeszła do mnie i przytuliła mnie.-Wyjdziesz z tego, obiecuję.
czwartek, 27 listopada 2014
Rozdział 19
Autor:
Palela
-Nina, słonko, obudź się- powiedział kobiecy głos. Otworzyłam oczy. Znajdowałam się nadal na oiomie. Zdziwiłam się, że nie miałam żadnego snu, przynajmniej, którego pamiętam. Odwróciłam głowę i ujrzałam pielęgniarkę o długich blond włosach, spiętych w długi warkocz. Kobieta stała z tacą z lekarstwami w rękach. Odłożyła ją na pobliskiej szafce nocnej.-Jak się czujesz?
-W miarę dobrze-powiedziałam. Byłam zdziwiona, że usłyszałam swój głos.
-To dobrze-uśmiechnęła się i podeszła do mnie jeszcze bliżej. Wyciągnęła mi rurki, które doprowadzały tlen. Momentalnie poczułam się gorzej.- Skoro się lepiej czujesz, to one nie będą ci już potrzebne.
-Ale...
-Cii, to taki chwilowy stan, a teraz podam ci lekarstwo-podeszła do szafki i wzięła jedną z tabletek. Zaczęłam kaszleć, a raczej dusić. brakowało mi powietrza-tlenu.-To taki chwilowy stan. A teraz otwórz buzie.
Powiedziała pielęgniarka jak do małego dziecka. mimo prób i wysiłków nie przestawałam się dusić. Widziałam już coraz mniej wyraźniej. Palmki latały mi to i z powrotem. Jedynie co widziałam to zbliżającą się łyżkę z lekarstwami. Nagle drzwi się otworzyły. Ostatkami sił zobaczyłam w nich Daniela. Pielęgniarka zobaczyła go, wsadziła mi łyżeczkę do ust i popchnęła mnie tak, że lekarstwa wpadły prosto do mojego gardła. Zaczęłam się dodatkowo krztusić. Daniel był już przy mnie. Zobaczyłam kątem oka jak podejrzana pielęgniarka wyskakuje przez okno. uniosła się w powietrze. Zobaczyłam u niej czarne skrzydła. Upadły anioł, przemknęło mi przez myśl. Ciągle się dusiłam, a Daniel nie wiedział co zrobić. Pokazałam mu nos. Od razu się domyślił o co mi chodzi. Jedną reką podtrzymując moje plecy, a drugą złapał rurki do tlenu. Założył mi je, a ja od razu poczułam dopływ tlenu. Pozostawały jeszcze tabletki w moim przełyku. W tej sytuacji Daniel nie mógł nic za bardzo zrobić, a jednak się myliłam. Położył mnie na plecach i "przelaciał" swoją dłonią nad moim gardłem. Okruchy zniknęły. Nie krztusiłam się już. Ulżyło mi. Chciałam usiąść, ale nie miałam siły. Daniel mi pomógł siadając obok mnie i mnie podtrzymując. oparłam się na jego klatce piersiowej, która spokojnie się unosiła.
-czy to była upadła anielica?
-Niestety tak. Wyczuwałem jej obecność, ale myślałem, że to kto inny.
-Kto-zapytałam z ciekawością.
-Nie dzisiaj.
-Ale muszę wiedzieć, by się do niego nie zbliżać-podałam argument, bo słowa Daniela wzbudziły moją ciekawość. Chłopak tylko się uśmiechnął, przynajmniej tak mi się wydawało, bo nie widziałam jego twarzy.
-Powiem ci wszystko jak poczujesz się lepiej, ale pierw musiałabyś się obudzić?
-To jest tylko sen?-zapytałam i odetchnęłam z ulgą.
-Tylko lub nawet aż. Kiedyś tylko anioły stróże mogli wchodzić do snów swoich podopiecznych. Wiedziałem, że anioły ciemności wzrosły w sile, ale żeby aż tak. To nie wróży nic dobrego.
-Czy coś się stało w rzeczywistości?-zapytałam bojąc się najgorszego.
-Nie pozwoliłbym im na to-uśmiechnął się.- Ale gdy się obudzisz, możesz czuć się obolała.
-Musze się już budzić?
-Nie musisz. Możesz spędzić tu tyle czasu ile tylko chcesz.
-A będziesz ze mną?-zapytałam z nadzieją
-Zawsze będę przy tobie na dobre i na złe, a raczej na to złe- odwróciłam głowę i zobaczyłam jak się uśmiecha.
-Czy możemy pogadać?
-Jasne, o czym?
-O tym wszystkim co się ostatnio działo- Daniel od razu spoważniał, a jego mięsnie się napięły.
-Dobrze, ale na niektóre pytania nie poznasz odpowiedzi ani teraz, ani jutro czy za dwa lata. Po prostu nigdy. Są takie rzeczy, o których tylko anioły wiedzą.
-Okay, mogę zacząć?-zapytałam.
-Jeśli masz już jakieś pomysły.
-Czy...
-Poczekaj chwilkę-przerwał mi.-Może zmień scenerię, bo tu tak trochę ponuro.
-Jak mam to zrobić?
-Skup się mocno. Wyobraź sobie miejsce, gdzie chciałabyś się znajdować. Pomyśl o najdrobniejszych szczegółach, by to miejsce było bardziej wyjątkowe- skupiłam się. Pomyślałam o łące gdzie chodziłam z tatą jak byłam mała. Łąka z zieloną trawą, strumyk z przejrzystą wodą, a na około otaczał las.; Otworzyłam oczy, nadal byliśmy w szpitalu.
-Jestem za słaba-jęknęłam. Daniel złapał mnie za rekę i skrzyżował nasze palce ze sobą. Poczułam przyjemne mrowienie.
-Spróbuj teraz-zachęcił mnie chłopak. Znów przed oczami stanął mi znany z dzieciństwa krajobraz. Nagle usłyszałam śpiew ptaków. Tym razem gdy otworzyłam oczy, nie czekał mnie szpital, tylko łąka. Była ona identyczna, tak jak miałam cztery lata. Zielona trawa kłuła bose stopy. Promienie słońca dobijały się od wody w strumyku, a las tętnił życiem. Trzymałam nadal rękę Daniela. Szybko ją puściłam, co było błędem. Od razu poczułam się słabiej. Czułam, że tracę grunt pod nogami. W ostatniej chwili Daniel mnie złapał i poczułam kolejny przypływ energii. Stając normalnie na nogi. Daniel rozglądał się uważnie po łące. Gdzie tylko usłyszał choćby najmniejszy szelest tam się od razu odwracał. Po prostu chłopak był czujny.
-Co się stało?-zapytałam.
-Jesteś słaba i to strasznie.
-Przecież to normalne.
-No właśnie nie. W śnie człowiek jest w pełni swoich sił. pierw nie umiałaś zmienić scenerii, a teraz mdlejesz, kiedy tylko mnie puścisz. To nie jest normalne.
-Ale czemu?- nagle słońce szybko zaszło i pojawiły się ciemne chmury. Były jeszcze ciemniejsze niż te kiedy trwa burza. Zerwał się zimny wiatr, pod którym drzewa się zaczęły uginać. Nagle zobaczyłam płomień. Powoli zaczął zabierać całą łąkę. Pierwsze drzewa zajął już ogień. Paliły się jak pochodnie. Powoli ogień szedł w naszą stronę.-Daniel co się dzieje?
-Naszą dziewczynkę strach obleciał?-usłyszałam znajomy głos. Uniosłam głowę do góry i zobaczyłam chłopaka. Był to Adam. Miał czarne skrzydła. był Upadłym aniołem. Daniel zasłonił mnie swoim ciałem. Nadal trzymał mnie za rękę.
-Adam, wynoś się i to już-powiedział Daniel głosem niższym niż zazwyczaj. Ścisnął moją dłoń jeszcze mocniej. Za dużo energii we mnie uderzyło. Musiałam się skulić i zamknąć oczy, by ból minął. Kiedy się już wyprostowałam, zobaczyłam, że Daniel ma skrzydła, to nie było za dużo energii, tylko czułam przemianę Daniela.
-Czyżby ofiarowałeś jej swoją energię?-uśmiechnął się Adam.-Widzę, że Selena się dobrze spisała.
-To ty wysłałeś na nią anielicę?
-A niby kto inny?-ogień przybliżył się do nas, pożerając za sobą kolejne kępki trawy. nagle się zatrzymał. Spojrzałam na Daniela miał w płomień wlepiony wzrok. Nagle usłyszałam głos "Puść go" i nastąpiła ogromna chęc by puścić rękę Daniela.
-Nina-wyrwał mnie głos z zadumienia.- Nie słuchaj tego głosu. Popatrz na mnie. Proszę.
Spojrzałam w zielone oczy Daniela. Od razu przeszła mi chęć by puścic go. Nadal trzymałam mocno.
-O jak słodko, ale przepraszam was. czas tyka. Nie chcieliście po przyjacielsku więc...
-Nina, szybko obudź się.
-Jak?
-Skup się, szybko masz mało czasu. na trzy cię puszczę, a ty wtedy się prawdopodobnie obudzisz..
-Koniec czasu-przerwał mu Adam. Zobaczyłam jak Daniel kiwa głową. Raz, dwa.
-Trzy-krzyknął i mnie puścił. Nina budź się, już, teraz. Usłyszałam przeraźliwy krzyk i poczułam lekki ból w lewym nadgarstku. Wszystko znikło tak nagle jak się pojawiło.
-W miarę dobrze-powiedziałam. Byłam zdziwiona, że usłyszałam swój głos.
-To dobrze-uśmiechnęła się i podeszła do mnie jeszcze bliżej. Wyciągnęła mi rurki, które doprowadzały tlen. Momentalnie poczułam się gorzej.- Skoro się lepiej czujesz, to one nie będą ci już potrzebne.
-Ale...
-Cii, to taki chwilowy stan, a teraz podam ci lekarstwo-podeszła do szafki i wzięła jedną z tabletek. Zaczęłam kaszleć, a raczej dusić. brakowało mi powietrza-tlenu.-To taki chwilowy stan. A teraz otwórz buzie.
Powiedziała pielęgniarka jak do małego dziecka. mimo prób i wysiłków nie przestawałam się dusić. Widziałam już coraz mniej wyraźniej. Palmki latały mi to i z powrotem. Jedynie co widziałam to zbliżającą się łyżkę z lekarstwami. Nagle drzwi się otworzyły. Ostatkami sił zobaczyłam w nich Daniela. Pielęgniarka zobaczyła go, wsadziła mi łyżeczkę do ust i popchnęła mnie tak, że lekarstwa wpadły prosto do mojego gardła. Zaczęłam się dodatkowo krztusić. Daniel był już przy mnie. Zobaczyłam kątem oka jak podejrzana pielęgniarka wyskakuje przez okno. uniosła się w powietrze. Zobaczyłam u niej czarne skrzydła. Upadły anioł, przemknęło mi przez myśl. Ciągle się dusiłam, a Daniel nie wiedział co zrobić. Pokazałam mu nos. Od razu się domyślił o co mi chodzi. Jedną reką podtrzymując moje plecy, a drugą złapał rurki do tlenu. Założył mi je, a ja od razu poczułam dopływ tlenu. Pozostawały jeszcze tabletki w moim przełyku. W tej sytuacji Daniel nie mógł nic za bardzo zrobić, a jednak się myliłam. Położył mnie na plecach i "przelaciał" swoją dłonią nad moim gardłem. Okruchy zniknęły. Nie krztusiłam się już. Ulżyło mi. Chciałam usiąść, ale nie miałam siły. Daniel mi pomógł siadając obok mnie i mnie podtrzymując. oparłam się na jego klatce piersiowej, która spokojnie się unosiła.
-czy to była upadła anielica?
-Niestety tak. Wyczuwałem jej obecność, ale myślałem, że to kto inny.
-Kto-zapytałam z ciekawością.
-Nie dzisiaj.
-Ale muszę wiedzieć, by się do niego nie zbliżać-podałam argument, bo słowa Daniela wzbudziły moją ciekawość. Chłopak tylko się uśmiechnął, przynajmniej tak mi się wydawało, bo nie widziałam jego twarzy.
-Powiem ci wszystko jak poczujesz się lepiej, ale pierw musiałabyś się obudzić?
-To jest tylko sen?-zapytałam i odetchnęłam z ulgą.
-Tylko lub nawet aż. Kiedyś tylko anioły stróże mogli wchodzić do snów swoich podopiecznych. Wiedziałem, że anioły ciemności wzrosły w sile, ale żeby aż tak. To nie wróży nic dobrego.
-Czy coś się stało w rzeczywistości?-zapytałam bojąc się najgorszego.
-Nie pozwoliłbym im na to-uśmiechnął się.- Ale gdy się obudzisz, możesz czuć się obolała.
-Musze się już budzić?
-Nie musisz. Możesz spędzić tu tyle czasu ile tylko chcesz.
-A będziesz ze mną?-zapytałam z nadzieją
-Zawsze będę przy tobie na dobre i na złe, a raczej na to złe- odwróciłam głowę i zobaczyłam jak się uśmiecha.
-Czy możemy pogadać?
-Jasne, o czym?
-O tym wszystkim co się ostatnio działo- Daniel od razu spoważniał, a jego mięsnie się napięły.
-Dobrze, ale na niektóre pytania nie poznasz odpowiedzi ani teraz, ani jutro czy za dwa lata. Po prostu nigdy. Są takie rzeczy, o których tylko anioły wiedzą.
-Okay, mogę zacząć?-zapytałam.
-Jeśli masz już jakieś pomysły.
-Czy...
-Poczekaj chwilkę-przerwał mi.-Może zmień scenerię, bo tu tak trochę ponuro.
-Jak mam to zrobić?
-Skup się mocno. Wyobraź sobie miejsce, gdzie chciałabyś się znajdować. Pomyśl o najdrobniejszych szczegółach, by to miejsce było bardziej wyjątkowe- skupiłam się. Pomyślałam o łące gdzie chodziłam z tatą jak byłam mała. Łąka z zieloną trawą, strumyk z przejrzystą wodą, a na około otaczał las.; Otworzyłam oczy, nadal byliśmy w szpitalu.
-Jestem za słaba-jęknęłam. Daniel złapał mnie za rekę i skrzyżował nasze palce ze sobą. Poczułam przyjemne mrowienie.
-Spróbuj teraz-zachęcił mnie chłopak. Znów przed oczami stanął mi znany z dzieciństwa krajobraz. Nagle usłyszałam śpiew ptaków. Tym razem gdy otworzyłam oczy, nie czekał mnie szpital, tylko łąka. Była ona identyczna, tak jak miałam cztery lata. Zielona trawa kłuła bose stopy. Promienie słońca dobijały się od wody w strumyku, a las tętnił życiem. Trzymałam nadal rękę Daniela. Szybko ją puściłam, co było błędem. Od razu poczułam się słabiej. Czułam, że tracę grunt pod nogami. W ostatniej chwili Daniel mnie złapał i poczułam kolejny przypływ energii. Stając normalnie na nogi. Daniel rozglądał się uważnie po łące. Gdzie tylko usłyszał choćby najmniejszy szelest tam się od razu odwracał. Po prostu chłopak był czujny.
-Co się stało?-zapytałam.
-Jesteś słaba i to strasznie.
-Przecież to normalne.
-No właśnie nie. W śnie człowiek jest w pełni swoich sił. pierw nie umiałaś zmienić scenerii, a teraz mdlejesz, kiedy tylko mnie puścisz. To nie jest normalne.
-Ale czemu?- nagle słońce szybko zaszło i pojawiły się ciemne chmury. Były jeszcze ciemniejsze niż te kiedy trwa burza. Zerwał się zimny wiatr, pod którym drzewa się zaczęły uginać. Nagle zobaczyłam płomień. Powoli zaczął zabierać całą łąkę. Pierwsze drzewa zajął już ogień. Paliły się jak pochodnie. Powoli ogień szedł w naszą stronę.-Daniel co się dzieje?
-Naszą dziewczynkę strach obleciał?-usłyszałam znajomy głos. Uniosłam głowę do góry i zobaczyłam chłopaka. Był to Adam. Miał czarne skrzydła. był Upadłym aniołem. Daniel zasłonił mnie swoim ciałem. Nadal trzymał mnie za rękę.
-Adam, wynoś się i to już-powiedział Daniel głosem niższym niż zazwyczaj. Ścisnął moją dłoń jeszcze mocniej. Za dużo energii we mnie uderzyło. Musiałam się skulić i zamknąć oczy, by ból minął. Kiedy się już wyprostowałam, zobaczyłam, że Daniel ma skrzydła, to nie było za dużo energii, tylko czułam przemianę Daniela.
-Czyżby ofiarowałeś jej swoją energię?-uśmiechnął się Adam.-Widzę, że Selena się dobrze spisała.
-To ty wysłałeś na nią anielicę?
-A niby kto inny?-ogień przybliżył się do nas, pożerając za sobą kolejne kępki trawy. nagle się zatrzymał. Spojrzałam na Daniela miał w płomień wlepiony wzrok. Nagle usłyszałam głos "Puść go" i nastąpiła ogromna chęc by puścić rękę Daniela.
-Nina-wyrwał mnie głos z zadumienia.- Nie słuchaj tego głosu. Popatrz na mnie. Proszę.
Spojrzałam w zielone oczy Daniela. Od razu przeszła mi chęć by puścic go. Nadal trzymałam mocno.
-O jak słodko, ale przepraszam was. czas tyka. Nie chcieliście po przyjacielsku więc...
-Nina, szybko obudź się.
-Jak?
-Skup się, szybko masz mało czasu. na trzy cię puszczę, a ty wtedy się prawdopodobnie obudzisz..
-Koniec czasu-przerwał mu Adam. Zobaczyłam jak Daniel kiwa głową. Raz, dwa.
-Trzy-krzyknął i mnie puścił. Nina budź się, już, teraz. Usłyszałam przeraźliwy krzyk i poczułam lekki ból w lewym nadgarstku. Wszystko znikło tak nagle jak się pojawiło.
niedziela, 23 listopada 2014
REKLAMA
Autor:
Palela
Jakby ktoś nie wiedział, to go informuje, że pojawił się nowy blog mojego autorstwa :) Link poniżej :) Rozdział na tym blogu pojawi się w najbliższym czasie, będę go pisać kiedy tylko będę mogła :)
http://this-is-miracle.blogspot.com/
Serdecznie zapraszam...
http://this-is-miracle.blogspot.com/
Serdecznie zapraszam...
środa, 12 listopada 2014
Rozdział 18
Autor:
Palela
-Jak się czujesz?-zapytał Daniel.
-Dobrze, chyba-powiedziałam.-Poczekaj chwile, co ty tu robisz?
-Stoję i gadam z tobą- odpowiedział. Nagle pojawiły się czarne fotele. Daniel usiadł na jednym z nich i zaprosił mnie bym usiadła obok niego. Pokręciłam przecząco głową, przypominając sobie, że jestem z nim skłócona. To on mnie okłamał. Odwróciłam się i chciałam pójść do przodu, ale nie potrafiłam zrobić ani jednego kroku. Coś ciągnęło mnie do tyłu. Starałam się temu oprzeć, ale nic to nie dawało, jedynie co to traciłam siły.
-Wiem, ze coś kombinujesz.
-To jest sen kochana.
-Jaki sen i nie mów do mnie kochana.
-Twój sen-powiedział Daniel.
-Skoro to mój sen, to dlaczego nie mogę go kontrolować?
-Jesteś słabsza ode mnie, przynajmniej na razie.
-Jak to na razie?
-W swoim czasie się dowiesz o co chodzi, a teraz ci wszystko wyjaśnie, tylko usiądź obok mnie. Proszę, Nina- powiedział Dominik z miną skruszonego szczeniaka. Przewróciłam oczami i usiadłam obok na fotelu.
-No to słucham, co masz mi do powiedzenia- rzekłam siadając na fotelu. Założyłam nogę na nogę i skrzyżowałam ręce na piersiach.
-To co ci teraz powiem, jest bardzo ważne. Prawdopodobnie mi nie uwierzysz, a jeśli nawet tak, to jest prawdopodobieństwo 86%, że nie będziesz pamiętała tego snu.
-Możesz przejść, do sedna? Śpieszy mi się obudzić, bo zapewne moja mama na mnie czeka, tam w szpitalu. Gdzie leżę. Bo był wypadek, w którym uczestniczyłam.
-Jak myślisz, dlaczego żyjesz? Jak się znalazłaś poza autobusem?-przerwał mi Daniel, patrząc na mnie podejrzliwie. Zastanowiłam się.
-Przypadek?
-Nie sądzę. Nie musisz dziękować.
-Co?
-Twoje oczy nie są kwestią przypadku. Kiedy mnie wzywasz, to tracisz jedną plamkę.
-Co?-zapytałam jeszcze raz. Daniel westchnął.
-Tak Nina, to ja jestem twoim Aniołem Stróżem. Zawsze jestem przy tobie. Jeśli myślisz, że nie ma mnie przy tobie, to się mylisz. Jestem zawsze przy tobie. Na dobre i na złe. Więc nawet nie wiem jak byś mnie odpychała, to ja bym za tobą kroczył cały czas.
-Ale dlaczego pod składzikiem się tego wypierałeś?
-Ludzie nie mogą wiedzieć, że mają Aniołów Stróży, ale po prostu, ja musiałem ci o tym powiedzieć, sprawy zaszły za daleko.
-Jakie sprawy?
-Dowiesz się w swoim czasie. Zobaczymy jak się obudzisz, jak zareagujesz. Jeśli będziesz pamiętała ten sen, to dokończę to co ci powiedziałem, a jeśli nie to będę ci mówił to, ale nie wprost, tylko będziesz musiała się domyśleć.
-Daniel, proszę powiedz mi co się dzieje-poprosiłam go, starajac zrobić minę "bezdomnego szczeniaka". Chłopak się tylko uśmiechnął i pokręcił głową.
-Powiem ci jedną rzecz do zapamiętania. Nigdy i to przenigdy, nie słuchaj głosy, który ci mówi różne rzeczy typu "Zawołaj go" czy tak jak miałaś we składziku, by mnie przywołać.
-Skąd ty wiesz, że słysze głosy?
-każda osoba taka jak ty je słyszy. Nina posłuchaj grozi ci niebezpieczeństwo, a ja muszę cię ochronić w każdej chwili, więc proszę nie pakuj się w kłopoty, dobrze?-pokiwałam głową. Zapomniałam już nawet o tym, że mnie okłamał, Wybaczyłam mu.
-Przepraszam-szepnęłam, nie patrząc w zielone oczy Daniela. Schowałam się za moimi włosami. Poczułam, że chłopak je odgarnia. Spojrzałam w jego oczy.
-Nie masz za co przepraszać, to wszystko wina Simona- "Simon" usłyszałam w swojej głowie.
-A kim jest twój brat?-chłopak zacisnął usta w jedną kreskę.
-To rozmowa na inną dzień.
-Ale...
-Nie ma żadnego ale, za chwilę będą cię budzić.
-Skąd...
-Jak się obudzisz i nie będziesz pamiętała tego snu, to zajrzyj pod poduszkę, gdzie położyłaś mój liścik, tam powinno się znaleźć co może ci odświeży pamięć-powiedział i wstał. Spojrzałam na jego twarz. Skrzywił się i upadł na kolana.
-Daniel, co się stało?-on tylko podniósł rękę by potwierdzić, że nic mu nie jest. Nagle zobaczyłam, że na jego plecach coś się znajduje. zakryłam usta reka by nie krzyknąć. To coś się powiększało. W końcu przybrało kształt śnieżnobiałych skrzydeł. Daniel już się wyprostował i pokazał bym podeszła do niego. Chwycił mnie za rękę. W czasie kiedy mnie dotknął kolana się pode mną załamały. Zaczęło mi się kręcic w głowie. Usłyszałam przekleństwo. Przekleństwo wypowiedziane przez anioła.
-Co się...-nie dokończyłam, bo zamknęłam oczy, czując, że nie stoję już na ziemi. jestem w objęciach, mojego Anioła Stróża, który unosi się nad ziemią.
***
Ciche pikanie mnie obudziło. Nie chciałam otwierać oczu. Chciałam wrócić do mojego snu. Właśnie sen. Co mi się śniło? Próbowałam sobie przypomnieć, co to był za sen. Czułam w środku, że to było coś ważnego. mimo, ze miałam oczy zamknięte, wiedziałam, że weszła pielęgniarka. Podeszła do mnie i przyłożyła mi rękę do czoła. W tym samym momencie, otworzyłam oczy.
-jak dobrze, że się już obudziłaś- odetchnęła z ulgą nie pielęgniarka, tylko moja mama.
-Mama-udało mi się wyszeptać. Oczy mojej rodzicielki się zaszkliły. Chwyciła mnie za rękę. Syknęłam z bólu, bo trochę to zabolało. mama obluźniła trochę uścisk.
-Jestem tu Nina. Jestem przy Tobie. Zawsze-powiedziała. Gdy usłyszałam ostatnie słowo, przypomniał mi się cały sen. Daniel, mój Anioł Stróż. Jak na zawołanie otworzyły się drzwi i stanął w nich Simon. Mama spojrzała na chłopaka.
-O witaj Daniel.
-Dzień dobry-przywitał się Simon. Zastanawiałam się skąd od razu mogłam wiedzieć, że to był Simon.-Chciałbym powiedzieć, że nie jestem Daniel tylko Simon. Brat bliźniak Daniela.
Spojrzałam na mamę, była zdziwiona i nie wiedziała za bardzo o co chodzi. Nagle drzwi się znowu otworzyły i tym razem stał w nich Daniel. Spojrzałam na niego. Nasze spojrzenia się spotkały. Patrzył na mnie z troską. Serce zaczęło mi szybciej bić, co od razu można było usłyszeć. Trochę się zarumieniłam. Daniel się uśmiechnął, ale od razu uśmiech mu zszedł gdy spojrzał na Simona. Zobaczyłam, że Simon też nie jest zadowolony z tego tu spotkania. Ciekawe o co im chodziło. W końcu Daniel miał mi powiedzieć reszte po przebudzeniu.
-Dzień dobry, jak się czuję Nina?-zapytał moją mamę.
-Obudziła się przed chwilą, podobno teraz jest to dopiero długi raz.
-Dobrze, że w ogóle się obudziła-powiedział Simon z przekąsem.
-Simon jak ja dawno cię nie widziałem-powiedział Dominik, nie uśmiechając się.
-Z wzajemnością-powiedział brat bliźniak. Oby dwoje piorunowali się wzrokiem. Drzwi się znowu otworzyły i weszła pielęgniarka. Stanęła jak wyryta widząc trzy osoby przy moim łóżku.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale przy pacjencie, może być tylko jedna osoba-powiadomiła nas lekarka.
-I tak już wychodziłem-powiedział Simon.
-Ja także. Do widzenia. Zdrowiej Nina-uśmiechnął się do mnie tajemniczo. Simon wyszedł bez słowa. Pielęgniarka podeszła teraz do mnie i poprawiła coś przy moich rurkach, które były do mnie przyczepione.
-Za chwilę podamy jej lekarstwa i prawdopodobnie po nich znów zapadnie w sen-mama pokiwała głową. Podeszła do mnie i pocałowała mnie w czoło.
-Przyjdę jutro-powiedziała i wyszła. Zobaczyłam, że po jej twarzy spływają łzy. Gdy tylko je zobaczyłam, to od razu za chciało mi się płakać. Do sali weszła druga pielęgniarka, niosąc tacę z lekarstwami. Jedna z nich dosypała mi proszek do jednej z rurek. od razu poczułam jego działanie. Oczy zaczynały mi ciążyć. Aż w końcu się poddałam i znów odpłynęłam, mając nadziję, że znów w śnie zobaczę Daniela.
-------------------------------------
Co wy na to :)
Proszę bardzo byście komentowali, bym mogła wiedzieć czy pisać dla was dalej czy też zawiesić bloga...
-Dobrze, chyba-powiedziałam.-Poczekaj chwile, co ty tu robisz?
-Stoję i gadam z tobą- odpowiedział. Nagle pojawiły się czarne fotele. Daniel usiadł na jednym z nich i zaprosił mnie bym usiadła obok niego. Pokręciłam przecząco głową, przypominając sobie, że jestem z nim skłócona. To on mnie okłamał. Odwróciłam się i chciałam pójść do przodu, ale nie potrafiłam zrobić ani jednego kroku. Coś ciągnęło mnie do tyłu. Starałam się temu oprzeć, ale nic to nie dawało, jedynie co to traciłam siły.
-Wiem, ze coś kombinujesz.
-To jest sen kochana.
-Jaki sen i nie mów do mnie kochana.
-Twój sen-powiedział Daniel.
-Skoro to mój sen, to dlaczego nie mogę go kontrolować?
-Jesteś słabsza ode mnie, przynajmniej na razie.
-Jak to na razie?
-W swoim czasie się dowiesz o co chodzi, a teraz ci wszystko wyjaśnie, tylko usiądź obok mnie. Proszę, Nina- powiedział Dominik z miną skruszonego szczeniaka. Przewróciłam oczami i usiadłam obok na fotelu.
-No to słucham, co masz mi do powiedzenia- rzekłam siadając na fotelu. Założyłam nogę na nogę i skrzyżowałam ręce na piersiach.
-To co ci teraz powiem, jest bardzo ważne. Prawdopodobnie mi nie uwierzysz, a jeśli nawet tak, to jest prawdopodobieństwo 86%, że nie będziesz pamiętała tego snu.
-Możesz przejść, do sedna? Śpieszy mi się obudzić, bo zapewne moja mama na mnie czeka, tam w szpitalu. Gdzie leżę. Bo był wypadek, w którym uczestniczyłam.
-Jak myślisz, dlaczego żyjesz? Jak się znalazłaś poza autobusem?-przerwał mi Daniel, patrząc na mnie podejrzliwie. Zastanowiłam się.
-Przypadek?
-Nie sądzę. Nie musisz dziękować.
-Co?
-Twoje oczy nie są kwestią przypadku. Kiedy mnie wzywasz, to tracisz jedną plamkę.
-Co?-zapytałam jeszcze raz. Daniel westchnął.
-Tak Nina, to ja jestem twoim Aniołem Stróżem. Zawsze jestem przy tobie. Jeśli myślisz, że nie ma mnie przy tobie, to się mylisz. Jestem zawsze przy tobie. Na dobre i na złe. Więc nawet nie wiem jak byś mnie odpychała, to ja bym za tobą kroczył cały czas.
-Ale dlaczego pod składzikiem się tego wypierałeś?
-Ludzie nie mogą wiedzieć, że mają Aniołów Stróży, ale po prostu, ja musiałem ci o tym powiedzieć, sprawy zaszły za daleko.
-Jakie sprawy?
-Dowiesz się w swoim czasie. Zobaczymy jak się obudzisz, jak zareagujesz. Jeśli będziesz pamiętała ten sen, to dokończę to co ci powiedziałem, a jeśli nie to będę ci mówił to, ale nie wprost, tylko będziesz musiała się domyśleć.
-Daniel, proszę powiedz mi co się dzieje-poprosiłam go, starajac zrobić minę "bezdomnego szczeniaka". Chłopak się tylko uśmiechnął i pokręcił głową.
-Powiem ci jedną rzecz do zapamiętania. Nigdy i to przenigdy, nie słuchaj głosy, który ci mówi różne rzeczy typu "Zawołaj go" czy tak jak miałaś we składziku, by mnie przywołać.
-Skąd ty wiesz, że słysze głosy?
-każda osoba taka jak ty je słyszy. Nina posłuchaj grozi ci niebezpieczeństwo, a ja muszę cię ochronić w każdej chwili, więc proszę nie pakuj się w kłopoty, dobrze?-pokiwałam głową. Zapomniałam już nawet o tym, że mnie okłamał, Wybaczyłam mu.
-Przepraszam-szepnęłam, nie patrząc w zielone oczy Daniela. Schowałam się za moimi włosami. Poczułam, że chłopak je odgarnia. Spojrzałam w jego oczy.
-Nie masz za co przepraszać, to wszystko wina Simona- "Simon" usłyszałam w swojej głowie.
-A kim jest twój brat?-chłopak zacisnął usta w jedną kreskę.
-To rozmowa na inną dzień.
-Ale...
-Nie ma żadnego ale, za chwilę będą cię budzić.
-Skąd...
-Jak się obudzisz i nie będziesz pamiętała tego snu, to zajrzyj pod poduszkę, gdzie położyłaś mój liścik, tam powinno się znaleźć co może ci odświeży pamięć-powiedział i wstał. Spojrzałam na jego twarz. Skrzywił się i upadł na kolana.
-Daniel, co się stało?-on tylko podniósł rękę by potwierdzić, że nic mu nie jest. Nagle zobaczyłam, że na jego plecach coś się znajduje. zakryłam usta reka by nie krzyknąć. To coś się powiększało. W końcu przybrało kształt śnieżnobiałych skrzydeł. Daniel już się wyprostował i pokazał bym podeszła do niego. Chwycił mnie za rękę. W czasie kiedy mnie dotknął kolana się pode mną załamały. Zaczęło mi się kręcic w głowie. Usłyszałam przekleństwo. Przekleństwo wypowiedziane przez anioła.
-Co się...-nie dokończyłam, bo zamknęłam oczy, czując, że nie stoję już na ziemi. jestem w objęciach, mojego Anioła Stróża, który unosi się nad ziemią.
***
Ciche pikanie mnie obudziło. Nie chciałam otwierać oczu. Chciałam wrócić do mojego snu. Właśnie sen. Co mi się śniło? Próbowałam sobie przypomnieć, co to był za sen. Czułam w środku, że to było coś ważnego. mimo, ze miałam oczy zamknięte, wiedziałam, że weszła pielęgniarka. Podeszła do mnie i przyłożyła mi rękę do czoła. W tym samym momencie, otworzyłam oczy.
-jak dobrze, że się już obudziłaś- odetchnęła z ulgą nie pielęgniarka, tylko moja mama.
-Mama-udało mi się wyszeptać. Oczy mojej rodzicielki się zaszkliły. Chwyciła mnie za rękę. Syknęłam z bólu, bo trochę to zabolało. mama obluźniła trochę uścisk.
-Jestem tu Nina. Jestem przy Tobie. Zawsze-powiedziała. Gdy usłyszałam ostatnie słowo, przypomniał mi się cały sen. Daniel, mój Anioł Stróż. Jak na zawołanie otworzyły się drzwi i stanął w nich Simon. Mama spojrzała na chłopaka.
-O witaj Daniel.
-Dzień dobry-przywitał się Simon. Zastanawiałam się skąd od razu mogłam wiedzieć, że to był Simon.-Chciałbym powiedzieć, że nie jestem Daniel tylko Simon. Brat bliźniak Daniela.
Spojrzałam na mamę, była zdziwiona i nie wiedziała za bardzo o co chodzi. Nagle drzwi się znowu otworzyły i tym razem stał w nich Daniel. Spojrzałam na niego. Nasze spojrzenia się spotkały. Patrzył na mnie z troską. Serce zaczęło mi szybciej bić, co od razu można było usłyszeć. Trochę się zarumieniłam. Daniel się uśmiechnął, ale od razu uśmiech mu zszedł gdy spojrzał na Simona. Zobaczyłam, że Simon też nie jest zadowolony z tego tu spotkania. Ciekawe o co im chodziło. W końcu Daniel miał mi powiedzieć reszte po przebudzeniu.
-Dzień dobry, jak się czuję Nina?-zapytał moją mamę.
-Obudziła się przed chwilą, podobno teraz jest to dopiero długi raz.
-Dobrze, że w ogóle się obudziła-powiedział Simon z przekąsem.
-Simon jak ja dawno cię nie widziałem-powiedział Dominik, nie uśmiechając się.
-Z wzajemnością-powiedział brat bliźniak. Oby dwoje piorunowali się wzrokiem. Drzwi się znowu otworzyły i weszła pielęgniarka. Stanęła jak wyryta widząc trzy osoby przy moim łóżku.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale przy pacjencie, może być tylko jedna osoba-powiadomiła nas lekarka.
-I tak już wychodziłem-powiedział Simon.
-Ja także. Do widzenia. Zdrowiej Nina-uśmiechnął się do mnie tajemniczo. Simon wyszedł bez słowa. Pielęgniarka podeszła teraz do mnie i poprawiła coś przy moich rurkach, które były do mnie przyczepione.
-Za chwilę podamy jej lekarstwa i prawdopodobnie po nich znów zapadnie w sen-mama pokiwała głową. Podeszła do mnie i pocałowała mnie w czoło.
-Przyjdę jutro-powiedziała i wyszła. Zobaczyłam, że po jej twarzy spływają łzy. Gdy tylko je zobaczyłam, to od razu za chciało mi się płakać. Do sali weszła druga pielęgniarka, niosąc tacę z lekarstwami. Jedna z nich dosypała mi proszek do jednej z rurek. od razu poczułam jego działanie. Oczy zaczynały mi ciążyć. Aż w końcu się poddałam i znów odpłynęłam, mając nadziję, że znów w śnie zobaczę Daniela.
-------------------------------------
Co wy na to :)
Proszę bardzo byście komentowali, bym mogła wiedzieć czy pisać dla was dalej czy też zawiesić bloga...
piątek, 31 października 2014
Rozdział 17
Autor:
Palela
Słyszę głosy zamieszania. Krzyki, rozkazy, dźwięki, których nie rozpoznaje, karetki i inne. Nic nie pamiętam, co się stało? Próbuje otworzyć oczy. Na początku wszystko było rozmazane. Po chwili oczy przyzwyczaiły się do światła. Patrzyłam prosto na szare chmury, z których na razie deszcz nie padał. nagle usłyszałam czyjś cichy jęk. Odwróciłam lekko głowę, ale choćby najmniejszy ruch sprawiał mi okropny ból. Kątem oka dostrzegłam Tori, która też leżała nieprzytomna. Trzymała mnie za rękę. Odwróciłam wzrok na drugą stronę. Nagle wspomnienia wróciły do mnie. Pod budynkiem leżał wrak autobusu. Był cały spalony.
-Tori-szepnęłam. Nie odpowiedziała. Ścisnęłam jej lekko rękę. Syknęłam z bólu, a Tori się nie odzywała. Spojrzałam na jej klatkę piersiową. Lekko się unosiła, więc żyła. Usłyszałam kroki. Usłyszałam głosy nieznanych mi ludzi.
-Szybko przyślijcie tu ludzi-zawołał nieznajomy. Prawdopodobnie był to lekarz. Przyklęknął pierw przy Tori, bo widział, że jest nieprzytomna. Usłyszałam bieg reszty sanitariuszy. Założyli Tori maskę tlenową i dali ją na nosze. Teraz przyszła kolej na mnie.-Słyszysz mnie?
Zapytał mnie mężczyzna. Otworzyłam usta by coś powiedzieć, ale głos nie wydobył mi się z gardła. Spróbowałam pokiwać głową, na znak, że go słyszę. Ktoś podał mu czerwoną torbę. Wyciągnął z niej strzykawkę i wbił mi ją do ręki. Wstrzyknął mi jakiś przezroczysty płyn. Od razu oczy zaczęły mi ciążyć. Poczułam, że zakładają mi maskę i dają na nosze. Powoli poddaje się. Zamykam oczy, ale udaje mi się jeszcze zobaczyć blond chłopaka, powoli odchodzącego z miejsca wypadku
***
Odzyskałam świadomość, ale mam oczy nadal zamknięte. Wsłuchuje się w głośne pikanie, cichy szmer rozmów i szuranie butów. Leże spokojnie, nie ruszając się. Pamiętając wydarzenie po wypadku nie chcę nawet się ruszać. Nie chcę znów czuć przeklętego bólu we wszystkich kościach, mięśniach. Przypominam sobie jak doszło do wypadku. Autobus wpadł w poślizg i uderzył o coś. Widząc wrak pojazdu, prawdopodobnie musiał się zapalić, ale jak ja znalazłam się poza autobusem razem z Tori, przecież my byłyśmy w środku. pamiętam, jak uderzyłam głowa o szybę, która się rozpryskała. Pamiętam jak Tori chwyciła mnie za rękę w ostatniej chwili, kiedy miałam otwarte oczy. Później była już ciemność. Moje rozmyślenia przerwał głośny pisk. Ktoś szybko wszedł do pomieszczenia, w którym się znajdowałam, zmierzał w stronę okropnego dźwięku. Otworzyłam powoli oczy. Oślepiła mnie biel. Wszystko było białe. Ściany, łóżka, zasłony, ubrania. Wszystko. Nagle ktoś wyłączył pisk i w pomieszczeniu nastała cisza. Usłyszałam teraz szuranie. Odwróciłam głowę w tamtą stronę, przynajmniej na tyle ile mogłam, bo znów poczułam ten straszny ból. Ten obraz mnie przeraził. Zobaczyłam szereg białych łóżek z ludźmi ubranymi na biało. Pisk dochodził z drugiego końca sali. Pielęgniarka stała nad pacjentem i nic nie robiła. Szybko wyszła. Chwilę później do sali wpadło pełno lekarzy, którzy podbiegli do pacjenta. Jeden z nich przyłożyć mu defibrylator. Wstrząsnęło ciałem. Nie umiałam na to patrzeć więc zamknęłam oczy. Słyszałam tylko dźwięki wydawane przez to urządzenie.
-Tracimy go-krzyknął ktoś. Serce zaczęło mi szybciej bić, co od razu można było usłyszeć. Dźwięki urządzenia, które zostało do mnie przyczepione, przyspieszyły. Ktoś do mnie podszedł i zakrył mi uszy, chyba domyślił się, że już jestem przytomna. Mimo, że ktoś zakrył mi uszy usłyszałam długie piknięcie. "Już go nie obudzą" Pomyślałam. Ktoś odszedł ode mnie i pomógł wywieść łóżko z martwą osobą. Nie wiem kto to był. Kobieta czy mężczyzna? Z wypadku autobusu czy czegoś innego? Osoba, którą znam, a może nie? Otworzyłam oczy kiedy usłyszałam trzask zamykanych drzwi. Odwróciłam głowę w stronę gdzie przed chwilą stało łóżko. Teraz było tam pusto. Sama biel. Tylko biel. Wzięłam głęboki wdech i powróciłam do pozycji gapienia się w sufit. Coś mi tu nie pasowało. Popatrzyłam na lewo. Na krześle obok siedział Daniel lub Simon. Otworzyłam usta chcąc coś powiedzieć. Chłopak przysunął palec do ust, pokazując bym była cicho. Wsadził mi kartkę pod poduszkę. Popatrzyłam na niego, ale on się tylko uśmiechnął. To był Daniel. Jego uśmiech różnił się od Simona. Kiedy się zorienotwałam, że to on, to odwróciłam głowę i zamknęłam oczy. Poczułam przeciąg. Wiatr lekko poruszył moimi włosami. Odwróciłam głowę. nie było tu nikogo. Zamknęłam oczy. Co tu się zdarzyło? Z tą myślą odpłynęłam, słysząc pikanie, które odpowiada rytmu bicia mojego serca.
-Tori-szepnęłam. Nie odpowiedziała. Ścisnęłam jej lekko rękę. Syknęłam z bólu, a Tori się nie odzywała. Spojrzałam na jej klatkę piersiową. Lekko się unosiła, więc żyła. Usłyszałam kroki. Usłyszałam głosy nieznanych mi ludzi.
-Szybko przyślijcie tu ludzi-zawołał nieznajomy. Prawdopodobnie był to lekarz. Przyklęknął pierw przy Tori, bo widział, że jest nieprzytomna. Usłyszałam bieg reszty sanitariuszy. Założyli Tori maskę tlenową i dali ją na nosze. Teraz przyszła kolej na mnie.-Słyszysz mnie?
Zapytał mnie mężczyzna. Otworzyłam usta by coś powiedzieć, ale głos nie wydobył mi się z gardła. Spróbowałam pokiwać głową, na znak, że go słyszę. Ktoś podał mu czerwoną torbę. Wyciągnął z niej strzykawkę i wbił mi ją do ręki. Wstrzyknął mi jakiś przezroczysty płyn. Od razu oczy zaczęły mi ciążyć. Poczułam, że zakładają mi maskę i dają na nosze. Powoli poddaje się. Zamykam oczy, ale udaje mi się jeszcze zobaczyć blond chłopaka, powoli odchodzącego z miejsca wypadku
***
Odzyskałam świadomość, ale mam oczy nadal zamknięte. Wsłuchuje się w głośne pikanie, cichy szmer rozmów i szuranie butów. Leże spokojnie, nie ruszając się. Pamiętając wydarzenie po wypadku nie chcę nawet się ruszać. Nie chcę znów czuć przeklętego bólu we wszystkich kościach, mięśniach. Przypominam sobie jak doszło do wypadku. Autobus wpadł w poślizg i uderzył o coś. Widząc wrak pojazdu, prawdopodobnie musiał się zapalić, ale jak ja znalazłam się poza autobusem razem z Tori, przecież my byłyśmy w środku. pamiętam, jak uderzyłam głowa o szybę, która się rozpryskała. Pamiętam jak Tori chwyciła mnie za rękę w ostatniej chwili, kiedy miałam otwarte oczy. Później była już ciemność. Moje rozmyślenia przerwał głośny pisk. Ktoś szybko wszedł do pomieszczenia, w którym się znajdowałam, zmierzał w stronę okropnego dźwięku. Otworzyłam powoli oczy. Oślepiła mnie biel. Wszystko było białe. Ściany, łóżka, zasłony, ubrania. Wszystko. Nagle ktoś wyłączył pisk i w pomieszczeniu nastała cisza. Usłyszałam teraz szuranie. Odwróciłam głowę w tamtą stronę, przynajmniej na tyle ile mogłam, bo znów poczułam ten straszny ból. Ten obraz mnie przeraził. Zobaczyłam szereg białych łóżek z ludźmi ubranymi na biało. Pisk dochodził z drugiego końca sali. Pielęgniarka stała nad pacjentem i nic nie robiła. Szybko wyszła. Chwilę później do sali wpadło pełno lekarzy, którzy podbiegli do pacjenta. Jeden z nich przyłożyć mu defibrylator. Wstrząsnęło ciałem. Nie umiałam na to patrzeć więc zamknęłam oczy. Słyszałam tylko dźwięki wydawane przez to urządzenie.
-Tracimy go-krzyknął ktoś. Serce zaczęło mi szybciej bić, co od razu można było usłyszeć. Dźwięki urządzenia, które zostało do mnie przyczepione, przyspieszyły. Ktoś do mnie podszedł i zakrył mi uszy, chyba domyślił się, że już jestem przytomna. Mimo, że ktoś zakrył mi uszy usłyszałam długie piknięcie. "Już go nie obudzą" Pomyślałam. Ktoś odszedł ode mnie i pomógł wywieść łóżko z martwą osobą. Nie wiem kto to był. Kobieta czy mężczyzna? Z wypadku autobusu czy czegoś innego? Osoba, którą znam, a może nie? Otworzyłam oczy kiedy usłyszałam trzask zamykanych drzwi. Odwróciłam głowę w stronę gdzie przed chwilą stało łóżko. Teraz było tam pusto. Sama biel. Tylko biel. Wzięłam głęboki wdech i powróciłam do pozycji gapienia się w sufit. Coś mi tu nie pasowało. Popatrzyłam na lewo. Na krześle obok siedział Daniel lub Simon. Otworzyłam usta chcąc coś powiedzieć. Chłopak przysunął palec do ust, pokazując bym była cicho. Wsadził mi kartkę pod poduszkę. Popatrzyłam na niego, ale on się tylko uśmiechnął. To był Daniel. Jego uśmiech różnił się od Simona. Kiedy się zorienotwałam, że to on, to odwróciłam głowę i zamknęłam oczy. Poczułam przeciąg. Wiatr lekko poruszył moimi włosami. Odwróciłam głowę. nie było tu nikogo. Zamknęłam oczy. Co tu się zdarzyło? Z tą myślą odpłynęłam, słysząc pikanie, które odpowiada rytmu bicia mojego serca.
sobota, 11 października 2014
Rozdział 16
Autor:
Palela
Zawiesiłam się. Przed oczami cały czas miałam obraz Daniela. Nagle coś uderzyło o szybę. "Obudziłam się". To deszcz znów zaczął padać. Kropla, po kropli uderzała o szybę, a potem spływały na metal autobusy, by w końcu spaść na ziemie i zniknąć. Świt wyglądał całkiem inaczej gdy na szybie osadzał się deszcz. Jest bardzo ponury. Krople deszczu wyglądają jak łzy. Jakby ktoś z góry płakał nad naszym nieszczęsnym losem. Nad moim losem. Ludzie chowają się pod parasolami lub biegli by schować się pod najbliższe zadaszenie. Dzieci były szczęśliwe. Skakały z kałuży do kałuży, śmiejąc się i nie wiedząc co czeka ich w bliższej lub dalszej przyszłości. Zatrzymaliśmy się na przystanku. kilka osób wsiadło, a kilka wysiadło. Nie wiem kto wsiadł lub wysiadł. Cały czas patrzyłam przez okno, rozmyślając co stanie się w najbliższej przyszłości. Co powiem mamie? Jak jutro spojrzę Danielowi w oczy? Czy jutro już przypadkiem nie zostanę wyrzucona z szkoły? Dlaczego zawsze moje życie musi tak wyglądać?
-Nina?- usłyszałam jak ktoś mnie woła, chwytając mnie za ramię. Wytrącił mnie z zamyślenia. Odwróciłam się i spojrzałam prosto w oczy Tori.-Płakałaś?
-Nie-powiedziałam i otarłam oczy. Tori usiadła obok mnie.
-Nie ściemniaj. Widać, że płakałaś. Odrobinę się rozmazałaś-uśmiechnęła się do mnie. Wyciągnęłam lusterko z torby. faktycznie trochę się rozmazałam. Wyciągnęłam także mokre chusteczki, którymi przetarłam oczy.-A teraz opowiedz co ci się stało. Dlaczego płakałaś?
-To nic ważnego.
-Jakby to nie było ważne, to byś nie siedziała, od momentu kiedy wsiadłaś i ciągle patrzyła przez okno.
-Skąd wiedziałaś co ja robiłam?-spojrzałam na nią ze zdziwieniem.
-Tak to jest kiedy się patrzy cały czas przez okno. Siedziałam kilka miejsc za tobą, ale zobaczyłam, że twój stan się nie poprawia, więc postanowiłam do ciebie podejść i spróbować cię pocieszyć. A więc opowiadaj co się stało.
Spojrzałam w jej brązowe oczy. Widać w nich było, że jej zależy by mnie wysłuchać. Wzięłam głęboki wdech.
-Zostałam zamknięta w składziku.
-Co? Naprawdę? Kto to zrobił?
-Agnes.
-Agnes?-Jesteś tego pewna?
-Tak.
-Nie spodziewałabym się tego po niej.
-Chyba nie tylko ty, a potem pokłóciłam się z Danielem.
-Tego akurat się spodziewałam.
-Co? Dlaczego?
-To już widać, że Daniel jest typem podrywacza-powiedziała Tori. Poczułam ukłucie w sercu. Daniel podrywaczem?
-Powtórz jeszcze raz.
-Oh nie mów, że nic nie widziałaś, to było na kilometr widać, że na ciebie leci.
-Dobrze wiedzieć, ale to i tak nie o to chodzi.
-Oh, przepraszam. Jak nie o to , to o co?
-Okłamał mu, kiedy ja mu zaufałam.
-To jeszcze gorzej, naprawdę mi przykro. Może na rozweselenie pójdziemy na kawę. Znam bardzo dobrą kawiarnię tuż obok mojego domu.
-Bardzo fajny pomysł, ale sorry dziś nie czuję się zbyt dobrze, może innym razem.
-Tak, rozum....-nie dokończyła, bo przerwał nam pisk opon. Autobusem zaczęło zarzucać na boki. Uderzyłam głową o szybę. Nie tylko ja. Zaczęliśmy się obracać. Zdążyłam chwycić Tori za rękę, gdy uderzyliśmy o coś. Uderzyłam głową o szybę w tym czasie kiedy się rozprysły. Szkło było wszędzie. Usłyszałam jeszcze pracujący silnik, przed odpłynięciem w nicość.
---------------------------------
Wiem, wiem strasznie krótki ten rozdział, ale musicie mi wybaczyć. Jestem ciągle zajęta i gdy tylko mam czas pisze dla was( głownie na religii i historii xd)
-Nina?- usłyszałam jak ktoś mnie woła, chwytając mnie za ramię. Wytrącił mnie z zamyślenia. Odwróciłam się i spojrzałam prosto w oczy Tori.-Płakałaś?
-Nie-powiedziałam i otarłam oczy. Tori usiadła obok mnie.
-Nie ściemniaj. Widać, że płakałaś. Odrobinę się rozmazałaś-uśmiechnęła się do mnie. Wyciągnęłam lusterko z torby. faktycznie trochę się rozmazałam. Wyciągnęłam także mokre chusteczki, którymi przetarłam oczy.-A teraz opowiedz co ci się stało. Dlaczego płakałaś?
-To nic ważnego.
-Jakby to nie było ważne, to byś nie siedziała, od momentu kiedy wsiadłaś i ciągle patrzyła przez okno.
-Skąd wiedziałaś co ja robiłam?-spojrzałam na nią ze zdziwieniem.
-Tak to jest kiedy się patrzy cały czas przez okno. Siedziałam kilka miejsc za tobą, ale zobaczyłam, że twój stan się nie poprawia, więc postanowiłam do ciebie podejść i spróbować cię pocieszyć. A więc opowiadaj co się stało.
Spojrzałam w jej brązowe oczy. Widać w nich było, że jej zależy by mnie wysłuchać. Wzięłam głęboki wdech.
-Zostałam zamknięta w składziku.
-Co? Naprawdę? Kto to zrobił?
-Agnes.
-Agnes?-Jesteś tego pewna?
-Tak.
-Nie spodziewałabym się tego po niej.
-Chyba nie tylko ty, a potem pokłóciłam się z Danielem.
-Tego akurat się spodziewałam.
-Co? Dlaczego?
-To już widać, że Daniel jest typem podrywacza-powiedziała Tori. Poczułam ukłucie w sercu. Daniel podrywaczem?
-Powtórz jeszcze raz.
-Oh nie mów, że nic nie widziałaś, to było na kilometr widać, że na ciebie leci.
-Dobrze wiedzieć, ale to i tak nie o to chodzi.
-Oh, przepraszam. Jak nie o to , to o co?
-Okłamał mu, kiedy ja mu zaufałam.
-To jeszcze gorzej, naprawdę mi przykro. Może na rozweselenie pójdziemy na kawę. Znam bardzo dobrą kawiarnię tuż obok mojego domu.
-Bardzo fajny pomysł, ale sorry dziś nie czuję się zbyt dobrze, może innym razem.
-Tak, rozum....-nie dokończyła, bo przerwał nam pisk opon. Autobusem zaczęło zarzucać na boki. Uderzyłam głową o szybę. Nie tylko ja. Zaczęliśmy się obracać. Zdążyłam chwycić Tori za rękę, gdy uderzyliśmy o coś. Uderzyłam głową o szybę w tym czasie kiedy się rozprysły. Szkło było wszędzie. Usłyszałam jeszcze pracujący silnik, przed odpłynięciem w nicość.
---------------------------------
Wiem, wiem strasznie krótki ten rozdział, ale musicie mi wybaczyć. Jestem ciągle zajęta i gdy tylko mam czas pisze dla was( głownie na religii i historii xd)
piątek, 19 września 2014
Rozdział 15
Autor:
Palela
Zapadła krepująca cisza. Zaczęłam analizować co się przed chwilą wydarzyło. Daniel ma brata! A na do datek bliźniaka!
-Co?-zdołałam tylko wydusić. Simon się uśmiechnął i odwrócił się do mnie.
-Nie wspominał ci o mnie?-powiedział bez zaskoczenia, ciągle się uśmiechając.
-No nie mówił. Macie jeszcze jakieś rodzeństwo?
-Nie tylko my we dwoje.
-A jak się czuje wasza matka?
-Co?
-Wczoraj kiedy Daniel był u mnie powiedział, że jego... Sorry wasza matka jest chora- Simon już się nie uśmiechał.
-Chora matka? Naprawdę? Jeszcze powiedz, że się nią jeszcze opiekuje-prychnął. Spojrzał na mnie, a ja prosto w jego zielone oczy, które lekko pociemniały. Był w nich malowany gniew. Nagle uderzył pięścią e stół. Wszystko na nim się za trzęsło, a szklanka z wodą się przewróciła, a cała jej zawartość została wylana na biurko i podłogę. Kropla po kropli spadała na podłogę. Cofnęłam się o krok i natrafiłam na drzwi. Namacałam klamkę, ale w głowie usłyszałam znów głos.
-Lepiej tego nie rób
-Mówiliście coś?-zapytałam panią Tredday, która spokojnie siedziała i wpatrywała się w okno. Teraz popatrzyła na mnie i pokręciła głową. Nagle poczułam ucisk na ręce. Spojrzałam na nią. Zobaczyłam dłoń, trzymającą mnie za nadgarstek. Podniosłam lekko głowę i spojrzałam prosto w zielone oczy Simona. poczułam jego oddech na mojej twarzy.
-Przepraszam, że tak zareagowałem, ale to jest dość drażliwy temat... Przynajmniej dla mnie-powiedział i spróbował się uśmiechnąć, ale nie wyszło mu to za bardzo.
-Co się stało?-zapytałam cicho, ciągle patrząc w jego zielone oczy. Usta Simona zacisnęły się w jedną kreskę. Puścił moja rękę i odgarnął swoje blond włosy, które spadły mu na oczy. Wyprostował się.
-Nasza matka nie żyje-powiedział spokojnie, ale bardzo cicho. Zobaczyłam, że na chwilę mu się oczy zaszkliły. Zatkało mnie.
-Bardzo mi przykro-powiedziałam szczerze. Nagle cos zrozumiałam.-Czy to znaczy, że Daniel...
-Że Daniel cię okłamał?-przerwał mi.- Niestety, to prawda. Mni9e teraz jest przykro, że musze ci to powiedzieć, ale on już taki jest. Bezuczuciowy.
-Ale ja mu zaufałam. Przywiózł mnie do domu, pomógł mi z bólem głowy. Troszczył się o mnie, a to wszystko było smutne kłamstwo- oczy mi się zaszkliły. Czułam, że za chwilę łzy poleca mi po policzkach, ale nie chcę płakać. nie w obecności Simona. Nie z powodu Daniela.
-Naprawdę mi przykro, że to musiało się tak skończyć. Dlatego tu jestem. Przybyłem by cię przed nim ostrzec. Nie ufaj mu, a najlepiej nie zadawaj się z nim.
-Nawet nie zamierzam, ale teraz zastanawiam się dlaczego on mi pomógł?
-W jakim sensie?
-Zostałam zamknięta w składziku-na te słowa pani Treeday zesztywniała i mi przerwała.
-Dlatego nie było cię na lekcjach?
-Mhm.
-Usprawiedliwię cię-powiedziała i weszła do jakiegoś pokoiku obok. Tak jakby czekała na wyjaśnienie dlaczego nie był mnie na lekcjach. Nie zdążyłam nawet podziękować.
-Jak się wydostałaś?
-Daniel przyszedł i otworzył drzwi, a wcześniej słyszałam jakieś głosy-Simon wytrzeszczył oczy.
-Głosy?-zapytał.
-Tak wiem, że to dziwne. Wiem, że ja szaleję.
-Nie to normalne, podczas kiedy jesteś przerażona, zła lub zestresowana- powiedział.-Ale naprawdę Daniel ci pomógł?
-Chyba, że to byłeś ty lub jeszcze jakiś inny brat, o którym nawet wy nie macie pojęcia.
-To nie ja, a druga opcja też odpada.
-Może Daniel się zmienił?
-To chyba bardziej uwierzę w wersję o następnym bracie-zaśmiał się.
-Aha-Simon podszedł do okna.
-Co on chce zrobić? Co ma na celu? Czego on chce?-mruczał.
-Co mówisz?-zapytałam go. Spojrzał się na mnie i uśmiechnął się.
-Nic, to tylko do siebie. Wiesz ludzie tak się nie zmieniają, więc Daniel najprawdopodobniej chce coś zrobić, uważaj na siebie.
-Dobrze, a mogę już iść do domu?-zapytałam z nadzieją w głosie. Simon oparł się o krzesło i podniósł głowę.
-Jasne-powiedział z zamyśleniem słyszącym w głosie. Jak na zawołanie wyszła pani Tredday. Podała mi jakąś kartkę.
-Masz tu zgodę War, a teraz idź już do domu.
-Dziękuję do widzenia- wzięłam kartkę. Poszłam pierw do szatni by wziąć parasol. Był tam jedyny. Wzięłam go i wyszłam na zewnątrz. Nie padało już, ale niebo było nadal zachmurzone. Schowałam parasol do mojej torby. Na dziedzińcu nie było nikogo, ale można wszędzie było zauważyć kałuże. Duże i małe. Podeszłam do jednej z większych kałuż. Zobaczyłam tam swoje odbicie i... Za mną latał ptak. Odwróciłam się szybko, ale nic za mną nie było. Spojrzałam znów na kałużę. Teraz widziałam tam widziałam tylko siebie.
-Ja naprawdę szaleję-powiedziałam do siebie. Założyłam słuchawki i kaptur i wyszłam poza mury szkoły. Spojrzałam na zegarek w telefonie. 13.05. Nie wiem, o której ma autobus. Schowałam telefon do kieszeni i podgłośniłam muzykę. Weszłam akurat na pasy, kiedy ktoś zatrąbił. Obróciłam się i zobaczyłam czarne BMW, za kierownicą siedział Daniel! Lub Simon. Okno się uchyliło.
-Podwieźć cię?-zapytał chłopak. To był Daniel miał zdecydowanie niższy głos od Simona.
-Nie dzięki-powiedziałam oschle i ruszyłam dalej. Usłyszałam trzask drzwi poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę i mnie zatrzymuje.-Puść mnie.
-Co się stało?
-Nie chce mieć z tobą do czynienia! Okłamałeś mnie!-powiedziałam. Niestety głos mi zadrżał. Usłyszałam cichy głosik z tyłu głowy Uciekaj, ale go zignorowałam.
-Co ty mówisz?
-Simon mi wszystko powiedział.
-Simon?
-Tak, twój brat bliźniak-jego mina zrzedła.
-Nina, proszę posłuchaj mnie.
-Nie! Puść mnie i nie odzywaj się do mnie więcej-jego uścisk zelżał, a ja pobiegłam na przystanek. Łzy spływały mi po policzkach.
-Nie płacz-mówię do siebie.-On nie jest tego wart.
Odwróciłam się i zobaczyłam Daniela, który stał jak go zostawiłam. Miał nieobecny wyraz twarzy. Nagle zacisnął pięści i poszedł w stronę samochodu. Wsiadając do auta, napotkałam jego wzrok. Szybko się odwróciłam i pobiegłam w stronę przystanku, który już widziałam. Usiadłam na ławce i jeszcze bardziej podgłośniłam muzykę. Po kilku minutach na moje szczęście przyjechał autobus. Wsiadłam do niego i usiadłam przy oknie. W autobusie było tylko kilka osób, które nie zwracały uwagi na ludzi wchodzących do autobusu. Wyjrzałam przez okno. mimo przemijających widoków, ja przed oczami cały czas miałam obraz zaskoczonego Daniela. Zaskoczenie, które zamienia się w złość. Zielone oczy, z których widać śmierć.
-------------------------------------------------------------------
Nareszcie napisałam ten rozdział^^ Przepraszam, że tak mało piszę, ale szkoła ;/
Pozostawiajcie po sobie jakiś ślad :)
-Co?-zdołałam tylko wydusić. Simon się uśmiechnął i odwrócił się do mnie.
-Nie wspominał ci o mnie?-powiedział bez zaskoczenia, ciągle się uśmiechając.
-No nie mówił. Macie jeszcze jakieś rodzeństwo?
-Nie tylko my we dwoje.
-A jak się czuje wasza matka?
-Co?
-Wczoraj kiedy Daniel był u mnie powiedział, że jego... Sorry wasza matka jest chora- Simon już się nie uśmiechał.
-Chora matka? Naprawdę? Jeszcze powiedz, że się nią jeszcze opiekuje-prychnął. Spojrzał na mnie, a ja prosto w jego zielone oczy, które lekko pociemniały. Był w nich malowany gniew. Nagle uderzył pięścią e stół. Wszystko na nim się za trzęsło, a szklanka z wodą się przewróciła, a cała jej zawartość została wylana na biurko i podłogę. Kropla po kropli spadała na podłogę. Cofnęłam się o krok i natrafiłam na drzwi. Namacałam klamkę, ale w głowie usłyszałam znów głos.
-Lepiej tego nie rób
-Mówiliście coś?-zapytałam panią Tredday, która spokojnie siedziała i wpatrywała się w okno. Teraz popatrzyła na mnie i pokręciła głową. Nagle poczułam ucisk na ręce. Spojrzałam na nią. Zobaczyłam dłoń, trzymającą mnie za nadgarstek. Podniosłam lekko głowę i spojrzałam prosto w zielone oczy Simona. poczułam jego oddech na mojej twarzy.
-Przepraszam, że tak zareagowałem, ale to jest dość drażliwy temat... Przynajmniej dla mnie-powiedział i spróbował się uśmiechnąć, ale nie wyszło mu to za bardzo.
-Co się stało?-zapytałam cicho, ciągle patrząc w jego zielone oczy. Usta Simona zacisnęły się w jedną kreskę. Puścił moja rękę i odgarnął swoje blond włosy, które spadły mu na oczy. Wyprostował się.
-Nasza matka nie żyje-powiedział spokojnie, ale bardzo cicho. Zobaczyłam, że na chwilę mu się oczy zaszkliły. Zatkało mnie.
-Bardzo mi przykro-powiedziałam szczerze. Nagle cos zrozumiałam.-Czy to znaczy, że Daniel...
-Że Daniel cię okłamał?-przerwał mi.- Niestety, to prawda. Mni9e teraz jest przykro, że musze ci to powiedzieć, ale on już taki jest. Bezuczuciowy.
-Ale ja mu zaufałam. Przywiózł mnie do domu, pomógł mi z bólem głowy. Troszczył się o mnie, a to wszystko było smutne kłamstwo- oczy mi się zaszkliły. Czułam, że za chwilę łzy poleca mi po policzkach, ale nie chcę płakać. nie w obecności Simona. Nie z powodu Daniela.
-Naprawdę mi przykro, że to musiało się tak skończyć. Dlatego tu jestem. Przybyłem by cię przed nim ostrzec. Nie ufaj mu, a najlepiej nie zadawaj się z nim.
-Nawet nie zamierzam, ale teraz zastanawiam się dlaczego on mi pomógł?
-W jakim sensie?
-Zostałam zamknięta w składziku-na te słowa pani Treeday zesztywniała i mi przerwała.
-Dlatego nie było cię na lekcjach?
-Mhm.
-Usprawiedliwię cię-powiedziała i weszła do jakiegoś pokoiku obok. Tak jakby czekała na wyjaśnienie dlaczego nie był mnie na lekcjach. Nie zdążyłam nawet podziękować.
-Jak się wydostałaś?
-Daniel przyszedł i otworzył drzwi, a wcześniej słyszałam jakieś głosy-Simon wytrzeszczył oczy.
-Głosy?-zapytał.
-Tak wiem, że to dziwne. Wiem, że ja szaleję.
-Nie to normalne, podczas kiedy jesteś przerażona, zła lub zestresowana- powiedział.-Ale naprawdę Daniel ci pomógł?
-Chyba, że to byłeś ty lub jeszcze jakiś inny brat, o którym nawet wy nie macie pojęcia.
-To nie ja, a druga opcja też odpada.
-Może Daniel się zmienił?
-To chyba bardziej uwierzę w wersję o następnym bracie-zaśmiał się.
-Aha-Simon podszedł do okna.
-Co on chce zrobić? Co ma na celu? Czego on chce?-mruczał.
-Co mówisz?-zapytałam go. Spojrzał się na mnie i uśmiechnął się.
-Nic, to tylko do siebie. Wiesz ludzie tak się nie zmieniają, więc Daniel najprawdopodobniej chce coś zrobić, uważaj na siebie.
-Dobrze, a mogę już iść do domu?-zapytałam z nadzieją w głosie. Simon oparł się o krzesło i podniósł głowę.
-Jasne-powiedział z zamyśleniem słyszącym w głosie. Jak na zawołanie wyszła pani Tredday. Podała mi jakąś kartkę.
-Masz tu zgodę War, a teraz idź już do domu.
-Dziękuję do widzenia- wzięłam kartkę. Poszłam pierw do szatni by wziąć parasol. Był tam jedyny. Wzięłam go i wyszłam na zewnątrz. Nie padało już, ale niebo było nadal zachmurzone. Schowałam parasol do mojej torby. Na dziedzińcu nie było nikogo, ale można wszędzie było zauważyć kałuże. Duże i małe. Podeszłam do jednej z większych kałuż. Zobaczyłam tam swoje odbicie i... Za mną latał ptak. Odwróciłam się szybko, ale nic za mną nie było. Spojrzałam znów na kałużę. Teraz widziałam tam widziałam tylko siebie.
-Ja naprawdę szaleję-powiedziałam do siebie. Założyłam słuchawki i kaptur i wyszłam poza mury szkoły. Spojrzałam na zegarek w telefonie. 13.05. Nie wiem, o której ma autobus. Schowałam telefon do kieszeni i podgłośniłam muzykę. Weszłam akurat na pasy, kiedy ktoś zatrąbił. Obróciłam się i zobaczyłam czarne BMW, za kierownicą siedział Daniel! Lub Simon. Okno się uchyliło.
-Podwieźć cię?-zapytał chłopak. To był Daniel miał zdecydowanie niższy głos od Simona.
-Nie dzięki-powiedziałam oschle i ruszyłam dalej. Usłyszałam trzask drzwi poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę i mnie zatrzymuje.-Puść mnie.
-Co się stało?
-Nie chce mieć z tobą do czynienia! Okłamałeś mnie!-powiedziałam. Niestety głos mi zadrżał. Usłyszałam cichy głosik z tyłu głowy Uciekaj, ale go zignorowałam.
-Co ty mówisz?
-Simon mi wszystko powiedział.
-Simon?
-Tak, twój brat bliźniak-jego mina zrzedła.
-Nina, proszę posłuchaj mnie.
-Nie! Puść mnie i nie odzywaj się do mnie więcej-jego uścisk zelżał, a ja pobiegłam na przystanek. Łzy spływały mi po policzkach.
-Nie płacz-mówię do siebie.-On nie jest tego wart.
Odwróciłam się i zobaczyłam Daniela, który stał jak go zostawiłam. Miał nieobecny wyraz twarzy. Nagle zacisnął pięści i poszedł w stronę samochodu. Wsiadając do auta, napotkałam jego wzrok. Szybko się odwróciłam i pobiegłam w stronę przystanku, który już widziałam. Usiadłam na ławce i jeszcze bardziej podgłośniłam muzykę. Po kilku minutach na moje szczęście przyjechał autobus. Wsiadłam do niego i usiadłam przy oknie. W autobusie było tylko kilka osób, które nie zwracały uwagi na ludzi wchodzących do autobusu. Wyjrzałam przez okno. mimo przemijających widoków, ja przed oczami cały czas miałam obraz zaskoczonego Daniela. Zaskoczenie, które zamienia się w złość. Zielone oczy, z których widać śmierć.
-------------------------------------------------------------------
Nareszcie napisałam ten rozdział^^ Przepraszam, że tak mało piszę, ale szkoła ;/
Pozostawiajcie po sobie jakiś ślad :)
sobota, 6 września 2014
Rozdział 14
Autor:
Palela
-Ty jesteś moim stróżem?-zapytałam jeszcze raz. Nie odpowiedział, ale wargi zacisnął w jedną prostą linię.
-Nie, to nie ja-powiedział cicho.
-Nie wierzę ci! Widziałam cię!
-Gdzie mnie widziałaś? W szkole?-odpowiedział dziwnym głosem. Spojrzałam na niego. Oparł się teraz o ścianę i patrzył prosto mi w oczy. Jego luźna, szara koszulka i tak nie ukrywała jego mięśni. Wzięłam oddech by mu wszystko wytłumaczyć, ale gdy wypuściłam powietrze zapomniałam co chciałam powiedzieć. Spojrzałam jeszcze raz na Daniela. Nadal opierał się o ścianę.
-Agnes mnie tu zamknęła- powiedziałam cicho i od razu odwróciłam wzrok od Daniela. Nie chciałam patrzeć na niego, gdy to mówiłam, bo czułam, że między nim, a Agnes coś zaczyna kwitnąć.
-Co zrobiła?-zapytał Daniel, który znalazł się przy mnie. Poczułam jego ciepły oddech na moim zmarzłym karku. Dopiero teraz poczułam, że w tamtym pomieszczeniu temperatura była o wiele niższa niż tutaj na korytarzu.
-Zamknęła mnie tutaj. Wepchnęła- powiedziałam. Odwróciłam się i chciałam odejść by nie przypominać sobie tych może kilkunastu minut, które spędziłam sama w ciemnym, małym, zimnym składziku. Daniel mi na to nie pozwolił. Złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę tak bym mogła patrzeć prosto w jego zielone oczy.
-Powiedz mi co się zdarzyło kiedy zostałaś na sali?
-Ile siedziałam w składziku?
-Nie wiem. Proszę odpowiedz.
-Po co? Przecież nie jesteś moim stróżem jak twierdzisz-wyrwałam się z jego uścisku i poszłam do szatni dziewczyn by się przebrać. Kiedy otworzyłam drzwi. Oślepiła mnie pustka. Nikogo tu nie było. Zostały tylko moje ubrania i torba. Szybko się przebrałam i spojrzałam do lustra. Moje odbicie mnie przeraziło. Włosy się już pokręciły i wystawały z kucyka, oczy miałam z jakiegoś powodu podkrążone. W oczach nie było widać żadnego blasku, a co najgorsza, jedna plamka z oka zniknęła. Co jakiś czas oczy stawały się coraz czarniejsze. Kolorowe plamki zaczynały stawać się z czarnymi i się zlewać. W ciągu ostatnich dwóch dni chyba cztery plamki mi zniknęły i moje oczy przestawały być wyjątkowe. Wzruszyłam ramionami. Rozpuściłam włosy i zebrałam je znów w kucyk. Wyciągnęłam komórkę sprawdzając godzinę. O 12.40. Schowałam telefon. Coś mi tu nie pasuje. Spojrzałam jeszcze raz na wyświetlacz. Nie pomyliłam się 12.40. W składziku siedziałam od ponad dwóch godzin. Co się ze mną dzieje? Usiadłam na ławce i schowałam głowę między kolanami. Co się stało? Kim ja jestem? Kim jest Daniel? Ktoś zapukał do drzwi, nawet nie wiem czemu, przecież to szatnia. Wzięłam torbę i poszłam do drzwi, ni po to by je otworzyć, ale żeby iść na lekcje. Otworzyłam drzwi, gdzie w przejściu stała pani Treeday.
-Co się z tobą stało?-zapytała.
-Nie wiem. Przepraszam, ale spieszę się na lekcje.
-Lekcji nie ma-powiedziała.-A teraz zapraszam do mnie do gabinetu. Musimy porozmawiać i nie stosuj żadnych sztuczek.
Wyszła, a ja tuż za nią. Spuściłam głowę i szłam jak na skazanie. Przystanęłam na chwilę, by zawiązać sznurówkę.
-Chodź, za chwilę zawiążesz. Nie mamy czasu.
-Co się dzieje?-zapytałam. Nauczycielka nie odpowiedziała, tylko szła dalej. Dobiegłam do niej.-Gdzie są wszyscy? Jak to nie ma lekcji? Co się ze mną stało?
-Właśnie chcę się ciebie zapytać, gdzie ty się podziewałaś? W szkole podobno był bomba, a ciebie nikt nie widział. czy to trochę nie podejrzane?
-Bomba tu była?
-Nie fałszywy alarm-powiedziała nauczycielka i szła dalej.-W gabinecie sobie porozmawiamy i ktoś będzie nam towarzyszył w tej rozmowie.
-Kto?
-Zobaczysz-powiedziała i się już nie odezwała. Zostałam sama z myślami. Co się stało? Jaka bomba? Skąd Daniel wiedział, że jestem zamknięta? Przecież to prawda, to on jest moim stróżem, to na pewno prawda, jak można to wyjaśnić. Była ewakuacja, a że mnie nie było zawołałam Daniel na pomoc, z którą mi przyszedł. Kim on dokładnie jest? Stanęłam, bo pani Treeday też stanęła przed drzwiami do swojego gabinetu. Zapukała i weszła. Zrobiłam to samo. Uderzył mnie blask światła wpadającego przez okno. Musiałam zmrużyć oczy by zobaczyć, że ktoś stoi w środku. Miał znajomą twarz.
-Daniel? Co ty tu robisz?-zapytałam. Daniel się uśmiechnął i spojrzał mi w oczy. W zieleni czaiło się coś niebezpiecznego. Poczułam dreszcz. Spojrzałam na panią Treeday, która nic nie mówiła.
-Nie jestem Daniel-powiedział chłopak
-Co? To kim jesteś?-zapytałam ze zdziwieniem.
-Simon, brat Daniela. Miło mi-uśmiechnął się widząc zdziwienie na mojej twarzy.-Dokładnie bliźniak.
__________________________________________
Dziękuje za ponad 500 wejść ^^ Jak już wcześniej wspominałam będę teraz rzadziej pisać, bo szkoła ;/ Pozostawcie po sobie jakiś ślad :))
Pamiętajcie :) Komentujesz=motywujesz :D
-Nie, to nie ja-powiedział cicho.
-Nie wierzę ci! Widziałam cię!
-Gdzie mnie widziałaś? W szkole?-odpowiedział dziwnym głosem. Spojrzałam na niego. Oparł się teraz o ścianę i patrzył prosto mi w oczy. Jego luźna, szara koszulka i tak nie ukrywała jego mięśni. Wzięłam oddech by mu wszystko wytłumaczyć, ale gdy wypuściłam powietrze zapomniałam co chciałam powiedzieć. Spojrzałam jeszcze raz na Daniela. Nadal opierał się o ścianę.
-Agnes mnie tu zamknęła- powiedziałam cicho i od razu odwróciłam wzrok od Daniela. Nie chciałam patrzeć na niego, gdy to mówiłam, bo czułam, że między nim, a Agnes coś zaczyna kwitnąć.
-Co zrobiła?-zapytał Daniel, który znalazł się przy mnie. Poczułam jego ciepły oddech na moim zmarzłym karku. Dopiero teraz poczułam, że w tamtym pomieszczeniu temperatura była o wiele niższa niż tutaj na korytarzu.
-Zamknęła mnie tutaj. Wepchnęła- powiedziałam. Odwróciłam się i chciałam odejść by nie przypominać sobie tych może kilkunastu minut, które spędziłam sama w ciemnym, małym, zimnym składziku. Daniel mi na to nie pozwolił. Złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę tak bym mogła patrzeć prosto w jego zielone oczy.
-Powiedz mi co się zdarzyło kiedy zostałaś na sali?
-Ile siedziałam w składziku?
-Nie wiem. Proszę odpowiedz.
-Po co? Przecież nie jesteś moim stróżem jak twierdzisz-wyrwałam się z jego uścisku i poszłam do szatni dziewczyn by się przebrać. Kiedy otworzyłam drzwi. Oślepiła mnie pustka. Nikogo tu nie było. Zostały tylko moje ubrania i torba. Szybko się przebrałam i spojrzałam do lustra. Moje odbicie mnie przeraziło. Włosy się już pokręciły i wystawały z kucyka, oczy miałam z jakiegoś powodu podkrążone. W oczach nie było widać żadnego blasku, a co najgorsza, jedna plamka z oka zniknęła. Co jakiś czas oczy stawały się coraz czarniejsze. Kolorowe plamki zaczynały stawać się z czarnymi i się zlewać. W ciągu ostatnich dwóch dni chyba cztery plamki mi zniknęły i moje oczy przestawały być wyjątkowe. Wzruszyłam ramionami. Rozpuściłam włosy i zebrałam je znów w kucyk. Wyciągnęłam komórkę sprawdzając godzinę. O 12.40. Schowałam telefon. Coś mi tu nie pasuje. Spojrzałam jeszcze raz na wyświetlacz. Nie pomyliłam się 12.40. W składziku siedziałam od ponad dwóch godzin. Co się ze mną dzieje? Usiadłam na ławce i schowałam głowę między kolanami. Co się stało? Kim ja jestem? Kim jest Daniel? Ktoś zapukał do drzwi, nawet nie wiem czemu, przecież to szatnia. Wzięłam torbę i poszłam do drzwi, ni po to by je otworzyć, ale żeby iść na lekcje. Otworzyłam drzwi, gdzie w przejściu stała pani Treeday.
-Co się z tobą stało?-zapytała.
-Nie wiem. Przepraszam, ale spieszę się na lekcje.
-Lekcji nie ma-powiedziała.-A teraz zapraszam do mnie do gabinetu. Musimy porozmawiać i nie stosuj żadnych sztuczek.
Wyszła, a ja tuż za nią. Spuściłam głowę i szłam jak na skazanie. Przystanęłam na chwilę, by zawiązać sznurówkę.
-Chodź, za chwilę zawiążesz. Nie mamy czasu.
-Co się dzieje?-zapytałam. Nauczycielka nie odpowiedziała, tylko szła dalej. Dobiegłam do niej.-Gdzie są wszyscy? Jak to nie ma lekcji? Co się ze mną stało?
-Właśnie chcę się ciebie zapytać, gdzie ty się podziewałaś? W szkole podobno był bomba, a ciebie nikt nie widział. czy to trochę nie podejrzane?
-Bomba tu była?
-Nie fałszywy alarm-powiedziała nauczycielka i szła dalej.-W gabinecie sobie porozmawiamy i ktoś będzie nam towarzyszył w tej rozmowie.
-Kto?
-Zobaczysz-powiedziała i się już nie odezwała. Zostałam sama z myślami. Co się stało? Jaka bomba? Skąd Daniel wiedział, że jestem zamknięta? Przecież to prawda, to on jest moim stróżem, to na pewno prawda, jak można to wyjaśnić. Była ewakuacja, a że mnie nie było zawołałam Daniel na pomoc, z którą mi przyszedł. Kim on dokładnie jest? Stanęłam, bo pani Treeday też stanęła przed drzwiami do swojego gabinetu. Zapukała i weszła. Zrobiłam to samo. Uderzył mnie blask światła wpadającego przez okno. Musiałam zmrużyć oczy by zobaczyć, że ktoś stoi w środku. Miał znajomą twarz.
-Daniel? Co ty tu robisz?-zapytałam. Daniel się uśmiechnął i spojrzał mi w oczy. W zieleni czaiło się coś niebezpiecznego. Poczułam dreszcz. Spojrzałam na panią Treeday, która nic nie mówiła.
-Nie jestem Daniel-powiedział chłopak
-Co? To kim jesteś?-zapytałam ze zdziwieniem.
-Simon, brat Daniela. Miło mi-uśmiechnął się widząc zdziwienie na mojej twarzy.-Dokładnie bliźniak.
__________________________________________
Dziękuje za ponad 500 wejść ^^ Jak już wcześniej wspominałam będę teraz rzadziej pisać, bo szkoła ;/ Pozostawcie po sobie jakiś ślad :))
Pamiętajcie :) Komentujesz=motywujesz :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)
